Niedziela, 24 września 2017. Imieniny Dory, Gerarda, Maryny

Z Armenii do Przasnysza

2016-07-15 10:54:34 (ost. akt: 2016-07-15 11:13:27)

Podziel się:

Rozmowa z Arsenem Gevorgyanem, Ormianinem, który czynnie angażuje się w przyjazd pielgrzymów z Armenii na Światowe Dni Młodzieży w Krakowie.

Klaudia Kujawa: Jaki jest udział Pana oraz Pana rodziny w uroczystościach, które odbędą się w Przasnyszu w dniach 20-25 lipca br. z udziałem 50 osób z Armenii?
Arsen Gevorgyan: Dowiedziałem się, że przyjadą nasi rodacy, dlatego postanowiłem ich przywitać. Jeśli dowiedzieliby się, że tu, w Przasnyszu mieszkają ich rodacy, Ormianie, a nie przyszli ich powitać, na pewno byłoby im przykro. To dla mnie sprawa honoru, żeby ich odpowiednio przyjąć tu, w Polsce. Zrobię dla nich nasze szaszłyki, które przyrządza się na specjalnym ruszcie.

KK:A jakieś polskie dania? Myśli Pan, że polska kuchnia przypadnie im do gustu?
AG:Oczywiście! Jak najbardziej powinni spróbować polskiej kuchni. W założeniu ma to być taki wieczór słowiańsko-ormiański. Mam nadzieję, że moim rodakom zasmakuje tutejsze jedzenie, a Polakom nasze. Nam osobiście smakuje polska kuchnia np.: flaczki czy bigos. Nasze kuchnie są dosyć podobne, w obu jest dużo tłuszczu (śmiech).

KK: Działa Pan w fundacji, która umożliwiła osobom z Armenii pobyt w Przasnyszu?
AG: Właściwie nie działam, ja współpracuję. Przyszedł do mnie znajomy, który powiedział mi, że przyjadą tu dzieci. Pomyślałem wtedy o jakiejś uczcie dla nich. Coś co pozwoliłoby się poczuć im tu dobrze. Zgłosiłem się więc do fundacji, żeby w czymś pomóc. W ten sposób udało się zorganizować grilla, a moja rodzina będzie uczestniczyć w spotkaniach z pielgrzymami, aby służyć również wsparciem jako tłumacze. Ja chwilowo będę kucharzem (śmiech).

KK: Co Pana i Pana rodzinę sprowadziło do tak odległego kraju, do Polski?
AG: Wojna w Armenii. Życie było bardzo ciężkie, dlatego 20 lat temu podjęliśmy decyzję o wyjeździe. Miałem małą 2,5-letnią córkę, nie chciałem, żeby dorastała w tak niestabilnym wtedy państwie. Tu na początku również nie było łatwo. Trzeba było się bardzo starać o stały pobyt w innym przypadku groziła deportacja z kraju. Mimo tego uważam, że Polska to dobry kraj, lepszy, przynajmniej dla mnie, niż Niemcy. Z Polakiem można normalnie porozmawiać, dogadać się, kieliszka wypić (śmiech). Tutaj ludzie są, żeby pracować, a tam po to żeby żyć z „socjalu”.

KK: A dlaczego akurat Przasnysz?
AG: Przede mną przybył tu mój szwagier i mój teść. Mieliśmy tu gdzie się zatrzymać. Teraz mój teść i szwagier wrócili do ojczyzny, a my zostaliśmy. Początki w Przasnyszu były bardzo trudne, jak nie ma się tu nikogo, kto mógłby wesprzeć, wtedy naprawdę jest ciężko. Musieliśmy się bardzo starać, żeby normalnie żyć. Nie było „socjalu”, była ciężka praca.

KK: Spotkali się Państwo z rasizmem ze strony Polaków?
AG: Nie, czujemy się tutaj bardzo dobrze. Na początku w 1996 roku, gdy dopiero sprowadziliśmy się do Przasnysza działała tu grupa skinheadów. Czasami zdarzały się zaczepki z ich strony, ale to było dawno. Takie rzeczy zdarzają się. Nie tylko w Polsce. Teraz jest tu spokojnie, z Polakami można się dogadać.

KK: Czy teraz w Armenii jest lepiej niż 20 lat temu?
AG: Obecnie sytuacja nadal jest trudna. Turcja i Azerbejdżan blokują handel, dlatego jest on możliwy głównie z Gruzją. Za to, że przyjęliśmy chrześcijaństwo muzułmanie zaczęli nas gnębić. Pozbawili Armenię dostępu do mórz, a przecież niegdyś mieliśmy dostęp do trzech: Morza Śródziemnego, Czarnego oraz Kaspijskiego. Syryjczycy, mimo, że są muzułmanami, przyjęli wielu naszych uchodźców uciekających przed ludobójstwem Ormian. Od tamtej pory Armenia ma dobre stosunki z Syrią. To nie jest tak, że każdy muzułmanin jest zły, po prostu trafiają się szaleńcy.

KK: Czy często spotykają Państwo innych rodaków w Polsce?
AG: W Przasnyszu jest kilka rodzin pochodzących z Armenii. Mamy również znajomych w Mławie i w Warszawie. Często spotykamy się również biznesowo.

KK: Wybierają się Państwo do Krakowa na ŚDM?
AG: Brakuje nam trochę czasu. Dzieci? Jak najbardziej, powinny jechać. Ja sam może znajdę czas żeby jechać chociaż do Płocka.

KK: Uważa Pan, że Światowe Dni Młodzieży odbędą się bez zakłóceń?
AG: Myślę, że będzie spokojnie, a policja i ochrona staną na wysokości zadania. Właściwie to mam taką nadzieję. Jednak trochę strach jest, ponieważ ci wariaci, ci terroryści… Dla nich nie ma żadnej świętości, oni robią swoje. Bądźmy dobrej myśli, iż nic złego się nie wydarzy.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB