Sobota, 23 lutego 2019. Imieniny Damiana, Romana, Romany

Więzienie na własnej posesji

2019-01-18 12:00:00 (ost. akt: 2019-01-18 12:42:17)

Podziel się:

Joanna Ostrowska, mieszkanka wsi Leszno od kilku lat walczy z firma energetyczna, która mimo jej braku zgody postawiła na jej posesji cztery słupy linii energetycznej. Wigilijna awaria zniszczyła rodzinie święta Bożego Narodzenia.

W miejscowości Leszno mieszka Joanna Ostrowska. Kobieta wraz ze swoją rodziną posiada dom oraz sporą działkę w centrum miejscowości. Przejeżdżając przez ulicę, na której znajduje się owa posiadłość zauważamy, że słupy z liniami elektroenergetycznymi, które zasilają posesje w prąd znajdują się za bramami. Sytuacja wygląda inaczej, gdy podjeżdżamy pod dom pani Joanny. Już z drogi widać, że jej działka usłana jest słupami, i to nie jednym, a czterema. Jak się okazuje kobieta walczy z firmą energetyczną.
W momencie zakupu działki znajdowały się na niej tylko dwa słupy. Już w tamtym czasie prosiła o ich zabranie i przeniesienie poza jej teren. Z informacji, jakie podaje kobieta nie było wówczas możliwości tego zrobienia, ale powiedziano jej, że będzie taka okazja przy modernizacji linii. - Projektant, zaprojektował na mojej działce aż cztery słupy linii eletroenergetycznej. Zaczęło się to w roku 2015-2016. nie podpisaliśmy się pod tym projektem, gdyż nie wyrażaliśmy zgody na takie ustawienie słupów – opowiada kobieta.
We wrześniu 2018 roku linia została zmodernizowana i bez zgody właścicielki działki, przy pomocy służb mundurowych ustawiono jej 4 słupy. Kobieta uważa, że jest to bezprawie. Posiada zdjęcia z tego okresu. Widać na nich kilka dużych samochodów oraz pracowników firmy energetycznej montujących słupy. Był to ciężki czas dla całej rodziny, która żyła w ogromnych nerwach i stresie. Kobieta zwracała się o odszkodowanie, a także proponowała, aby firma energetyczna zakupiła ten teren, gdyż miała sprzedać działkę. Niestety po ustawieniu kolejnych linii wartość jej bardzo spadła, bo kto tak naprawdę chce mieszkać w bliskim sąsiedztwie ze słupami energetycznymi. Powyrywano im drzewa oraz poobcinano gałęzie. Działka już nie była tak atrakcyjna, jak to było wcześniej.
- Ubezwłasnowolniono mnie, a ja place podatki. Już za poprzedniej władzy zgłosiłam się do starosty o 50 tysięcy zadośćuczynienia za zrytą działkę i co miesiąc dwa tysiące dzierżawy. Nikt mi na to pismo nie odpowiedział od października. Działka była warta 100 tysięcy, a teraz nie jest warta nawet 20 tysięcy, bo nikt tego nie kupi – dodaje rozżalona kobieta.
Sytuacja powróciła w Wigilię, kiedy stwierdzono awarię jednej z linii. Pod jej domem znowu ustawił się batalion energetyków, a także służby mundurowe oraz pracownicy Starostwa Powiatowego w Przasnyszu wraz z Krzysztofem Bieńkowskim. Joanna Ostrowska nie wyraziła zgody na wejście na jej teren bez nakazu sądowego. To, że kobieta nie wpuściła pracowników firmy energetycznej na swój teren, nie było złośliwością w stosunku do mieszkańców wsi, a oznaką bezradności. Domownicy we własnym domu czują się jak skazańcy, do których trzeba eskorty policyjnej. Nie są oni też kryminalistami. Tego dnia nie udało się usunąć awarii. Temat powrócił zaraz po świętach. Syn kobiety zadzwonił do niej, aby szybko wracała od lekarza, gdyż przed domem stoi tabun policjantów, pracowników energetyki oraz starostwa, którzy chcą uśpić psy biegające po posesji i siłą wkroczyć na ich teren, co mogliśmy obejrzeć na nagraniach.
Sytuacja wyglądała jak bardzo dobry film kryminalny. Kobieta każdego dnia boi się kolejnego najazdu i ataku na jej rodzinę.
Zapytaliśmy się Krzysztofa Bieńkowskiego, starosty przasnyskiego, co może zrobić, aby pomóc rodzinie wyjść z tak trudnej sytuacji.
U kobiety jedna, przestarzała linia energetyczna została zastąpiona inną przez firmę energetyczną PGE. W Wigilię Bożego Narodzenia doszło na tej linii do awarii, w wyniku której dostępu do prądu zostało pozbawionych połowa gospodarstw we wsi Leszno i wszystkie ze wsi Lisiogóra. Właścicielka nie chciała jednak pozwolić pracownikom firmy energetycznej by weszli i naprawili awarię. Mimo, że prosiłem o zrozumienie dla mieszkańców oczekujących naprawienia awarii nie odniosło to pozytywnego skutku. Stąd też decyzja, że energetycy mogą wejść na działkę i naprawić awarię bez zgody właścicielki. Ze względu na agresję mogli do tego przystąpić dopiero przy większej ochronie policji po okresie świątecznym. Cała naprawa trwała około 1,5 godziny. Podaliśmy jej namiary na spółkę PGE, z którą musi renegocjować ustalenia. My możemy działać tylko tam, gdzie określają to przepisy prawa. Chętnie bym pomógł tej pani gdybym tylko umożliwiały mi to przepisy. Póki co musiałem pomóc innym mieszkańcom pozbawionym prądu.
Do tematu powrócimy w najbliższym czasie, gdy swoje pytania skierowaliśmy także do firmy energetycznej.


Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB