Czwartek, 23 listopada 2017. Imieniny Adeli, Felicyty, Klemensa

Rozmawia z Janem Borysewiczem, gitarzystą i założycielem Lady Pank

2016-07-24 08:00:00 (ost. akt: 2016-07-22 11:49:51)

Podziel się:

Jan Borysewicz - polski wokalista, gitarzysta i kompozytor rockowy, także autor tekstów piosenek; lider formacji Lady Pank. Muzyczny samouk. Autor solowego projektu Jan Bo. Z okazji 35 urodzin zespołu w rozmowie z Bartoszem Krynickim opowiada o początkach swojej kariery, o przyjaźni z Januszem Panasewiczem oraz o swoim solowym projekcie.

Bartosz Krynicki: Witam. Panie Janie przede wszystkim miło mi Pana poznać. Obchodzicie wraz z zespołem Lady Pank 35 urodziny, Pan również miesiąc temu obchodził 61 urodziny, stąd wszystkiego najlepszego również ode mnie. I w związku z tym pytanie, czy zakładając 35 lat temu zespół Lady Pank spodziewał się Pan, że po tak długim okresie spotkamy się wśród młodzieży i studenci będą śpiewać razem z Wami największe Wasze przeboje?

Jan Borysewicz: Dzięki wielkie. Nikt się chyba tego nie spodziewał. Nigdy nie wybiegałem aż tak daleko do przodu. Natomiast wiedziałem, że to, co chcę zrobić i stworzyć, będzie wyjątkowe i tak się stało. Całe szczęście dla nas, bo możemy dalej koncertować, nagrywać nowe płyty, dochodzą do tego nowe przeboje, które są słuchane przez wielu Polaków przez te 35 lat. Myślę, że to jest właśnie wspaniałe, gdy widzimy jak na koncerty przychodzi już trzecie pokolenie fanów. I to jest właśnie dla nas najcenniejsze, ten szacunek fanów.

Bartosz Krynicki: Jest Pan jednym z najlepszych gitarzystów w Polsce. Sam również gram na gitarze i od zawsze był Pan i jest dla mnie wzorem. Ale nie ukończył Pan żadnej szkoły muzycznej, ja również i stąd wiem, że nieraz ciężko jest grać, nie znając teorii muzyki. Jak u Pana wyglądały początki gry?

Jan Borysewicz: Tak, zgadza się. Jestem samoukiem. Owszem bardzo potrzebne jest to, o czym mówisz. Bardzo mi pomógł mój przyjaciel, nauczyciel z Wrocławia Jerzy Kaczmarek, który jest pianistą jazzowym. W pewnym okresie poświęcił mi bardzo dużo czasu i to właściwie było tak, jakbym chodził do szkoły. Ułożył mi rękę na gryfie, pokazywał mi różne skale itd. Ja przy nim dopiero tę gitarę odkrywałem, bo zaczynając grać, ćwiczyłem na początku bardzo chaotycznie. Nie wiedziałem, gdzie są poszczególne dźwięki, szukałem ich. W efekcie bardzo mi się to przydało, dlatego że przez wiele lat poszukiwań wypracowałem swój własny styl i to jest dla mnie najważniejsze.

Bartosz Krynicki: A jak zaczynał grać Pan solówki? Bo rozmawiając z Andrzejem Nowakiem z TSA, stwierdził on, że trzeba zacząć od skal. A jestem ciekaw, jaka była Pana metoda.
Jan Borysewicz: Ja miałem tak, że po prostu grałem z głowy. Grałem na tzw. ,,czuja”. Przede wszystkim słuchałem dużo muzyki, innej niż moi rówieśnicy w tamtym okresie. Na przykład większość słuchała Beatlesów, a ja Led Zeppelin, Hendrixa, Coltrane’a, artystów o których większość ludzi w moim wieku w ogóle nie słyszała. Jeszcze Hendrix obijał się o uszy, ale Coltrane czy Davis to już nie. Ja się wychowywałem na muzyce, która dała mi wszechstronność, dzięki czemu potrafię znaleźć się w każdej sytuacji nagrywając z różnymi artystami.

Bartosz Krynicki: Nie będę już wracał do Waszego pobytu w latach 80 w Stanach Zjednoczonych, bo o to wielokrotnie pytali dziennikarze zarówno Pana, jak i Janusza Panasewicza. Ale mało osób wie, że mając 17 lat dostał Pan propozycję od wybitnego angielskiego bluesmana Alexisa Kornera wyjazdu o Anglii?
Jan Borysewicz: Tak, ja z Alexisem Kornerem nie spotkałem się osobiście, ale poznałem jego pianistę i przy mnie rozmawiał z Kornerem. Było to we Wschodnich Niemczech jeszcze wtedy. A chodziło o to, że miałem jechać na 10 koncertów, 5 w Londynie i 5 w Niemczech Zachodnich. Ale ja wtedy nie czułem się na siłach, tak jak wspomniałeś miałem 17 lat i nie byłem pewny czy w ogóle podołam i udźwignę to. Nie oszukując się to było wejście w wielki świat. Być może dobrze zrobiłem, być może źle, nie wiem jakby to dalej się potoczyło, ale nie żałuję, bo miałem więcej czasu żeby się przygotować do czegoś własnego.

Bartosz Krynicki: Zagraliście setki koncertów, że nawet nie próbuję ich zliczyć. Ale czy był jakiś koncert, który wspomina Pan w sposób szczególny?
Jan Borysewicz: Dużo było takich koncertów. Nie jestem Ci w stanie jednego wymienić. Każdy koncert jest inny, mimo tego, że zawsze gramy ten sam repertuar, to próbujemy ciągle coś zmieniać. Ja mam o tyle fajną sytuację, zespół zresztą też, że bardzo dużo improwizuję w utworach, czego nie ma na płytach i to nam daje jakby takie powietrze i powoduje, że nam się te utwory nie nudzą. Gdybyśmy grali każdą piosenkę tak samo, jak na płycie, to na pewno dotknęłoby nas zmęczenie tym materiałem. A my pozwalamy sobie na odrobinę takiego szaleństwa.

Bartosz Krynicki: Skład zespołu na przestrzeni tylu lat nieraz się zmieniał. Ale fundamentem Lady Pank był zawsze Pan i Janusz Panasewicz. Jaki jest przepis na tak długoletnią przyjaźń, tym bardziej, że obaj macie niepokorne dusze rockandrollowców.
Jan Borysewicz: Jaka przyjaźń, ja go nienawidzę skur…(śmiech).

Bartosz Krynicki: Tego chyba nie napiszę. Dobrze, że akurat Pan Janusz wyszedł (śmiech).
Jan Borysewicz: Przy nim też to bym powiedział (śmiech). Słuchaj mieliśmy różne szarpanki w przeciągu tych 35 lat, ale można to policzyć na palcach jednej ręki. To są drobiazgi, z których się teraz śmiejemy. A jaki jest przepis? Myślę, że nie wchodzimy sobie w drogę i to jest największy patent. Poza tym ja jestem taki, że potrafię ustąpić, Janusz tak samo, więc nie ma u nas takiego zawzięcia, że potrafimy się o coś pokłócić i jeden z nas się zatnie i nie będzie się odzywał. Znam takie zespoły, w których się kłócą, obrażają o pieniądze, kto jest ważniejszy w zespole. U nas takich rzeczy nie ma, bo wiadomo, że ja jestem najważniejszy (śmiech).

Bartosz Krynicki: Niedawno ukazała się Wasza nowa płyta ,,Miłość i Władza”. Po przesłuchaniu jej, mam wrażenie, że jest to powrót zarówno z muzyką, jak i tekstami do lat 80, tylko że z lepszym sprzętem i efektami.
Jan Borysewicz: No masz rację. Nie możemy zmieniać diametralnie stylu zespołu. Jest charakterystyczny wokal Panasa, moja charakterystyczna gitara i nam po prostu nie wolno tego zmieniać. Ludzie są przyzwyczajeni do tego i dzięki temu jesteśmy rozpoznawalni. A na takie coś pracuje się kilkanaście lat. Nam się udało. Czasami zespoły pracują wiele lat i nie osiągają swojego brzmienia przez to, że cały czas poszukują. A u nas to brzmienie jest określone. Więc błędem byłoby zmienianie czegokolwiek.

Bartosz Krynicki: Panie Janie, a kiedy fani doczekają się nowej płyty Jana Bo?
Jan Borysewicz: No właśnie skończyłem nagrania nowego albumu Jan Bo i goście. Płyta ukaże się we wrześniu, już jest skończona, zremasterowana. Muszę to podkreślić, bo zaprosiłem wspaniałych ludzi: Piotra Roguckiego, Piotra Cugowskiego, Igora Herbuta z Lemon, Damiana Ukeje i Rudą z Red Lips. Dziesięć utworów śpiewam ja sam. Wydaje mi się, że płyta jest bardzo ciekawa.

Bartosz Krynicki: Pewnie będzie ostrzejsza, jak wszystkie dotychczas płyty Jana Bo.
Jan Borysewicz: Właśnie nie jestem w stanie powiedzieć czy jest ostrzejsza. Dużo numerów, które ja śpiewam są po prostu bardziej osobiste dla mnie i są bardziej nastrojowe. Będzie to trochę inna płyta od tych poprzednich.

Bartosz Krynicki: Ma Pan w swoim dorobku także płytę z Pawłem Kukizem. Jak Pan obecnie ocenia jego działalność?
Jan Borysewicz: Wiesz co, kompletnie się od tego odcinam. Polityka mnie nie interesuje, nie oglądam tego i nie wypowiadam się na ten temat.

Bartosz Krynicki: Ostatnie już pytanie, bo jeszcze musi Pan przygotować się do koncertu. Uzyskałem informację i nie wiem czy to prawda, że jako rockman ma Pan oryginalną pasję. Gra Pan ponoć w szachy.
Jan Borysewicz: Tak to prawda, grałem namiętnie w szachy. Ale w pewnym momencie dostałem po tyłku od trzech takich bardzo mocnych kolesi, którzy grywali na różnych turniejach, a nie powiedzieli mi o tym. Trochę się podłamałem i ten zapał już mi przepadł, ale czasami jak mam chwilę wolnego, to partyjkę zagram. Choć od 2 lat nie mam naprawdę chwili wolnego. Nagrałem przez ten czas pięć płyt i planuję następne, także cały czas jestem w pędzie muzycznym, czyli w tym, co najbardziej kocham.

Bartosz Krynicki: Ale czy czegoś Pan potrzebuje, żeby nieraz odpocząć od muzyki?
Jan Borysewicz: Wiesz co, mam różne pasje. Na przykład miałem pięć motorów. Ale ja jestem takim typem, że od czasu do czasu coś mnie złapie, trochę się tym nacieszę, ale potem mi przechodzi i znowu szukam czegoś nowego. Ale na pierwszym miejscu zawsze moją największą miłością i pasją będzie muzyka.

Bartosz Krynicki: Dziękuję za rozmowę.
Jan Borysewicz: Dzięki również. Miłego słuchania koncertu życzę.



Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB