Czwartek, 23 listopada 2017. Imieniny Adeli, Felicyty, Klemensa

"O losie zawetowanych ustaw zadecyduje frekwencja na sali sejmowej"

2017-07-27 08:54:18 (ost. akt: 2017-07-27 14:43:38)

Autor zdjęcia: KW

Podziel się:

Z adwokatem Andrzejem Bieńkowskim, zastępcą Rzecznika Dyscyplinarnego Izby Adwokackiej w Warszawie rozmawia Katarzyna Wasiłowska

Kurier Przasnyski: Chyba wszyscy zgadzają się, że polski wymiar sprawiedliwości potrzebuje reformy. W obecnym klimacie politycznym raczej trudno mówić o merytorycznej dyskusji. Czy jest szansa na prawdziwą reformę sądownictwa?

A.B.: To prawda, polski wymiar sprawiedliwości wymaga reformy. Chodzi tu jednak przede wszystkim o zmiany w przepisach prawa , która usprawnią działanie sądów. Dzisiaj zarówno środowiska prawnicze jak i obywatele stykający się z sądem dostrzegają, że procedury sądowe są zawiłe, procesy sądowe przewlekłe, a opłaty sądowe są bardzo wysokie (dodajmy, że jedne z wyższych w Unii Europejskiej). Trzeba mieć na uwadze, że ochrona sądowa jest skuteczna tylko wówczas, gdy orzeczenie zapada w stosunkowo krótkim czasie od złożenia pozwu, czy wniesienia skargi. Na pewno trzeba nam zmian w prawie, które przybliżą sąd obywatelom. Trzeba jednak zauważyć, że żadnych zmian, które mogły prowadzić do realizacji tych postulatów, nie zaproponowano w żadnej z procedowanych ostatnio w parlamencie ustawach o Sądzie Najwyższym, Krajowej Radzie Sądownictwa, czy ustroju sądów powszechnych. Wszystkie ustawy dotyczą bowiem zmian kadrowych w sądach. Inaczej rzecz ujmując, rządzący postawili na zmianę ludzi, a nie na zmianę prawa.

Wyimek
"Gdyby chciało się zreformować polskie sądownictwo, to powinno się zreformować procedury sądowe. Reforma sądownictwa powinna zatem dotyczyć zmiany Kodeksu postępowania cywilnego oraz Kodeksu postępowania karnego, tudzież innych ustawy stosowanych przez sądy przy wydawaniu wyroków w naszych sprawach. Spośród trzech ustaw, nad którymi pracował parlament, tym sprawom nie poświęcono prawie żadnego miejsca."

K.P.: Co taka zmiana daje stronie rządzącej?

Te wszystkie ustawy są poświęcone temu, jak będziemy wybierali Krajową Radę Sądownictwa, jak będziemy wybierać prezesów sądów, od szczebla rejonowego po Sąd Najwyższy. Po poprawce Prezydenta, wyglądałoby to tak, że to Prezydent a nie minister sprawiedliwości zatwierdza kandydatów objętych uchwałą o Krajowej Radzie Sądownictwa, ale wniosek o to, kto ma zostać tym kandydatem, składa już Minister Sprawiedliwości, czyli de facto Prezydent może zatwierdzić jedynie kandydatów przedstawionych mu przez ministra sprawiedliwości. Może być taka sytuacja, że KRS uzna, że to nie jest dobry kandydat, a Prezydent może tego kandydata ministerialnego zatwierdzić. Czy to jest rzeczywiście zapewnienie bezstronności takiego sędziego?

Wyimek

" Zgodnie z art. 45 Konstytucji każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd. Bezstronność sądu oznacza jego niezależności od stron procesu. Istotnym jest zatem takie ułożenie relacji, aby Minister Sprawiedliwości (będący jednocześnie Prokuratorem Generalnym) nie miał wpływu na obsadę stanowisk sędziowskich i bieżącą pracę sądu."



W toku dyskusji nad ustawą o Sądzie Najwyższym wskazywano, iż konieczność zmiany sędziów wynika z potrzeby dekomunizacji sądów. Analiza przepisów prowadzi jednak do wniosku, że takie przesłanki „odwołania sędziów SN” nie znalazły się w treści ustawy. Oznacza to, że Minister Sprawiedliwość mógłby ukształtować skład tego sądu wedle własnego uznania, bez względu na komunistyczną przeszłość. Był to oczywisty rozdźwięk pomiędzy treścią ustawy o SN, a jej uzasadnieniem. Ustawa o SN zakładała zatem reorganizację sądów i to taka, która nie wynika z żadnych obiektywnych przesłanek. To jest tylko przestawianie klocków w ramach tej samej instytucji. Zawetowanie tej ustawy było zatem dobrą decyzją.

K.P.: Czyli poza wpływem na obsadę stanowisk sędziowskich, te ustawy nic nowego nie wnoszą?

Jest tam pewna zmiana (w ustawie o ustroju sądów powszechnych), która dotyczyć będzie przydzielania spraw sędziom w drodze losowania i to jest jedyne novum, choć w pewnych sprawach takie rozwiązanie już obecnie funkcjonuje (np. w procedurze karnej).

K.P: Ale przez wiele ostatnich lat żadna władza nie odważyła się zreformować wymiaru sprawiedliwości. Może obywatele są już na tyle rozczarowani sytuacją, że chcą głębokich zmian.

Wszystkim nam, adwokatom, prokuratorom, a także sędziom zależy na reformie wymiaru sprawiedliwości. Droga do tego wiedzie jednak przez tworzenie przez parlament dobrego prawa, a nie wymianę sędziów, czy prokuratorów. Prawo stanowi warsztat naszej pracy i musi być dobre, abyśmy mogli dobrze i efektywnie (także w odbiorze społecznym) pracować. Ale to, co nas martwi, to to, że my w tej dyskusji zostaliśmy całkowicie pominięci, a prace nad ustawami były prowadzone w niczym nieuzasadnionym pośpiechu. To był błąd, o który „potknęła” się większość sejmowa. Przypomnę, że ustawę o SN uchwalono w takim kształcie, że w dwóch różnych przepisach pojawiły się rozbieżności co do liczby sędziów – kandydatów na stanowisko pierwszego prezesa tego sądu ( 3 i 5). Kancelaria prezydenta trafnie wskazała, że to jest naruszenie zasady przyzwoitej legislacji wynikające z art. 2 Konstytucji. Poza tym, były uzasadnione wątpliwości, czy Senat pracował nad tekstem ustawy uchwalonej przez Sejm. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca.


K.P: Dlaczego rząd nie zgłosił tych projektów ustaw?

Rząd celowo unika w tej sprawie stosowania rządowej ścieżki legislacyjnej, bo musiałby poddać projekt konsultacjom. Dziś już wiem, że projekt ustawy o SN powstał w Ministerstwie Sprawiedliwości i była próba obejścia przepisów prawa mająca na celu uchwalenie tej ustawy bez konsultacji. W normalnym trybie opinie do zgłoszonego projektu powinno się uzyskać od Sądu Najwyższego, KRS, a także Rzecznika Praw Obywatelskich, Naczelnej Rady Adwokackiej, Krajowej Rady Radców Prawnych itd. Jest to zupełnie normalne oczekiwanie.

K.P: Czy to nie jest pewna wada systemu? W tak istotnych dla konstytucji, dla niezależnego wymiaru sprawiedliwości kwestiach mogą przechodzić projekty ustaw, które nie muszą być konsultowane społecznie? Wystarczy mieć większość w parlamencie i można dostosowywać wymiar sprawiedliwości pod siebie...

To jest bardzo dobra uwaga. Nie ma takiego obowiązku obecnie. To dotyczy nie tylko Sądu Najwyższego. Tak było z ustawą o Trybunale Konstytucyjnym. To były projekty poselskie, tylko dziwnie minister sprawiedliwości mówił o nich jak o swoich projektach. Mamy tu do czynienia z pewną konfabulacją co do tego, kto jest autorem tych projektów. Zwrócę uwagę, że nawet sprawozdawca, czy posłowie, którzy podpisali się pod tą ustawą, nie byli w stanie bronić co do meritum argumentów podnoszonych w debacie parlamentarnej.

K.P: Opozycja zarzucała projektodawcy, że te ustawy są niekonstytucyjne...

A.B.: Jest wiele niekonstytucyjnych rozwiązań, w tym takie, które narzucają się same, to jest przerwanie kadencji I Sędziego Sądu Najwyższego. Konstytucja w art. 183 ust. 3 wprost mówi, że jest to kadencja 6-letnia, a to znaczy, że tej kadencji nie można skrócić ustawą pod pozorem reorganizacji sądu. Należałoby zostawić tę osobę do końca kadencji i wybrać nową na nowych zasadach. Z uzasadniania prezydenckiego weta wynika, że podzielił on opinię wielu środowisk prawniczych co do sprzeczności ustawy o SN i KRS z Konstytucją.

K.P: To po co są te ustawy?

A.B.: Ten mechanizm tak naprawdę pozostawiał ministrowi sprawiedliwości dobór sędziów Sądu Najwyższego. Mamy taką obawę jako prawnicy, że ten pośpiech rządzących był związany z tym, że w sierpniu b.r. Sąd Najwyższy zajmie się sprawą pana ministra Mariusza Kamińskiego (Sąd Najwyższy uznał, że prawo łaski Prezydenta zostało użyte wobec niego za wcześnie, stąd kolejna rozprawa - przyp. redakcji). Stąd pośpiech w uchwaleniu tej ustawy, żeby to już nowy sąd, wyselekcjonowany zgodnie z tą ustawą przez ministra sprawiedliwości, wydał w tej sprawie wyrok. (...)

K.P.: Czy Prezydent zachował się właściwie, wetując dwie z trzech ustaw przyjętych przez parlament?

A.B. Zgodnie z art. 126 ust. 2 Konstytucji Prezydent czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji. Wobec mnożących się wątpliwości co do zgodności z Konstytucją ustaw forsowanych przez PiS, miał on obowiązek podjęcia działań, które przywrócą stan praworządności. Pan Prezydent zdecydował się na zawetowanie 2 ustaw: o SN oraz KRS, wskazując, że ich postanowienia są sprzeczne z ustawą zasadniczą. Znamiennym jest jednak, że Prezydent nie skorzystał z prawa skierowania tych ustaw do Trybunał Konstytucyjnego w celu wyjaśnienia ich zgodności z Konstytucją (?). Teraz o losie tych ustaw zdecyduje Sejm. Zgodnie z art. 122 ust. 5 może on odrzucić weto prezydenckie większością 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów (mim. 230). Ostatecznie zatem o bycie tych ustaw zadecyduje frekwencja na sali sejmowej. Co do trzeciej ustawy dotyczącej sądów powszechnych, to ubolewam, że Prezydent zdecydował się na jej podpisanie. Po pierwsze zastrzeżenia co do uprzywilejowania pozycji Ministra Sprawiedliwości – Prokuratora Generalnego dotyczą także tej ustawy (będzie osadzał stanowiska prezesów sądów), a po drugie to jest ustawa, którą najbardziej dotyczy obywatela. Reguluje bowiem sprawy kadrowe w sądach rejonowych. Jest to zatem duża niekonsekwencja ze strony prezydenta, mimo że bieżące efekty jego decyzji mogą wydać się zadowalające.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB