Niedziela, 24 września 2017. Imieniny Dory, Gerarda, Maryny

Wywiad z Markiem Kościkiewiczem, liderem i założycielem De Mono

2016-06-10 15:06:50 (ost. akt: 2016-06-10 15:08:16)

Podziel się:

Marek Kościkiewicz – polski muzyk, wokalista, gitarzysta, kompozytor i producent, także autor tekstów piosenek; lider formacji De Mono. Ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie. Współpracował z wieloma znanymi polskimi artystami m.in. Justyną Steczkowską, Krzysztofem Cugowskim, Arturem Gadowskim. W rozmowie z Bartoszem Krynickim opowiada o początkach swojej kariery, o konflikcie z Andrzejem Krzywym oraz o swojej twórczości.

Bartosz Krynicki: Witamy panie Marku w Przasnyszu. Na początku chciałbym cofnąć się w czasie. Ukończył pan ASP w Warszawie, kierunek wzornictwo przemysłowe. Skąd wzięła się pasja do muzyki, skoro wybrał pan inny kierunek kształcenia?

Marek Kościkiewicz: Pasja do muzyki rozpoczęła się w szkole średniej. To wtedy zacząłem grać w pierwszych zespołach. Zresztą razem ze mną uczył się też Kazik Staszewski i Jarosław Szlagowski, perkusista Oddziału Zamkniętego. W liceum także zbierałem płyty, nagrywałem piosenki z magnetofonu na kasety, muzyka w tym okresie mnie zafascynowała. Potem zaczął się dla mnie ciekawy okres w zespole ,,Gawęda”. W czasach, gdy utrudniony był wyjazd za granicę, mogłem podróżować po całej Europie i Stanach. Wówczas poznałem, co to znaczy życie sceniczne, nabrałem też doświadczenia, poznałem mnóstwo ludzi i zakochałem się w tym po prostu.

Bartosz Krynicki: Po studiach prowadził pan firmę z meblami. Czyli wnioskuję, że jednak nie do końca pan wierzył, że uda się panu żyć tylko z muzyki.

Marek Kościkiewicz: Owszem, moim zamiarem nie było życie z muzyki. Nastąpiło to trochę niechcący. Po studiach trzeba było szukać pracy, zacząłem działać biznesowo i tak z dwoma kolegami z uczelni rozpoczęliśmy produkcję mebli. Okazało się to jednak niełatwe, ponieważ były w tym czasie trudności z dostawą drewna itp. Po roku fajnej przygody, zaczęła się rozwijać kolejna, a więc muzyka. I powoli, stopniowo zaczęliśmy dostawać zaproszenia na koncerty. Wówczas musieliśmy zmienić tryb życia. Trzeba było poświęcać więcej czasu na doskonalenie, próby, zadbać też o wizerunek i szlifować nasze umiejętności, ponieważ, nie ukrywam, uważaliśmy się za amatorów, którzy od czasu do czasu, gdzieś tam sobie zagrają. I nie tyle dzięki naszym umiejętnościom czy rzemiosłu, ale dzięki własnym i wyrazistym kompozycjom udało właśnie nam się wybić.

Bartosz Krynicki: Jest pan gitarzystą. Sam również gram i tydzień temu miałem okazję rozmawiać z Janem Borysewiczem, który mówił mi jak wyglądały jego początki, o tym że przestawał ćwiczyć dopiero, jak zobaczył krew na palcach. Jak u Pana to wyglądało?

Marek Kościkiewicz: Janek jest bez wątpienia jednym z najlepszych gitarzystów w Polsce. Ja osobiście uważam się bardziej za songwritera niż za gitarzystę. Gitara potrzebna jest mi przede wszystkim w komponowaniu, układaniu melodii. Od gitary zazwyczaj zaczyna się jakiś riff, więc jest to niezbędna umiejętność w tworzeniu muzyki. I nie musi to być niezwykłe rzemiosło gry, ważne jest bowiem, aby to, co ma się w głowie, przełożyć na muzykę, dźwięki.

Bartosz Krynicki: W 1984 roku powstaje zespół De Mono. W ciągu kilku lat zdobywacie wielką popularność w Polsce. Wydajecie płyty, koncertujecie, publiczność śpiewa z Wami największe tzw. hity. Potem dochodzi do konfliktu z wokalistą Andrzejem Krzywym. Wiem, że wielokrotnie pan mówił o tym w wywiadach, ale czy może pan przybliżyć, co się wówczas wydarzyło? Wielu mieszkańców Przasnysza i okolic może być dzisiaj zaskoczonych, że nie zobaczą składu De Mono z lat 90.

Marek Kościkiewicz: Gdy nie wiadomo o co chodzi – to chodzi o pieniądze. Andrzej zaczął wypychać poszczególnych muzyków, którzy wchodzili w skład zespołu. Tworzył taką atmosferę, że wspólne granie było coraz trudniejsze. I w końcu stwierdził, że to on sam jest zespołem De Mono. Jeżeli chciał to mógł rozpocząć karierę solową. W dodatku cały paradoks jest w tym, że nie można mówić o sobie, że jest się zespołem De Mono, kiedy pisze się bardzo mało piosenek. Andrzej powinien sobie uświadomić, że ta nazwa nie jest dla niego zarezerwowana. W końcu, kiedy upomniałem się o swoje prawa, on skierował sprawę do sądu i skarży mnie, że ja tę nazwę traktuję jako swoją. A ja traktuję ją jako dobro osobiste całego zespołu. Dla mnie siłą mądrych ludzi jest umiejętność dogadania się. Stąd zaproponowałem spotkanie, na którym chciałem, abyśmy doszli do porozumienia. Andrzej wówczas zaproponował układ tylko mnie, jako założycielowi i kompozytorowi zespołu. Ja absolutnie na to się nie zgodziłem, bo pozostałych kolegów nie zostawię na lodzie.

Bartosz Krynicki: A czy nie uważa pan, że używanie przez obu panów nazwy De Mono godzi przede wszystkim w publiczność, która widząc plakat, nie wie, które De Mono wystąpi - czy te z Kościkiewiczem w składzie, czy te z Krzywym?

Marek Kościkiewicz: Oczywiście, ma pan rację. To jest złe rozwiązanie. My jedynie ze swej strony staramy się wszędzie informować m.in. w kontraktach, że to jest zespół bez Andrzeja - tylko ze mną, z Robertem Chojnackim i Darkiem Krupiczem. Ponadto na naszych plakatach, które mają być rozwieszane w miejscach, gdzie gramy, oczywiście nie ma Andrzeja. Zdarzają się przypadki, gdzie ludzie pytają się, gdzie jest Andrzej. Jest to zrozumiałe. Jednak nie jesteśmy pierwszym zespołem, który zmienia wokalistę. Chociażby przykład Varius Manx, który miał kilka wokalistek i teraz wrócił znowu do Kasi Stankiewicz, czy zespół Queen, który gra z Adamem Lambertem.

Bartosz Krynicki: A czy ma pan nadzieję na powrót tego pierwszego, najbardziej rozpoznawalnego składu?

Marek Kościkiewicz: Jestem człowiekiem spokojnym, rozsądnym i jestem na tym rynku kilkadziesiąt lat. I widziałem wiele wzlotów i upadków i sam wiele przeżyłem. Wydaję mi się, że warto rozmawiać i wyjść z tego konfliktu. Ale na razie wiem, że tamta strona nie ma na to najmniejszej ochoty. Przypadkiem się dowiedziałem, że jeden z moich przyjaciół, chciał być mediatorem w tej sprawie, ale Andrzej powiedział mu, żeby spadał na drzewo. Oczywiście padły ostrzejsze słowa. Ja też nie za bardzo rozumiem Andrzeja. Gdyby on teraz tworzył wielkie przeboje, gdyby te utwory miały wielką wartość, publiczność nie mogła się oprzeć, był na szczycie, to oddałbym mu honor. Natomiast czegoś takiego nie ma. Ciągle bazuje na moich piosenkach, przerabia je na różne wersje np. symfoniczne. Moim zdaniem z tego nic nie wynika nowego. Płyty nagrywane przez niego są oceniane słabo, więc wydaje mi się , że cała sytuacja jest bez sensu. Na razie też skupiam się na robieniu utworów dla innych np. Rafała Brzozowskiego, Antka Smykiewicza, ponieważ jakiekolwiek próby radiowe piosenek De Mono są blokowane przez managera Andrzeja, który ma dużą firmę i stać go, aby osłabiać nasze działania i dlatego nie mamy szansy nic zaprezentować.

Bartosz Krynicki: Ostatni pana album pojawił się w 2012 roku. Zatytułowany ,,25” z okazji obchodzenia przez pana 25 lat na scenie. Za rok będą to już 30 urodziny, w związku z tym już składam wszystkiego najlepszego i czy szykuje pan na ten specjalny jubileusz jakąś niespodziankę dla fanów.

Marek Kościkiewicz: Dziękuję bardzo. Tak jak już wspomniałem w mediach, będzie ciężko usłyszeć cokolwiek, ale to każdy zespół z dawnych lat ma z tym problem. Myślę, że powinien powstać materiał z fajnym, nowoczesnym graniem, charakterystycznym dla nas klimatem i nawet poprzez inne metody będziemy docierać do fanów.

Bartosz Krynicki: W świecie muzyki jest Pan człowiekiem renesansu. Gra pan, pisze teksty, komponuje, śpiewa, reżyseruje teledyski. Czy jest dziedzina, w której Marek Kościkiewicz czuje się najlepiej?

Marek Kościkiewicz: Zawsze będę robił wszystko. To jest działalność interdyscyplinarna, a to się wzajemnie uzupełnia. Ci, co badają fenomen muzyki rockowej stwierdzają, że o sukcesie decydują trzy rzeczy: koncerty, teledyski i nagrania płytowe. W tych wszystkich elementach, moim zdaniem, trzeba właśnie pokazywać tę interdyscyplinarność.

Bartosz Krynicki: Skomponował pan wiele utworów dla znanych polskich artystów, wypromował Pan wiele gwiazd i ciągle promuje młodych muzyków. W związki z tym, czy po prawie 30 latach na scenie czuje się pan artystą usatysfakcjonowanym i spełnionym?
Marek Kościkiewicz: Żaden prawdziwy artysta nie powie, że czuje się spełniony. Każdy myśli, że ta największa piosenka jest jeszcze przed nim. Na pewno doceniam, to co się wydarzyło i jestem szczęśliwy, ale chciałbym ciągle coś robić w życiu i to daje mi napęd do działania i powstają w mojej głowie nowe inspiracje.

Bartosz Krynicki: Ostatnie już pytanie, bo jeszcze musi Pan przygotować się do koncertu. Tak jak wspomniałem wypromował pan wiele młodych, zdolnych osób. W Przasnyszu i powiecie przasnyskim także ich nie brakuje. Co mógłby Pan im w kilku zdaniach najważniejszego przekazać?

Marek Kościkiewicz: Po pierwsze robić, to co się kocha. Być samokrytycznym i wiedzieć, które elementy należy poprawić. Nie sugerować się, że mama mówi ,,ładnie śpiewasz”. Brać udział w konkurach, mierzyć się z innymi, starać się zbierać doświadczenie, występować wszędzie, gdzie się da. Nawet na jakieś imprezie domowej, tak aby przełamywać nieśmiałość w kontaktach z publicznością. Ponadto próbować pisać coś własnego, albo szukać ludzi, którzy w tym pomogą. Ważne też, aby budować swój wizerunek. Mamy takie czasy, że nieważne jak się śpiewa, ale co się śpiewa. Przykładowo Muniek Staszczyk czy Kazik to nie są wybitni wokaliści, ale mają za to ogromną siłę w przekazie, w tekstach. Trzeba być charakterystycznym, znaleźć swój repertuar, być oryginalnym. Można uczyć się na coverach, ale robić też swoje utwory i warto śpiewać w języku polskim. Moim zdaniem, aby ludzie pokochali artystę powinien śpiewać on w języku ojczystym. Edyta Bartosiewicz, Kayah próbowały przecież śpiewać po angielsku, ale ich siłą dopiero stały się utwory śpiewane po polsku. Nie mówię już o Niemenie czy Grechucie. Często też ludzie pytają mnie się, czy warto występować w programach typu talent show. Oczywiście. Próbować, brać udział, to jest bardzo dobre doświadczenie. I sprawdzian, jak odbierze Cię publiczność.

Bartosz Krynicki: Dziękuję za rozmowę. Miło było Pana poznać.
Marek Kościkiewicz: Dziękuję również.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB