Poniedziałek, 20 listopada 2017. Imieniny Anatola, Edyty, Rafała

Gdy tydzień zaczyna się do niedzieli

2015-05-10 08:00:00 (ost. akt: 2015-05-08 15:32:09)

Podziel się:

Niedawno obchodziliśmy Wielkanoc… I uświadomiłam sobie, jak szybko mija czas. Rok temu byłam w USA i to dopiero 3 miesiące. Do wielu rzeczy się już wtedy przyzwyczaiłam, wiele jeszcze ciągle było nowych. Między innymi to, że żyłam zgodnie z rytmem amerykańskiego życia, a to oznaczało obchodzenie też ich świąt i życie wg tamtejszego kalendarza.

Jako ciekawostkę dodam, że wg amerykańskich kalendarzy pierwszym dniem tygodnia jest niedziela, a nie – tak jak u nas – poniedziałek.

Wracając jednak rok wstecz... Już pierwszego dnia, kiedy przyjechałam do USA, trafiłam na tamtejsze święto narodowe – 20 stycznia to dzień wolny od pracy dla Amerykanów, jest to tzw. „Martin Luther King Day”, który obchodzony jest zawsze w trzeci poniedziałek stycznia. Niedługo później, w trzeci poniedziałek lutego, obchodzony jest „Presidents Day” ku pamięci Jerzego Waszyngtona – pierwszego prezydenta USA. Później w marcu lub kwietniu część Amerykanów świętuje Wielkanoc – jeśli chodzi o konkretną datę, jest ona taka sama jak w Polsce, ale Amerykanie obchodzą Wielkanoc tylko przez jeden dzień. Lany Poniedziałek nie istnieje. Wszyscy idą do pracy. Nie ma też jakiejś specjalnej tradycyjnej formy obchodzenia pierwszego dnia. To, co bardzo specyficzne dla ich kultury w tym czasie, to wystawianie dekoracji świątecznych w ogrodach. Oczywiście rozmiary tych ozdób są ogromne, jak to z Amerykanami bywa. W ich ogródkach więc pojawiają się gigantyczne żółte nadmuchiwane kurczaki, kolorowe jajka, króliczki. Oczywiście jeśli ktoś już to święto obchodzi, do dzieci w domu przychodzi króliczek i zostawia podarunki w ogrodzie. Kolejny długi weekend, a więc kolejne święto, to ostatni poniedziałek maja. Każdy prawdziwy Amerykanin przygotowuje wtedy BBQ, czyli grillowane potrawy. Często też odbywają się przyjęcia. Dlaczego i co wtedy jest świętowane?

Ku pamięci amerykańskich żołnierzy

Jest to „Memorial Day”, czyli dzień ku pamięci zmarłych amerykańskich żołnierzy, którzy są w Stanach Zjednoczonych bardzo szanowani i uważani za prawdziwych bohaterów. Do akcji upamiętnienia ich bohaterstwa włączają się nawet sklepy i wtedy pojawiają się ogromne promocje specjalnie dla rodzin osób pracujących w amerykańskim wojsku. W lipcu Amerykanie obchodzą bardzo ważne dla nich święto – oczywiście chodzi o „Independence Day” czyli „Dzień Niepodległości”. Jakie plany ma większość Amerykanów na ten dzień? Oczywiście poza zrobieniem BBQ, które pojawia się praktycznie w każde święto narodowe. Drugim obowiązkowym punktem tego dnia są fajerwerki – mnóstwo fajerwerków. Część z nich widać podobno w Meksyku, jak opowiadała mi znajoma, pochodząca z tego kraju. Kolejny dzień na amerykańskim kalendarzu świąt to „Labor Day”, który właściwie jest świętem wszystkich obywateli USA. Świętują oni wtedy swój wkład w rozwój kraju. Jest też „Columbus Day”, czyli dzień upamiętniający odkrycie Ameryki przez Krzysztofa Kolumba (drugi poniedziałek października) i „Veterans Day” (11 listopada) – dzień dla uhonorowania Amerykanów, służących w siłach zbrojnych.

Święto dziękczynienia

Amerykanie obchodzą też oczywiście najbardziej kojarzone z tym krajem – „Thanksgiving Day” czyli „Święto Dziękczynienia” oraz Boże Narodzenie, które postaram się opisać w kolejnym artykule. Wokół wiosna, a ja postaram się przenieść w zupełnie inną porę roku. Postaram się oddać klimat Święta Dziękczynienia oraz świąt Bożego Narodzenia. Być może nie jest to najlepszy czas na opisywanie tego rodzaju świąt. Z drugiej jednak strony… Są to tak „ciepłe” i pełne dobrej atmosfery dni, że nawet w środku lata można do nich wracać.

Halloween

Zanim jednak opiszę te dni, nie mogę nie wspomnieć o ulubionym dniu dzieci (chociaż czasami odnosiłam wrażenie, że wszystkich Amerykanów). Oczywiście mowa o Halloween. Obchodzone 31 października, tak naprawdę zaczyna się świętować już na początku tego miesiąca. W sklepach pojawiają się cukierki, specjalnie na tę okazję. Większość właścicieli domów przygotowuje jakieś dekoracje. Kiedy mieszkałam w Nowym Jorku, jeden z wielopiętrowych budynków „udekorowano” ogromnymi sztucznymi pająkami, pajęczynami, co oczywiście było przerażające. Budynek znajdował się przy 92 ulicy, a podobno ta właśnie ulica jest jedną z najbardziej znanych, jeśli chodzi o dekoracje na Halloween. Jest to wieczór, kiedy dzieci zbierają ogromne ilości słodyczy. Wychodzą grupami, ze znajomymi, z rodzinami. Udział w zabawie biorą nawet nastolatki. Od rana na ulicach miasta widać dzieci i dorosłych przebranych za potwory, superbohaterów, postacie z bajek. Pomysłów są miliony, a kreatywność nie ma granic. Późnym wieczorem odbywają się parady, w których udział bierze mnóstwo ludzi – wszyscy w kostiumach, maskach. W bardzo znanych i charakterystycznych miejscach Nowego Jorku trudno się wręcz przecisnąć.
Halloween mija i już dzień później w sklepach pojawiają się ozdoby na Święto Dziękczynienia. Odniosłam wrażenie, że Amerykanie traktują ten dzień jako jeden z najważniejszych w roku. Ulice stają się puste w ten wieczór. Wszyscy spędzają ten dzień w gronie rodzinnym. Przygotowania do kolacji trwają niemal cały dzień. Na stole musi się oczywiście pojawić indyk, czyli podstawowa potrawa tego dnia. Niektórzy tego dnia dziękują sobie nawzajem przy stole za różne rzeczy. Niektórzy po prostu spędzają ten czas razem. Zwyczaje i tradycje tego dnia zależą, myślę, bardziej od tego, jak dana rodzina je spędza. A co robią Amerykanie kolejnego dnia po „Thanksgiving”? Biegną do sklepów, na „Czarny Piątek”. Wszystkie sklepy przygotowują wtedy ogromne rabaty i obniżki cen. Promocje sięgają czasem 80%. Kolejki przed niektórymi sklepami zaczynają się ustawiać już w środę wieczorem (więc tutaj mamy wyjątki od reguły rodzinnego spędzania Święta Dziękczynienia).

Boże Narodzenie w Nowym Jorku

Na początku grudnia zaczął się sezon bożonarodzeniowy. Grudzień w Nowym Jorku jest naprawdę magiczny. Ozdoby, światła, wszędzie w powietrzu unosi się niesamowita atmosfera. Wręcz ma się wrażenie, że za chwilę pojawi się św. Mikołaj w swoich saniach. Co ciekawe, Amerykanie tak bardzo ukochali sobie Boże Narodzenie, że istnieje sklep, który funkcjonuje przez cały rok, a są w nim tylko i wyłącznie ozdoby choinkowe, tysiące różnego rodzaju bombek w milionie kształtów, kolorów, błyszczące, matowe – chyba wszystko, co tylko da się wymyślić. Koło znanego „Rockefeller Center” (to tam Kevin jeździ sam na łyżwach w Nowym Jorku) stoi ogromna choinka. Pierwsze zapalenie świateł na niej to święto. Kiedy następuje ten moment, wielu bardzo znanych artystów jest zapraszanych do wykonania świątecznych piosenek (w tym roku była to m.in. Lady Gaga). W końcu nadchodzi 24 grudnia... czyli zasadniczo zwykły dzień w USA. Dopiero wieczorem zjada się bardziej uroczystą kolację. A w nocy ma przyjść Mikołaj, któremu amerykańskie dzieci zostawiają ciastka i mleko, a dla reniferów marchewki. Rano dzieci oczywiście są na nogach tak wcześnie, jak tylko się da. A pod choinką leżą góry prezentów. I nie przesadzam tutaj ze słowem góry… Dzień jest w zasadzie przygotowaniem do kolacji. Rodziny zbierają się razem, podobnie jak u nas w Polsce – na stole jednak często znowu pojawia się indyk. Na stole kładzione są też śmieszne prezenciki dla wszystkich domowników i gości, kiedy się taki prezencik rozciąga, ze śmiesznym dźwiękiem wylatują z niego małe upominki – gwizdki, dowcipy, korony z papieru.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB