Sobota, 18 stycznia 2020. Imieniny Beatrycze, Małgorzaty, Piotra

Ofiary przemocy są wśród nas. Reagujmy!!!

2020-01-10 12:00:00 (ost. akt: 2020-01-10 11:58:49)

Podziel się:

O przemocy w rodzinie słyszymy często w telewizji. Pojawiają się różne kampanie społeczne o tejże tematyce. Niestety, nadal jest to temat tabu. Ofiary wstydzą się o tym mówić.

Kurier Przasnyski: Ile jest założonych niebieskich kart?
Joanna Cieślik: W tym roku, nowych niebieskich kart jest założonych około 50 , ale to nie obrazuje problemu przemocy. Te 50 niebieskich kart, czyli 50 rodzin, w których występuje przemoc, dlatego, że my kontynuujemy niebieskie karty z lat ubiegłych.

KP: Czy problem przemocy w rodzinie jest obecnie mniejszy?
Joanna Cieślik: Można zauważyć, że problem niebieskich kart trochę maleje, ale to nie znaczy, że nie ma problemu przemocy, albo, że problem przemocy się zmniejsza.

KP: Z Czego to wynika?
Joanna Cieślik: Wynika to zapewne z tego, że w momencie, kiedy zaczynaliśmy prowadzić działania w zakresie przeciwdziałania przemocy, najpierw w ramach Przasnyskiej Koalicji na Rzecz Przeciwdziałania Przemocy, później, jak to nabrało rangi ustawowej, czyli ukazała się ustawa i rozporządzenie w sprawie niebieskich kart, to było wiele spraw, takich wieloletnich, gdzie była wieloletnia przemoc. Rodziny, które się nie ujawniały z tym problemem. Przede wszystkim kobiety nie ujawniały się i nie szukały pomocy, bo przecież w tym czasie nie było gdzie uzyskać taką pomoc. Sam problem przemoc nadal opiera się na mitach i stereotypach.

KP: Jaka jest najczęściej stosowana przemoc?
Joanna Cieślik: Najczęściej występuje przemoc psychiczna, ale jest też przemoc fizyczna, czyli kobiety, które są bite przez swoich partnerów, czy mężów, przemoc ekonomiczna. Zdarzały się nam przypadki przemocy seksualnej w małżeństwach. Ta była stosunkowo rzadko zgłaszana. Najwięcej jest jednak przemocy psychicznej.

KP: Z czym najczęściej wiąże się przemoc?
W wielu rodzinach przemoc wiąże się z nadużywaniem alkoholu przez męża, czy partnera, ale nie tylko. Nie jest też taka kalka, że jeśli jest przemoc, to jest alkoholizm partnera lub męża.

KP: Czy przemoc ma związek ze statusem społecznym sprawcy?
Joanna Cieślik: Przemoc nie ma nic wspólnego z zamożnością rodziny. Może dotknąć każdą rodzinę, bez względu na status materialny i na dochody.

KP: Na co są najbardziej nastawione wasze działania?
Joanna Cieślik: Staramy się jak najbardziej wspierać kobiety, bo nasze działania są głównie nakierowane na pomoc i wsparcie dla ofiary przemocy, ale jest też możliwość, aby sprawcy przemocy przeszli tutaj w ośrodku, bo jest od tego specjalista, program edukacyjno – korekcyjny dla sprawców przemocy.

KP: Kto najczęściej jest sprawcą przemocy w rodzinie?
Joanna Cieślik: W 90% są to panowie, a dziesięć procent stanowią kobiety. Są to osoby, które mają problem z nadmiarem agresji, które zdecydowanie powinny taki program przejść, aby zrozumieć samego siebie i po to, by zrozumieć swojego zachowania, dlaczego jestem agresywny, dlaczego tak się zachowuje, dlaczego bije.

KP: Czy przemoc w rodzinie jest związana z wykonywanym zawodem? Kiedyś mówiono o przemocy wśród rodzin służb mundurowych?
Joanna Cieślik: W rodzinach wojskowych i policyjnych ten problem występuje. Wiem, jak to działa w policji. Tam natychmiast wchodzi psycholog policyjny. To nie jest sprawa zamiatana pod dywan. Toczy się procedura niebieskiej karty w takiej rodzinie, ale dodatkowo policja wobec takiego, czynnego policjanta wszczyna wewnętrzne własne procedury. Pracuje z nim psycholog.

KP: Kiedy kobiety proszą o pomoc?
Joanna Cieślik: Obecnie ta odwaga jest dużo większa, niż 10 lat temu, bo o tym problemie się dużo więcej mówi. Są kampanie społeczne. Przestaje być to temat wstydliwy. Co jest takim impulsem? Dużo szybciej reagują teraz młodsze wiekiem i stażem małżeńskim kobiety. Szybciej podejmują działania i są bardziej zdeterminowane do rozwiązania tego problemu.

KP: A co z kobietami w długoletnich związkach?
Joanna Cieślik: Kolejna grupa, to są kobiety, które mają dorosłe dzieci, czyli już długi staż małżeński. Wówczas dzieci mówią mamo, nie męcz się, zerwij. Często wtedy pada stwierdzenie: to było dla was robione. To nie jest prawdą. Życie w takim związku nie tylko dla kobiety jest trudne. Bardzo trudne jest też dla dzieci. Pokazujemy swoim dzieciom bardzo złe wzorce. Bardzo często, jak się analizuje i pyta, jak to się stało, że mąż jest sprawcą przemocy, to bardzo często się okazuje, że jego ojciec też był sprawcą przemocy. Są to dziedziczone wzorce, wyniesione z domów rodzinnych. Dzieci wówczas mówią, my ciebie będziemy wspierać, to co robi tata jest złe i musisz to przerwać. Najszybszy taki asumpt do ujawnienia tego problemu jest wówczas, kiedy przemoc zaczyna dotykać dzieci. Dopóki skupia się tylko na kobiecie, to one próbują sobie jakoś z tym radzić i tłumaczyć, że on jest dobry dla dzieci. Ja to wytrzymam. W momencie, gdy sprawca zaczyna atakować dzieci w różny sposób, nie tylko fizycznie, ale także psychicznie, wtedy kobiety decydują się na walkę. Czują, że muszą obronić te dzieci.

KP: Czy mężczyźni są karani?
Joanna Cieślik: Bardzo często jest tak, że kobiety nie doprowadzają do ukarania sprawcy przemocy. Jest to przestępstwo. Tylko nasz wymiar sprawiedliwości działa w ten sposób, że zwykle, jeśli nie doszło do poważnego uszczerbku na zdrowiu, to jest orzekana pierwsza kara w zawieszeniu. Czyli jest ustalony kurator, ale ten małżonek, po rozprawie sądowej, całej procedurze wraca do wspólnego domu i trzeba sobie te życie układać. To jest trudne. Musi przecież być jeszcze ta baza, czyli ta miłość, szacunek do siebie. Jak to wygasło, to nie da rady dalej kontynuować. Dużo więcej kobiet odstępuje od prowadzenia postępowania. Nie zgłasza na policję, nie uczestniczy w przesłuchaniach. To jest trudne, bo jest to słowo przeciwko słowu. Kobiety często wtedy decydują się na rozwód.

KP: Nie są to szybko prowadzone sprawy...
Joanna Cieślik: Tak, nie są to szybko prowadzone postępowania. Przygotowywane są zmiany, że w momencie interwencji policji w mieszkaniu, czy domu, funkcjonariusz bez postanowienia sądowego będzie miał prawo wydać nakaz natychmiastowego opuszczenia mieszkania takiemu oprawcy. To policjant będzie decydował, a następnie sankcjonował sąd. Bo to tak powinno się działać. Jeśli policja trafia na interwencję i zastaję taką sytuacje przemocową w domu, to nie powinna zostawiać tej kobiety. Ona przecież dalej zostaje z oprawca sama i co one robią? Uciekają, a dlaczego uciekają? Bo nie maja poczucia bezpieczeństwa. Nikt dalej je nie chroni. Dlaczego wychodzą z domu, zabierają dzieci, bo drzwi się zamkną i rozjuszony mężczyzna zostaje. Owszem na czas wizyty policji on się uspokoi, ale potem mówi, ja ci pokażę. Kto ma ją bronić. Czasami panowie potrafią tak bić, że nie ma śladów i tym samym nie ma dowodów.

KP: Czy pieniądze dane kobietom przez państwo w postaci różnych dodatków socjalnych, czy też 500+ wpływają na to, że kobiety częściej postanawiają zakończyć taki związek?
Joanna Cieślik: Około 10 lat wstecz trafiały do nas kobiety, które nie pracowały, które nie miały żadnych pieniędzy, które były usidlone przez męża. Taka kobieta nie wyprowadzi się, bo nie ma dokąd, nie przeciwstawi się mężowi, bo przecież nie ma pieniędzy na utrzymanie i życie. One tkwiły często w tych chorych związkach, ale były też starsze wiekiem kobiety, choć młodsze są bardziej zdecydowane.

KP: Które relacje są najtrudniejsze?
Joanna Cieślik: Wracając do takich trudnych przypadków, przemocowych, to są relacje matka – syn. Wielu synów jest sprawcami przemocy i matki nie są w stanie skutecznie się tutaj przeciwstawić. Wycofują się. W przypadku kilkunastu takich rodzin w Przasnyszu, to żadna matka nie doprowadziła do końca postępowania. One się obwiniają za to, że to one źle wychowały synów, że to są one winne temu, że synowie tak źle je traktują i nie wiele udaje się nam z taką matką wypracować w zakresie takiej trwałości w tym postępowaniu, właściwego traktowania syna, na przykład ograniczeniu mu kontaktów z matką. Nie są w stanie to zrobić. Jest to bardzo trudny problem, bo one nawet jak wygoniły syna z mieszkania, to w momencie, gdy przyjdzie on skruszony, wpuszczają i wybaczają. Cały czas pozostają w nadziei, że syn się zmieni. Bardzo trudne przypadki. Można stwierdzić, że beznadziejne. Niestety ta miłość matczyna zwycięża. One są okrutnie przez synów traktowane, są i bite, są pozbawiane pieniędzy, ale w jednym przypadku miałyśmy podejrzenia do wykorzystania seksualnie kobiety, choć ona nigdy się do tego nie przyznała. Przemoc psychiczna w takich przypadkach jest na co dzień.

KP: Kto może założyć niebieską kartę?
Joanna Cieślik: Niebieska kartę może założyć kilka instytucji. Oczywiście najczęściej zakłada ją policja w trakcie interwencji i nie tylko. Może założyć ją pracownik pomocy społecznej, ale równie dobrze może to zrobić pracownik szkoły, pedagog, czyli oświata ma takie uprawnienia. Ma je także służba zdrowia. Lekarz, pielęgniarka ma prawo założyć niebieska kartę i przesłać nam do realizacji. Uprawnienia posiada też Miejska Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.

KP: Kto tych kart zakłada najmniej?
Joanna Cieślik: Praktycznie, jest to tendencja w całym kraju. Bardzo mało kart zakłada służba zdrowia. Są to pojedyncze przypadki.







Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB