Poniedziałek, 20 listopada 2017. Imieniny Anatola, Edyty, Rafała

Brownie, cheesecake, cupcakes... Amerykańskie słodkości dla łasuchów

2015-04-17 14:45:53 (ost. akt: 2015-04-17 14:48:20)

Podziel się:

Jako prawdziwy łasuch nie byłam w stanie oprzeć się napisaniu kolejnego artykułu na temat amerykańskiego jedzenia. O amerykańskiej kuchni i jedzeniu w Stanach można by pewnie napisać całą książkę.

Oprócz tego bowiem, że Amerykanie sami mają się czym pochwalić jeśli chodzi o różnorodne potrawy, to są też krajem, gdzie można znaleźć restaurację każdego typu: włoską, tajską, wietnamską… Do tego, i to chyba najważniejsze, są one zazwyczaj prowadzone przez prawdziwych Włochów czy Greków. Oczywiście można także zakosztować kuchni polskiej. Moi znajomi, którzy mieszkali w Chicago, twierdzili że tam właśnie można zjeść najlepsze polskie potrawy w całych Stanach. W Nowym Jorku centrum Polonii jest Greenpoint na Brooklynie.

Najbardziej znane pierogi

Tutaj znajduje się mnóstwo polskich restauracji, a przy okazji też polskie sklepy z typowo polskimi produktami, ale też np. polskie księgarnie. Na ulicach słychać nasz rodzimy język, można go znaleźć również na szyldach sklepów. Najbardziej chyba popularną polską potrawą w Stanach są pierogi, nazywane przez Amerykanów „pierogies”. Zabawnie stworzyli oni liczbę mnogą od słowa, które już w liczbie mnogiej występuje. Podobnie znana jest kiełbasa, choć zdarzyło się raz, że podróżując po Utah bądź Nevadzie, znaleźliśmy w menu informację, że kiełbasa jest oryginalnie niemiecka, co oczywiście zostało natychmiast sprostowane przez moją koleżankę z managerem restauracji. Niektórzy znają też gołąbki czy bigos – jednak zazwyczaj są to osoby, których przodkowie byli związani z naszym krajem.
Co jeszcze można powiedzieć o amerykańskiej kuchni? Jeśli podejmujemy decyzję o zjedzeniu czegoś „na mieście”, należy się przygotować na jedno – przeogromną porcję. W Nowym Jorku, Bostonie czy Waszyngtonie porcje są ogromne. Nie wspominam już nawet o stanach z centrum USA, gdzie porcje są gigantyczne. Myślę, że dorosły mężczyzna po kilku godzinach wyczerpującej pracy fizycznej jest w stanie zjeść jakieś 75% takiej porcji, może uda mu się zjeść całość, jeżeli nie przegryzał żadnych przekąsek w czasie pracy.

Coś dla łasuchów

Jako wielka miłośniczka słodyczy nie mogę nie wspomnieć też o tej części posiłku, kiedy na stół podawany jest deser. Amerykańskie desery to klasa sama w sobie. „Brownie” czyli ciasto czekoladowe to naprawdę poezja (polecam przepisy ze stron Marthy Stewart). Białe „brownie”, nazywane przez Amerykanów „blondie”, to chyba mój ukochany amerykański deser, choć naprawdę konkurencja jest duża. Nie mogę też nie wspomnieć o ich perfekcji w robieniu musów czekoladowych. Lepszych niż tam, nigdy nie jadłam. Oczywiście nie zapominam też o „cheesecake” – czyli tamtejszej wersji sernika – wariacje na jego temat, których mogłam skosztować w restauracji „Cheesecake Factory” (am. Fabryka Sernika) rzucają na kolana. Kolejna rzecz, o której jeśli nie wspomnę, to sobie nie wybaczę, to muffiny i cupcakes – czyli amerykańskie babeczki, zazwyczaj z różnosmakowymi kremami… Do tego są jeszcze donuty czy cronuty, które dopiero co wymyślono. Cronut to w zasadzie donut i croissant w jednym. Mogłabym tak wyliczać i wyliczać, mogłabym wręcz nigdy nie skończyć, ale puenta jest prosta – amerykańska kuchnia jest przepyszna i trzeba jej koniecznie spróbować.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB