Wtorek, 26 września 2017. Imieniny Cypriana, Justyny, Łucji

Święto Pracy

2016-04-30 19:30:47 (ost. akt: 2016-04-30 19:36:50)

Podziel się:

Przypadające w najbliższą niedzielę Święto Pracy wielu z nas kojarzy się przede wszystkim z dawnymi pierwszomajowymi pochodami. Jak dziś je wspominamy? Czy – pomijając charakter ówczesnego ustroju – nie brakuje nam obecnie atmosfery tamtych dni?

Zenon Szczepankowski
starosta przasnyski

Uczestniczyłem w pochodach pierwszomajowych w okresie szkoły średniej. Pamiętam humor i zabawę, która nas absorbowała. Pamiętam też wydźwięk polityczny tych wydarzeń zmierzający do uszanowania robotników i rolników, którzy ciężką pracą własnych rąk utrzymują swoją rodzinę i bliskich, ale także pracują dla dobra i rozwoju Polski.
Dziś brakuje mi świętowania w atmosferze radości, a nie pompatyczności i rozpamiętywania wyłącznie klęsk.

Waldemar Trochimiuk
burmistrz Przasnysza

Z tamtych czasów pamiętam taką jedną sytuację związaną z pogodą. Nie wiem, w którym to było roku, ale udział w pochodzie brałem jako młodziutki harcerz. Szedłem na pochód ubrany w mundurek i krótkie spodenki, ponieważ była piękna słoneczna pogoda. Niestety w czasie pochodu pogoda zrobiła nam niezłego psikusa. Najpierw zrobiło się zimno a później spadł obfity śnieg. Wracaliśmy do domu w „pepegach”(to takie buty były) stąpając po zimnym, białym, majowym śniegu.
Myślę, że atmosfera tamtych lat była na swój sposób podniosła. Szczególnie w latach młodzieńczych bardzo pozytywnie odbieraliśmy udział w pochodach. Nigdy nie traktowałem tego jako obowiązek uczestnictwa. 1 maja oprócz pochodu było organizowanych masę różnych atrakcji, które pozwalały nam młodym ludziom znaleźć trochę rozrywki.

Grzegorz Grabowski
dyrektor Publicznego Gimnazjum w Przasnyszu

Pochody pierwszomajowe pamiętam z podstawówki i szkoły średniej. Pamiętam, że jako uczeń szkoły podstawowej niosłem na czele pochodu tarczę szkoły, co w sumie było wyróżnieniem, tym bardziej że tej szkoły, której obecnie jestem dyrektorem. Ze szkoły średniej natomiast pamiętam rzecz niesamowitą, był to rok może 1986, szliśmy w strojach sportowych i padał śnieg.
Atmosfery tamtych dni mi obecnie nie brakuje, ale pamiętam, że było to fajne przeżycie, które młodemu chłopcu kojarzyło się głównie z lodami i wodą z saturatora.

Waldemar Surmacz
przedsiębiorca, właściciel firmy Waldi

Jak chyba każde zdarzenie sprzed lat wspominam obchody pierwszomajowe raczej z sentymentem. Część oficjalna przebiegała w podobny sposób: zbiórka uczestników w miejscu pracy (nauki), przemarsz na stanowiska wyjściowe do pochodu, przemarsz w pochodzie przez miasto zakończony przed trybuną honorową. Z trybuny płynęły informacje o przechodzących jednostkach organizacyjnych, wyczytywano nazwiska wyróżniających się pracowników. Udział w marszach nie był bynajmniej spontaniczny. Kierownicy zakładów otrzymywali dyrektywy od organizatorów (czyli z komitetów PZPR) i starali się je wypełniać. Okres gdy za uchylanie się od udziału w obchodach groziły różnorodne sankcje znam tylko z opowiadań, ale i za moich czasów wywierana była spora presja. Na szczęście potem była część nieoficjalna, czyli majówka: z samochodów sprzedawano piwo i kiełbaski, gdzieś przygrywała kapela, zapełniały się ławki w dużym i małym parku. Obecnie wyda się to być może nieco prymitywne, ale wtedy to była normalka. I jeszcze nieco zabawne wspomnienie ze szkoły średniej z początku lat siedemdziesiątych: młodzież maszerowała zwykle w kostiumach sportowych i pamiętam, że pierwszego maja zwykle świeciło słońce, ale było zimno i wietrznie, więc w oczekiwaniu na swoją kolej bardzo marzliśmy. Gdy byłem w trzeciej klasie nauczyciel PO (przysposobienia obronnego) organizował grupę, która miała wystąpić w mundurach wojskowych. Znalazłem się w niej, ale pogoda spłatała psikusa - było słonecznie i upalnie, pociliśmy się niewiarygodnie, a koledzy w strojach sportowych nieco się z nas podśmiewali.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB