Czwartek, 23 listopada 2017. Imieniny Adeli, Felicyty, Klemensa

Spór o jedno słowo

2016-07-07 14:39:54 (ost. akt: 2016-07-07 14:49:55)
W czasie sesji "burzę w szklance wody" wywołało jedno słowo

W czasie sesji "burzę w szklance wody" wywołało jedno słowo

Autor zdjęcia: Klaudia Kujawa

Podziel się:

Zaczęło się na XII sesji Rady Gminy Czernice Borowe w grudniu 2015 roku. Wtedy to radny Witold Nosarzewski oskarżył radnego Ryszarda Trzcińskiego o wypowiedzenie kwestii „oszukać wykonawców”, natomiast radny Trzciński stanowczo temu zaprzeczył i stwierdził, iż użył słowa „poszukać”. Wydawałoby się, że spór zakończył się po burzliwej wymianie zdań jeszcze tego samego dnia, ale tak naprawdę radni nadal nie doszli do porozumienia.

Na XIV sesji Rady Gminy Czernice Borowe w środę 29 czerwca br. nie było spokojnie. Już na początku porządku sesji radny Trzciński wnioskował o odtworzenie nagrania z kamery z grudniowego posiedzenia. Domagał się wysłuchania swojego wystąpienia i określenia, jakie dokładnie słowo padło wtedy z jego ust. Radni przyjęli wniosek i zaraz po wstępie zarządzono odtworzenie nagrania. Na sali zapadła cisza i wszyscy w skupieniu czekali na wspomniany fragment wypowiedzi. Po kilkukrotnym odsłuchaniu nagrania Ryszarda Trzcińskiego zdecydowanie większa część zgromadzonych uznała, że radny użył sformułowania „poszukamy”. Radnego Nosarzewskiego jednak to nie przekonało. Nadal uważa, że padło słowo „oszukać”. Witold Nosarzewski wniósł o wysłanie nagrania do ekspertyzy, na co z kolei zareagował wójt: „To wygeneruje koszty. To wydaje mi się niepotrzebne. Jeśli radny ma taką potrzebę, może na własny koszt wysłać nagranie do ekspertyzy”. Wójt stwierdził, że radni zajmują się sensacjami i nie są merytoryczni. Mimo tego, że wniosek o wysłanie nagrania do ekspertyzy nie został przyjęty, radny Nosarzewski zapowiedział już, że zrobi to, tak jak zasugerował wójt, we własnym zakresie.
Pod koniec posiedzenia radny Trzciński nie szczędził swojemu oskarżycielowi gorzkich słów. Uważa, że fałszywe oskarżenie wystawiło go na publiczne „pośmiewisko” i ma za złe, że Nosarzewski nawet po odsłuchaniu nagrania nie był skłonny przyznać się do własnego błędu. Z zapowiedzi Nosarzewskiego wynika, iż spór nie skończy się w najbliższym czasie, a kwestia ta niejednokrotnie zostanie poruszona na kolejnych sesjach gminy. Afera „o jedno słowo” zabiera radnym dużo czasu i odwraca uwagę od rzeczy naprawdę istotnych poruszanych na sesji Rady Gminy. Czy warto kłócić się o słowo, gdy do zrobienia jest tak wiele? Na to pytanie muszą sobie odpowiedzieć radny Trzciński oraz radny Nosarzewski.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB