Czwartek, 29 czerwca 2017. Imieniny Pawła, Piotra, Salomei

"Czasem doświadczam, że górę nad mądrością bierze strach przed strukturą partyjną"

2017-02-06 14:03:04 (ost. akt: 2017-02-06 14:10:30)

Podziel się:

O dwukadencyjności, odbieraniu motywacji, wyborach pośrednich i progach wyborczych dla "starych" samorządowców rozmawiamy ze starostą przasnyskim Zenonem Szczepankowskim.

Katarzyna Wasiłowska: Obecny rząd pracuje nad ustawą o ograniczeniu kadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Nie ma jeszcze sprecyzowanego planu, ale można się domyślić, że jeśli ustawa przejdzie w sejmie, najbardziej uderzy to właśnie w PSL, którego przedstawiciele dominują w samorządach lokalnych, zwłaszcza w gminach i powiatach. Przedstawiciele PiS argumentują, że to ograniczy patologie w samorządach, np. korupcję, nepotyzm. Czy to pana zdaniem, właściwy tok myślenia?

Zenon Szczepankowski: Projekt PiS nie planuje ograniczeń czasowych w sprawowaniu funkcji starosty, czy radnego , ale mimo tego oceniam ten plan negatywnie. PiS chyba uwierzył, że jest mądrzejszy od Boga. Pan Bóg nie mówi nikomu z nas kiedy umrzemy, gdyż nie chce nam odbierać nadziei i motywacji do działania. Projekt PiS ma tę nieakceptowalną cechę, że osłabia motywacje do działania w węzłowych dla rozwoju społeczeństw miejscach sieciowych. Tymczasem pierwszorzędnym obowiązkiem rządu jest budowanie dobrych mechanizmów motywacji dla ludzi, a nie rozwiązywanie za nich szczegółowych problemów. Podam przykładowy system, który może dać większą szansę nowym ludziom i jednocześnie zachować motywacje w osobach dotychczas sprawujących ważne dla obywateli funkcje, jak i ich podwładnych:
Osoba wybierana na trzecią kadencję powinna zdobyć więcej niż 55% głosów, na czwartą 60%, na piątą 65%. Próg przekroczenia 35% dla nowego kandydata musi być minimalny dla zachowania potencjalnego standardu. Jest to trochę podobne do podatku progresywnego, który daje fory nowym mniejszym firmom, ale nie odbiera wszystkiego starym i większym.

K.W: Abstrahując od zakusów PiS-u na stołki samorządowe, w pewnych przypadkach taka zmiana może rzeczywiście wniosłaby świeży powiew w lokalnych jednostkach terytorialnych? Tam, gdzie jeden wójt rządzi nieprzerwanie przez 3 czy 4 kadencje, taka zmiana byłaby ożywcza dla samorządu?

W jednych miejscach tak, w innych niekoniecznie. Kiedy sprawdzi pani w dostępnych statystykach, które gminy najszybciej się rozwijają, najwięcej inwestują, najwięcej pozyskują środków unijnych, to będzie pani zaskoczona. Najwyżej lokują się te samorządy, w których szefowie pełnią swoje funkcje najdłużej. Doświadczenie, wbrew obiegowym stereotypom jest bardzo ważne, nie tylko w samorządach, ale także np. za kierownicą samochodu, w księgowości, w medycynie, chociaż są ludzie, którzy zawsze powiedzą „operacja na otwartym sercu – nie ma sprawy, ja to zrobię”. Ryzykować trzeba, ale nie nadmiernie.




K.W.: A czy nie jest też tak, że problemu należałoby szukać w innych strukturach, choćby w radach gmin, miast i powiatów? Często zasiadają w nich podwładni takiego wójta, burmistrza czy starosty, weźmy choćby nauczycieli, szefów jednostek administracyjnych czy prezesów spółek podległych miastu, gminie. A powinno być przecież inaczej, wójt czy burmistrz powinien być przez radnych kontrolowany i weryfikowany. W praktyce wygląda to tak, że radni są tylko od podnoszenia rąk. Być może ograniczenie kadencji spowodowałoby, że co jakiś czas skład tej rady musiałby ulec zmianie, a co za tym idzie i układ sił.

W naszych małych środowiskach większość ludzi wie, kto jest kuzynem, kto podwładnym i może wybrać inne osoby. Systemowym rozwiązaniem byłyby małe okręgi jednomandatowe i zasada progresji głosów, jak w p. 1. Bezwzględne wykluczenie kogokolwiek jest z gruntu złe. Wyjątek stanowi tu dwukadencyjność prezydenta państwa, ale tylko dlatego, że jest on zwierzchnikiem sił zbrojnych. Chodzi o zapobieżenie użyciu wojska dla przedłużenia władzy w sposób siłowy. Żaden samorządowiec, ani parlamentarzysta takiego zagrożenia nie stwarza.

K.W.: Pan jako starosta nie jest wybierany w wyborach bezpośrednich, a przez radę powiatu, w sposób pośredni jest wybierany także marszałek województwa. Czy nie byłoby lepiej, gdyby mieszkańcy mieli decydujący wpływ na to, kto zostaje starostą czy marszałkiem?

To nie jest gorszy wybór. Wszyscy wyborcy uczestniczą w wyborze starosty, czy marszałka, tylko w sposób pośredni. W najstarszej demokracji USA prezydenta wybierają elektorzy, a nie bezpośrednio wyborcy i nikt nie podważa jego prerogatyw. W dużych społecznościach o wyborach bardziej decyduje popularność niż kompetencje, bo przez telewizor, czy plakaty nie da się obiektywnie ocenić kandydata. Dlatego wybór marszałka na pewno powinien być pośredni przez radnych, którzy w bezpośrednim i długim kontakcie mają szansę na prawidłową ocenę. Wybór starosty pośredni i bezpośredni uważam za równoważny. Na poziomie powiatu motywacje dla dobrego wypełniania tej funkcji są mniej więcej na tym samym poziomie, a to właśnie siła motywacji decyduje o intensywności starań. Socjalizm musiał przegrać nie dlatego, że był mniej sprawiedliwy niż kapitalizm, ale dlatego, że stwarzał gorsze motywacje.

K.W.: Czy gdyby dziś PiS zaproponował koalicję z PSL w kolejnych wyborach samorządowych do powiatu, zgodzilibyście się na współpracę? Jakie byłyby zasadnicze warunki?

Na poziomie powiatu pierwszoplanowe znaczenie ma postawa osób, a nie partii. W powiecie przasnyskim współpracowaliśmy już z AWS, SLD, PiS i PO (PPP). Każdą z tych koalicji oceniam bardzo dobrze, w każdej spotkaliśmy uczciwych, mądrych ludzi. Nie było tu nadmiaru egoizmu, lecz dbałość o rozwój zrównoważony całego powiatu. To mieszkańcy poszczególnych miast, gmin decydowali, że miałem możliwość współpracy z mądrymi radnymi, którzy potrafili wyprowadzić tradycyjnie ubogi powiat na I miejsce w kraju. W starostwie i jednostkach powiatowych pracują osoby związane z każdą z tych partii, jak i bezpartyjni. Nikogo nie zwolniłem po zmianach koalicji, nie sądzę, aby ktoś mógł powiedzieć, że jest gorzej traktowany. PiS ma w swoich szeregach też mądrych ludzi, ale czasem doświadczam, że górę nad ich mądrością bierze strach przed strukturą partyjną. My nie jesteśmy przyzwyczajeni do uzgadniania każdej najdrobniejszej decyzji ze strukturami w Płocku, czy w Warszawie. Żadnych warunków nigdy nie stawialiśmy poza uczciwością, która nigdy nie idzie w parze z nadmiernym strachem. Strach rodzi populizm, a ten zawsze prowadzi do biedy. My chcemy iść w inną stronę.

Dziękuję za rozmowę.

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. pasza #2176255 | 95.49.*.* 6 lut 2017 23:06

    bez względu na czasy inteligent pozostanie inteligentem, a debil pozostanie debilem

    ! - + odpowiedz na ten komentarz