Piątek, 22 marca 2019. Imieniny Bogusława, Jagody, Katarzyny

Przykuję się do drzwi mojego domu!

2019-01-02 12:00:00 (ost. akt: 2019-01-02 16:38:51)

Podziel się:

Pani Gosia i Sylwia żyją w niewielkim, drewnianym domu w gminie Przasnysz. Nie mają luksusów, ale obydwie twierdzą, że jakby ktoś chciał ich zabrać, to przykują się łańcuchem do drzwi i nie pozwolą się przenieść.

Kilka dni temu, na portalu społecznościowym Facebook ukazał się apel do mieszkańców powiatu przasnyskiego Bartosza Gnojewskiego.
"Zastanawiacie się co to za budynek.Nie jest to sceneria horroru “Koszmar z ulicy Wiązów”. Nie jest to domek z piernika ani na kurzej stopce.
Opowieść ta nie zaczyna się od słów za siedmioma górami, za siedmioma lasami…Opowieść ta zaczyna się od słów: obok grodu Przaśnika mieszkają dwie samotne kobiety. Matka z córką.Mieszkają w miejscowości Bartniki…5 km od Przasnysza mieszkają to zbyt duże słowo… raczej egzystują. Na głowę leje się woda z nieba, budynek grozi zawaleniem a wnętrze przypomina pomieszczenie gospodarcze.Ogrzewanie i ciepła woda to luksus. Widziałem to wszystko i uważam że w tym przypadku trzeba coś zrobić bo w każdej chwili może dojść do tragedii. Nie apeluje do Kasi Dowbor, ale do naszych lokalnych władz!!"
Zaraz popłynęły komentarze o wezwaniu do Bartnik programu Katarzyny Dowbor, który pomaga remontować domy biednym ludziom. Chęć pomocy obiecał także Krzysztof Bieńkowski, który poinformował, że Starostwo Powiatowe w Przasnyszu nie ma możliwości prawnych, aby pomóc mieszkankom tego domu, ale zobowiązuje się, aby przekazać mieszkankom 2000 tys. złotych z własnych środków na pomoc w przetrwaniu trudnego czasu.
Nikt niestety nie pofatygował się, aby porozmawiać z owymi paniami i zapytać, czy faktycznie potrzebują tej pomocy i czy jej chcą. Postanowiliśmy sprawdzić to u źródła i do Bartnik pojechał nasz dziennikarz.
- Jeśli ktoś chce nam pomóc, niech pomoże nam tu na miejscu, stawiając kontener albo niewielki domek z gotowych elementów. Tu mieszkam od urodzenia. To dom i miejsce, które należy do mojej rodziny od pokoleń – mówi Pani Gosia z Bartnik.
Dom jest w fatalnym stanie. Pęknięte belki stropowe spowodowały, że dach zapadł się do środka. Pani Gosia już na wstępie pokazuje, że ma dostęp do bieżącej wody opowiada o tym, że to jest jej miejsce do życia. W podwórku biegają dwa psy, klatka z królikami i dwa koty za piecem.
-Ruszyły mnie nerwy, jak się dowiedziałam, że chcą mnie przenieść do Golan. Nie wyobrażam sobie tego. Co ja zrobię z tymi zwierzętami. Gdzie je wypuszczę. Tu mam ponad 1 ha ziemi. Złożyłam wniosek o drogę konieczną - opowiada Pani Gosia.
Pani Gosia i jej córka Sylwia zostały same. W ubiegłym roku zmarł drugi mąż Pani Gosi.
- Mąż walczył z nowotworem płuc i kości. Jak był zdrowy próbował ogarnąć cały ten dom. Wyrównywaliśmy ściany od środka. Wzmacniał trochę dach, łatał. A teraz zrobili z nas niedołężne i niezaradne kobiety. Mówią, że niebo widać mi z domu . Poczułam się, jakby ktoś na siłę za włosy chciał mnie pozbawić czegoś ważnego – mówi Pani Gosia.
Kobiety przyznają, że dom z wierzchu nigdy nie był remontowany, ale same nie przymierają głodem.
- Ja ma swoje pieniądze z emerytury po mężu, córka ma swój zasiłek. Ta sytuacja zaczęła się od Szlachetnej Paczki. Wszystkie nerwy i usilne pomaganie nam, wbrew naszej woli. Nie przymieramy głodem. Zgodziłam się na to, aby przyjąć pomoc od Szlachetnej Paczki, za co jestem ogromnie wdzięczna. Były to ubrania, chemia. Wszystko nam się przyda, ale nie dam zgody na to, żeby ktoś mnie wyrzucił z własnego domu- mówi Pani Gosia.
Dom , w którym mieszają kobiety nie posiada łazienki i dobrych warunków socjalnych.
- Kiedyś zazdrościłam tego, że ludzie mają łazienkę, ale teraz przyzwyczaiłam się do tego, jest mi dobrze. Wiem, że mam tu ludzi, sąsiadów, na których mogę liczyć. Zawiozą mnie do miasta na zakupy, czasem sami dzwonią ,że jadą, pytają, czy się zabiorę. Ostatnio przyznam szczerze boję się otwierać Internet, bo zrobiono ze mnie tam niezaradną kobietę. Tyle lat zajmowałam się chorą matką, potem mężem. Wszystko było na mojej głowie. Nie dam się nigdzie wynieść ,– mówi Pani Gosia.
Pasją tych kobiet są zwierzęta. Boją się, że w przypadku eksmisji w inne miejsce, będą musiały je oddać
- Mamy dwa koty i dwa psy. Mieliśmy bernardynkę, ale zabił ją samochód. Mieliśmy psa przybłędę który nauczył ją wychodzić na ulicę. Nasze zwierzęta żyją w komitywie, są dla nas ważne. Nie wyobrażam sobie, że oddam swoje psy do schroniska –mówi Sylwia.
Kobiety chodź żyją w trudnych warunkach, ogrzewają się trociniakiem, nie zamieniłyby tego na żaden mieszkanie.
Nie chcemy wychodzić z własnego środowiska Ja nigdzie nie pójdę przykuję się do drzwi jak będzie trzeba. Jeśli ludzie chcą na pomóc, niech pomogą nam tutaj. Córka skończyła szkołę kucharską, cierpi na padaczkę i nie może znaleźć pracy w kuchni, ale by ją chętnie podjęła – dodaje Pani Gosia.
Na chwilę obecną historia owych pań nie ma szczęśliwego zakończenia. Urząd Gminy Przasnysz poinformował wszystkich zainteresowanych, że kobiety już dużo wcześniej otrzymały propozycję mieszkania socjalnego. Sprawa tego domu trafiła także do Powiatowego Inspektora Nadzoru budowlanego, który zapowiedział kontrole wspomnianej nieruchomości, a to może spowodować ogromne problemy.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB