Piątek, 24 listopada 2017. Imieniny Emmy, Flory, Romana

Ptasie zoo pana Jana

2015-05-12 15:13:38 (ost. akt: 2015-05-12 11:21:56)

Podziel się:

Zwierzęta, zwłaszcza ptaki, hoduje od dziecka. W momencie naszej rozmowy miał ich ponad 100 i lada moment spodziewał się kolejnych lęgów. W zeszłym roku samych młodych ptaków było u niego aż 600! O jego zamiłowaniu do naszych „braci mniejszych” rozmawiamy z przasnyszaninem Janem Kowalskim.

Pan Jan ma u siebie małe ptasie zoo. Znajdziemy u niego przedstawicieli takich gatunków, jak gołąbek diamentowy (dwa razy mniejszy od gołębia miejskiego), papużka falista (wkrótce pojawią się też nimfy), kanarek, zeberka, przepiórka, perlik czekoladowy czy indyk czerwony. Do tego sporo kur ozdobnych: silki, batmanki, kochiny miniaturowe i lenghorny. W sumie ponad 100 ptaków. Wkrótce ta liczba się zwiększy, bo przasnyszanin spodziewa się niebawem kolejnych lęgów. - W zeszłym roku samych młodych miałem 600 – mówi.
Kiedyś przasnyszanin miał również pawie, ale były z nimi problemy, bo wlatywały nieraz na cudze posesje lub zagryzały je psy. Poza tym paw, gdy rozłoży swój piękny ogon, potrzebuje dużo wolnej przestrzeni. Na posesji swego czasu pojawiały się także zwierzęta inne niż ptaki. - Miałem na przykład kucyki, ale musiałem z nich zrezygnować, bo ich utrzymanie jest za drogie. Siano bardzo dużo kosztuje – wyjaśnia nasz rozmówca. Były też świnki wietnamskie

Przyjemność, ale i obowiązek


Skąd pomysł, aby prowadzić tak wspaniałą hodowlę? - Od 21 lat jestem na rencie. Czymś się zająć trzeba – uśmiecha się pan Jan. Tak pokaźny przychówek miał już jednak wcześniej. A w ogóle zwierzęta hoduje od dziecka. - Jak nie gołębie, to kanarki czy papużki – wspomina. Dla niego to po prostu przyjemność. A i trochę grosza do renty można dorobić. - Jeżdżę ze zwierzakami na targi, m.in. do Płońska, Pułtuska i na Żerań – mówi. Na wystawach ze swoimi podopiecznymi się nie pojawia – udział w nich to zbyt duże obciążenie finansowe.
Zwierzętom pan Jan poświęca swoje serce, czas i pracę. - Zajmuję się nimi co najmniej dwie godziny dziennie – mówi. Musi im zapewnić odpowiednie warunki bytowania (papużki faliste na przykład trzeba chronić przed zimnem, na które mniej wrażliwe są z kolei nimfy) i właściwy pokarm – zwłaszcza gatunki ozdobne potrzebują specjalnego pożywienia. Zwraca też uwagę na to, aby w jednym pomieszczeniu lub na tym samym wybiegu nie znalazły się zwierzęta, które się ze sobą „nie zgodzą” - jak np. perliki mogące być agresywne w stosunku do kur. Wszystkich swoich małych przyjaciół darzy równą sympatią – zapytany o „perłę” swojej hodowli, nie jest w stanie wskazać konkretnego zwierzaka.

Przyjeżdżają nawet wycieczki


Z zakupem zwierząt, nawet tych egzotycznych, nasz rozmówca nie ma problemu. Można je nabyć na giełdach lub za pośrednictwem internetowych portali ogłoszeniowych. Korzystania z tych ostatnich przasnyszanin jednak unika, miał już bowiem z nimi nieprzyjemne doświadczenia – ogłoszeniodawca przysyłał mu inne zwierzę, niż zamówione. - Kiedyś na przykład zamiast kaczek mandarynek dostałem zwykłe krzyżówki. Lepiej więc kupna dokonywać osobiście – przestrzega.
Co na jego hodowlę sąsiedzi? - Żadnych zgrzytów nie ma – zapewnia Jan Kowalski. Niektórzy znajomi nawet odwiedzają go co jakiś czas, by móc podziwiać jego podopiecznych. Zapowiedziała się też u niego wycieczka z jednego z przasnyskich przedszkoli. Wkrótce zaś odwiedzający będą mieli nowe obiekty do podziwiania. - Kolejne gatunki z biegiem czasu na pewno się u mnie pojawią. Teraz myślę o sprowadzeniu pewnego gatunku małych owieczek, których w ogóle się nie strzyże – planuje przasnyszanin.


Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB