Niedziela, 5 kwietnia 2020. Imieniny Ireny, Kleofasa, Wincentego

Chorzelanie także morsują

2020-02-04 12:00:00 (ost. akt: 2020-02-04 13:30:21)

Podziel się:

Myśleliśmy, że morsowanie w powiecie przasnyskim rozpoczęli jednorożanie, z czasem bakcyla załapali przasnyszanie, ale jak się okazuje chorzelanie też morsuja i to od bardzo dawna.

Chyba pierwszym, lokalnym morsem w Chorzelach był Janusz Suchodolski, który zaczął to robić kilka lat temu. – Nasza przygoda z morsowaniem zaczęła się od… beczki w saunie. W Chorzelach obok basenu działa właśnie sauna. Ze znajomymi po gorącym powietrzu co jakiś czas zanurzaliśmy się w beczce z zimną wodą. A potem było coraz ciekawej. Jak na przykład wyjście na śnieg bez ubrań, żeby w tym śniegu zrobić popularne „orzełki”. Nawet jeśli termometr wskazywał minus 18 stopni. Oj, było ekstremalnie! – śmieje się pan Janusz.
Jego wsparciem i kolegą z "zimnej wody" jest Sławomir Czarzasty, lokalny przedsiębiorca. – Po iluś beczkach z sauny spróbowaliśmy wejść do wody na otwartym powietrzu. To był styczeń 2019 roku. Było nas dwóch. Znajomi trochę kręcili głowami. Ale dzisiaj przełamaliśmy lody. Dosłownie i w przenośni – opowiada chorzelski mors.
W chwili obecnej razem z nimi morsuje około 20 osób. Znają
się od dawna, gdyż większość należy do lokalnej grupy motocyklistów „Moto Chorzele”. Do wspólnego morsowania zachęcają mieszkańców Baranowa, Opaleńca, Budek czy też Wielbarka. – To nasi Motomaniacy, bo jeździmy razem na motorach – wyjawia Janusz Suchodolski.
Na sam widok wchodzących do zimnej wody ludzi robi się nam zimno, ale oni robią to z usmiechem na twarzach. – Za pierwszym razem było dość ekstremalnie: dziesięć stopni mrozu, lód na 20 centymetrów. Trzeba było się napracować, aby wykuć przerębel. Ale paradoksalnie w takich sytuacjach jest łatwiej. Wchodzimy z mrozu do wody, która ma plusową temperaturę. Pierwsze morsowanie zaczynaliśmy od 2 minut. Z każdym kolejnym wejściem wydłużaliśmy czas. Dzisiaj morsujemy tak około 10 minut jednak są tacy, którzy siedzą po 15, a nawet 20 minut! – wyjaśnia Janusz Suchodolski. – Ogólne wrażenie każdego po pierwszym morsowaniu jest podobne: nie taki diabeł straszny jak go malują! Nasze ciała są już tak przygotowane, że wchodzimy do zimnej wody, która ma około 2 stopni, z uśmiechem na twarzy.
Na dzień dzisiejszy najmłodszy chorzelski morsik ma 8 lat. Nie wchodzi jeszcze regularnie, ale pierwsze morsowania ma już za sobą, razem ze swoją mamą. Najstarsza osoba ma 55 lat, dominują jednak 40-latkowie. Grupa rośnie w siłę. Ma już swoje logo i być może niebawem – także własne stroje. Nie kąpielowe, ale czapki. Bo rasowy mors kąpie się w czapce i rękawiczkach – opowiada inicjator chorzelskich morsów.





Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB