Piątek, 19 lipca 2019. Imieniny Alfreny, Rufina, Wincentego

Niewłaściwie leczyli mi syna!

2019-04-24 12:00:00 (ost. akt: 2019-04-24 12:06:01)

Podziel się:

Do redakcji Kuriera Przasnyskiego zgłosiła się Jolanta Godzieba, matka 22-letniego Roberta, chorego na porażenie mózgowo-rdzeniowe ma pretensje do pracowników przasnyskiego szpitala o złą opiekę nad synem oraz brak poszanowania dla niej.

-Robert jest chory od urodzenia. Wcześniej, jak był młodszy, był z nim kontakt, można się było porozumieć, ale po operacji w grudniu zeszłego roku, drogi oddechowe się u Roberta zapadły, już jest niemożliwe żeby się odezwał. Robert oddycha bez respiratora, ale musi być pod tlenem – opowiada pani Godzieba. Dodaje, że syn poddany został tracheotomii, rozcięto mu tchawicę i wprowadzono do dróg oddechowych rurkę, aby chłopak mógł oddychać. Jak wyjaśnia mama Roberta, młodzieniec jest częstym pacjentem szpitala. Pod koniec stycznia Robert wyszedł z niego, ale niestety po około tygodniu znów wrócił. Trafił na oddział wewnętrzny, ponieważ gorączkował. -W lutym, wyszła mu sonda PEG (przezskórna gastrostomia endoskopowa – przyp. red.), bo jest karmiony pozajelitowo, ma w brzuchu dziurę, ma założone przewody i karmimy go albo kropelkowo, albo strzykawkami – tłumaczy pani Godzieba.

Na bakier ze szpitalem
Dodaje, że waśnie problemy ze szpitalem zaczęły się od czasu, gdy sonda się wysunęła poza organizm. Robert od sześciu lat karmiony jest pozajelitowo i pozostaje pacjentem szpitala w Międzylesiu. Tam, gdy zakładano chłopakowi sondę, profesorowie tłumaczyli rodzicom, że z czasem wychodzą one poza organizm, jednak pacjent nie może pozostać bez PEG-a dłużej niż sześć godzin. -Pani doktor, która do Roberta przyjeżdża mówi, że później przetoka się zamyka i chcąc znów włożyć sondę powoduje się ból. Gdy syn był w przasnyskim szpitalu i wyszła sonda, to doktor z oddziału wewnętrznego nie umiała założyć nowej. Wezwała chirurga, który przyszedł, obejrzał, kazał pielęgniarkom zrobić opatrunek i poszedł. Syn przez 20 godzin pozostawał bez założonej sondy - wyjaśnia wzburzona matka. Dopowiada, że na drugi dzień, po wysunięciu się sondy, około południa była w odwiedzinach u niego, który cały czas miał założony opatrunek. Pani Godzieba nie wytrzymała i jak sama mówi, zrobiła szum. - Powiedziałam pracownikom, że mają wszystkie dokumenty Roberta, kartę, teczkę, jest tam numer telefonu do mnie, mogli zadzwonić, tak jak w przypadku maści, gdy nie dają rady z odleżynami. A tu się okazało, że nie mieli sondy o odpowiedniej wielkości. Przetoka się trochę zrosła i próbowali założyć za dużą. Zamiast od razu zadzwonić, poprosić o przywiezienie z domu, to zwlekali, a później pchali chłopakowi w przetokę za dużą sondę i narażali go na ból, jakby mało się w życiu wycierpiał – opowiada wzburzona matka.

Wojna z ordynator
-Syn wiele się nacierpiał. miał straszne bóle. to było powodem mojej kłótni z panią ordynator. Ona zaczęła się na mnie wydzierać, że powinniśmy być przy Robercie. Prosiłam żeby dała łóżko dla mnie, czy męża. Ja też jestem niepełnosprawna, to bylibyśmy przy nim, na zmianę przez cały czas. To ordynator krzyczała, że łóżka nie ma, że mamy wygórowane wymagania, a w lipcu zeszłego roku mąż był przy synu w szpitalu dzień i noc i łóżko się znalazło – tłumaczy pani Godzieba.
Jednakże to nie wszystkie zarzuty, jakie kobieta ma wobec personelu szpitala w Przasnyszu. Za jakiś czas pojechała ze swoją siostrą w odwiedziny do Roberta i obydwie miały widzieć, że pielęgniarki używają niewyjałowionych cewników do czyszczenia tracheostomii (otwór w tchawicy powstały na skutek tracheotomii - przy. red.).
- Leżał ten użyty już cewnik, włożony w opakowanie, w pokoju u Roberta, przyszła pielęgniarka, wyjęła go, włożyła do gardła. Stała tam duża butelka z solą fizjologiczną, to wyjęła ten cewnik z gardła, umoczyła w tej butelce i znów czyściła mu gardło i tak ze trzy razy. Mówiłam pielęgniarce, że tak nie wolno, ale ta odpowiedziała, że tak robią. W niedzielę pojechał drugi syn do Roberta w odwiedziny i widział jak pielęgniarka brudnym cewnikiem czyści, to jej wyrwał rurkę z ręki, a ta mu powiedziała, że jakby szpital tyle cewników używał, to by zbankrutował – wyjaśniła pani Jolanta. Dodała, że kilka dni później znów pojechała do syna, to butelka z solą cały czas stała w pokoju i tak te cewniki w niej maczali po kilka razy dziennie. Pani Godzieba nie wytrzymała i poszła do ordynator oddziału wewnętrznego. - W gabinecie było kilka osób, ordynator i pielęgniarka oddziałowa krzyczały, że ja kłamię, że to nie jest prawda, co mówię, że jestem awanturnica. Zdenerwowałam się wtedy jeszcze bardziej i wytknęłam ordynator, że wiecznie jest niezadowolona, nie chce słuchać, co się mówi, jest odwrócona i w końcu powiedziałam niemiłe słowa. Na to usłyszałam, że jak znów będzie trzeba przywieźć Roberta do szpitala, to go na oddział nie przyjmą – tłumaczy matka, która po incydencie w gabinecie umówiła się na rozmowę z Jerzym Sadowskim, dyrektorem szpitala.

Skarga u dyrektora
Według pani Godzieby, szef placówki miał zaprzeczać wszystkiemu, co kobieta zarzucała personelowi. - A prócz tego, co powiedziałam, to jeszcze jest wiele spraw, które można opisywać, jak na przykład kwestię karmienia i mycia w kranówce przewodów, gronkowce, które Robert miał wszczepione, czy sepsę, na którą chorował. Poza tym w dzień wypisu, Robert powinien mieć wymienioną tracheostomię, to już mi zapowiedzieli, że nie wymienią i muszę prywatnie do domu lekarza wzywać – dodała kobieta. Sprawdziliśmy czy rzeczywiście tak się stało, to jak przewidywała pani Jolanta, tracheostomia nie została wymieniona, tak samo jak cewnik. Udaliśmy się na spotkanie z Jerzym Sadowskim aby poznać stanowisko szpitala w tej sprawie. Dyrektor potwierdził, że pani Godzieba była u niego ze skargą oraz, że odbyło się spotkanie, na którym rozmawiano na temat zarzutów. - To, co ja mogę powiedzieć, to pacjent ma zapewnione z naszej strony wszystko, co tylko możemy zapewnić. Jeżeli wiemy, że ma do nas trafić, to przed czasem jest dla niego przygotowana pojedyncza sala, żeby miał zapewnione jak najlepsze warunki. W szpitalu zachowywane są właściwe procedury i nie używamy kilkakrotnie narzędzi jednorazowych – wyjaśnił dyrektor.

„Cierpliwość powinna być zachowana”
Dodał, że jeżeli chodzi o słowa ordynator, że szpital nie przyjmie Roberta, gdy następny raz będzie potrzebował hospitalizacji, to pewnie miała na myśli brak rejonizacji. - Jeśli ktoś jest niezadowolony, to może wybrać inny szpital. Jednak mamy zasadę, że nie odmawiamy przyjęcia. Zauważę, że nasz szpital jest bardzo cenioną placówką, mamy wiele certyfikatów, czy nagród – tłumaczył Jerzy Sadowski. Mówił także, że szpital zawsze, wedle swoich możliwości zapewnia najlepszą opiekę i standardy są zachowane. - Ja zawsze słucham, gdy są jakieś zażalenia i staramy się na wewnętrznych spotkaniach uczulać żeby zachowanie było adekwatne do sytuacji. Nerwy każdego ponoszą, ale to nie znaczy, że mamy być niegrzeczni do pacjentów czy rodziny – wyjaśnił dyrektor. Wytłumaczył także kwestię wszczepienia gronkowców i zarażenia sepsą. Każdy pacjent, który jest przyjmowany do szpitala, ma robione badania posiewowe, żeby sprawdzić z jakimi bakteriami trafia do placówki. U Roberta, gdy go przyjmowano, wykryto wszystkie te bakterie. - Natomiast, gdy pacjent jest wypisywany, posiewy są ujemne, wraca do domu bez zakażenia – mówi szef szpitala. Agnieszka Głowacka, pielęgniarka oddziałowa stanowczo zaprzecza jakoby w szpitalu używano przedmiotów jednorazowego użytku kilkakrotnie. - Dostajemy certyfikaty, mamy kontrole wewnętrzne, często bywa u nas sanepid i nigdy nie mamy zarzutów, że u nas jest brudno – podsumowuje pielęgniarka.
Dorota Zberowska

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Iwona #2721991 | 31.0.*.* 24 kwi 2019 18:06

    Te certyfikaty mogą sobie wsadzić w dupe. Żeby nie szpital w Ciechanowie to mojego taty nie było by teraz. Na SOR-ze w Psz powiedziała mu pożal Boże doktor że ma skoliozę. A miał rozległy zawał. Niewiem gdzie ona się uczyła. Niewiem z jakiej dziury dyrektor ich bierze. Byłam u tej wicedyrektorki a ona na to że mieli spotkanie i wszystkie procedury zostały zachowane. Przyjmują ciamajdy ale cóż jak szpital zadluzony to na wszystkim oszczędzają. Dyrektor chwali się dyplomami. To nic nie znaczące papierki.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz