Sobota, 18 listopada 2017. Imieniny Klaudyny, Romana, Tomasza

Amerykańskie How are you?

2015-03-15 08:00:00 (ost. akt: 2015-03-13 14:49:15)

Podziel się:

Trudno opisać, co się odczuwa, kiedy nagle ląduje się w samym centrum planu filmowego. A tak się czułam, kiedy nagle stanęłam na jednej z ulic Nowego Jorku. Wokół przechodzili ludzie, a ja stałam jak zaczarowana z wielką walizą w jednej ręce i torbą podróżną w drugiej.

Nie mogłam uwierzyć, że jestem właśnie tutaj. Byłam w samym centrum Manhattanu! Hotel, w którym zorganizowano szkolenie dla przyszłych au-pair był koło 34 ulicy. W Nowym Jorku, a konkretnie na Manhattanie bowiem ulice nie mają nazw jak w Polsce – Ciepła, Dobra lub Złota. Przyporządkowane są im kolejne numery, a z kolei ulice przecinają się z przecznicami, które również są ponumerowane. Dlatego w tym mieście jeżeli chcemy się gdzieś dostać i wpadnie nam do głowy skorzystanie ze znanych chyba każdemu nowojorskich żółtych taksówek, musimy podać taksówkarzowi ulicę i przecznicę, z którą ta w danym miejscu się przecina.
Pierwsze wrażenia? Oprócz zmęczenia i ekscytacji, pamiętam, że ludzie wokół byli bardzo mili.

Generalnie Amerykanie starają się być bardzo pomocni, np. kiedy pyta się ich o drogę, nawet jeśli nie do końca sami wiedzą, gdzie coś się znajduje. Czasem nawet zdarza się, że odkładają na chwilę swój własny cel podróży, żeby nam pomóc i zaprowadzić w dane miejsce. W Nowym Jorku podobno jest inaczej, podobno nowojorczycy nie są tak mili i pomocni, podobno się nie uśmiechają. Moim zdaniem to nieprawda. Nie tylko na samym początku mojej przygody z Ameryką, ale i potem w ciągu całego roku, odniosłam zupełnie inne wrażenie. Amerykanie i nowojorczycy (nawet Amerykanie stosują ten podział) są niezwykle mili i pomocni, przez większość czasu z uśmiechem na ustach.

W dobrym tonie jest być uśmiechniętym i zadowolonym z życia. I co ciekawe, to bardzo szybko się udziela. Prawdziwy Amerykanin, z krwi i kości, nie przywita nas też zwykłym cześć albo dzień dobry. Zawsze doda do tego: „How are you?” czyli nasze polskie „Co tam u Ciebie?”. Nie jest to jednak zachęta do długiej pogawędki o naszym prywatnym życiu, a jedynie zwykłe powitanie. Dlatego wszyscy odpowiadają, że czują się doskonale. Wielu Europejczyków, z którymi rozmawiałam w USA i którzy spędzili tam już jakiś czas, irytowało amerykańskie „How are you?”.

Irytowała ich, jak to sami określali, bezsensowność tego pytania, bo przecież nie można udzielić na nie innej odpowiedzi, niż że wszystko u nas w porządku. Ja po pewnym czasie przywykłam do tego i amerykańskiego „small talk”, czyli krótkich, niewiele wnoszących rozmów o pogodzie czy jedzeniu. Tacy już Amerykanie po prostu są i taki już ich urok…
Lidia Robakowska

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB