Nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Polityka Prywatności    ROZUMIEM

Reklama

Slider

Na boisku dla mnie zawsze liczyło się dobro zespołu

Mimo, że Krzysztof Butryn, od dwóch lat przebywa na piłkarskiej emeryturze to nadal jest związany z piłką nożną i klubem MKS Przasnysz. Dl naszej drużyny rozegrał około 250 meczów na pozycji środkowego pomocnika. Był też kapitanem i grającym trener biało – niebieskich.

– Od dwóch lat jesteś na piłkarskiej emeryturze, co u Ciebie słychać?
– No niestety czas płynie nieubłaganie i już dwa lata przestałem biegać po boisku. Wiadomo, że nic nie trwa wiecznie i kiedyś to musiało nastąpić.
– Dlaczego podjąłeś decyzję o zakończeniu swojej przygody z futbolem jako piłkarz?
– Niestety zdrowie a dokładnie moje kolana powiedziały „dość”. Już ostatnie półtora roku walczyłem o to by jak najdłużej pomóc drużynie na boisku poddając się różnego typu zabiegom ale niestety pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć i stąd ta decyzja o zakończeniu.
– Co teraz porabiasz, czy nadal masz jakiś związek z piłka nożną sportem?
– Zdecydowanie tak. Piłka nożna i sport to moja pasja i nie wyobrażam sobie życia bez tego. Umożliwia mi to też moja praca. Pracuje w Szkole Podstawowej nr 2 w której jestem nauczycielem wychowania fizycznego, a do tego pracuje z młodymi adeptami piłki nożnej w MKS Przasnysz i Legia Soccer Schools. Dodatkowo jestem trenerem drużyny Konopianki Konopki, więc jak widzisz tego sportu jest dużo i na brak zajęcia nie mogę narzekać.
– Od sezonu sezonu 2009/2010 byłeś zawodnikiem MKS Przasnysz, jak trafiłeś do drużyny?
– Skontaktowali się ze mną działacze klubu z Przasnysza i zaproponowali grę w klubie. Po krótkim namyśle zdecydowałem się na grę w MKS-się, i tak jesteśmy związani ze sobą ponad dziesięć lat.
– Jak przyjęli Cię koledzy w przasnyskiej ekipie?
– Szczerze to już nie pamiętam. Znałem z tamtej drużyny jedynie Pawła Olszewskiego i on mi pomógł poznać drużynę, jak też opowiedział o funkcjonowaniu klubu. Uważam jednak, że nawet jeżeli nie znasz nikogo z drużyny osobiście, to swoimi umiejętnościami na boisku bardzo szybko zyskasz zaufanie zespołu i chyba tak też było i moim przypadku.
– A jak zareagowali na Twoje pojawienie się w zespole przasnyscy kibice?
– W rozmowach indywidualnych z kibicami czuć było, że ich oczekiwania wobec mojej osoby są duże, ale to jest naturalne i zrozumiałe. Celem klubu na sezon 2009/2010 była walka o jak najwyższe cele i presja kibiców też narastała z każdym meczem, ale byli też wyrozumiali gdy nie zawsze wszystko układało się na boisku tak jak trzeba.
– Czy pamiętasz swój debiutancki mecz w barwach MKS Przasnysz ?
– Tak, mój pierwszy mecz był w Płońsku z miejscową Tęczą. To był pierwszy mecz sezonu a jak wiadomo te pierwsze mecze po okresie przygotowawczym zawsze są trudne i ta forma nie jest jeszcze najwyższa, ale wygraliśmy go 4:1.
– Twój najlepszy występ w naszym zespole?
Ciężko mi samemu siebie oceniać, bo to jest zawsze trudne zwłaszcza, że ja zawsze jestem wymagający wobec własnej osoby. Na boisku dla mnie zawsze liczyło się dobro zespołu.
– Ile łącznie strzeliłeś bramek dla naszej biało-niebieskich?
Na początku swojej przygody z MKS-em grałem jako środkowy pomocnik ale z czasem zostałem przesunięty na środek obrony więc strzelanie bramek nie było moim głównym zadaniem, choć mimo wszystko udało mi się strzelić ponad dwadzieścia bramek.
– Często, będąc zawodnikiem MKS Przasnysz, rywalizowałeś z drużyną z Mławy, twojego rodzinnego miasta. Co czułeś podczas takich meczów? (ile goli strzeliłeś Mławiance?)
– Tak jestem wychowankiem klubu z Mławy i te pierwsze mecze przeciwko swojemu macierzystemu klubowi z pewnością były z lekkim dreszczykiem emocji. Jednak z każdym kolejnym sezonem i meczem był to dla mnie normalny mecz jak każdy inny. Udało mi się zdobyć kilka bramek.
– Były te mecze wyjazdowe. Wracałeś na mławskie boisko i tam musiałeś gra przeciwko swoim kolegom, jak reagowali kibice?
– Do dziś nie jestem w stanie tego zrozumieć jak ludzie mieniący się kibicami klubu mogą w jednej chwili oklaskiwać zawodnika a w drugiej w bardzo ostry i czasem brzydki sposób krytykować kogoś, kto zostawił dużo własnego zdrowia, żeby ten klub mógł być tam gdzie był i mógł się rozwijać. Przykre jest to, że taka sytuacja spotykała nie tylko moją osobę. Niestety te przykrości spotykały nas jako byłych zawodników lub trenerów nie tylko od strony kibiców ale także od ludzi w danym momencie działających w klubie. Ja  podczas meczu skupiałem się na grze i na tym co się dzieje na boisku a nie na tym jakie kompleksy lub niespełnione ambicje mają ludzie na trybunach.
– Rozegrałeś około 250 meczów dla Przasnysza, czy jakiś mecz był szczególny?
– Rozegrałem ok 250 oficjalnych meczów w barwach MKS-u, stąd też było wiele spotkań szczególnych. Jednak do dziś najmocniej pamiętam mecze barażowe o awans do 3 ligi z Żyrardowem. W pierwszym meczu na wyjeździe powinniśmy rozstrzygnąć sprawę awansu gdzie byliśmy zdecydowanie lepszym zespołem pod każdym względem, jednak zmarnowane okazje bramkowe się zemściły i padł remis 1:1. Niestety w rewanżu chyba niektórych z nas zjadł stres, bo stadion w Przasnyszu wypełniał się po brzegi i niestety przegraliśmy 2:1.
– Twój największy piłkarski sukces?
– Myślę, że największym moim osobistym sukcesem było dojście i gra na zapleczu ekstraklasy. Sukcesem było też, że się nie poddałem jako młody chłopak z małej miejscowości udałem się na  swoje pierwsze zajęcia, gdzie nie mając nigdy wcześniej styczności z normalnym treningiem odstawałem od swoich rówieśników. Ale charakter i upór w tym co robiłem pozwolił mi już w niedługim czasie wskoczyć do drużyny seniorów  i sezon po sezonie wchodziłem coraz wyżej dzięki ciężkiej pracy i pokorze. Dlatego warto mieć marzenia i o nie walczyć.
– Jak wspominasz swoją piłkarską karierę?
Często wracam myślami do przeszłości i dochodzę do wniosku, że mogłem wycisnąć trochę więcej i pograć dłużej, ale zdrowie nie pozwalało zostać na wysokim poziomie za długo. Po spadku z Mławą z drugiej ligi przeniosłem się do Zagłębia Sosnowiec, gdzie walczyliśmy o awans do ekstraklasy. Później były Podbeskidzie Bielsko Biała, Orlęta Radzyń Podlaski, MKS Ciechanów i na koniec MKS Przasnysz. W każdym klubie poznałem wspaniałych ludzi i przeżyłem niezapomniane chwile.
– Jak na przestrzeni lat Twojej piłkarskiej kariery zmieniała się piłka nożna, jej poziom?
Piłka zmienia się z sezonu na sezon, staje się coraz bardziej profesjonalna i to już od tych niższych szczebli. Zmienia się przede wszystkim baza treningowa  a co za tym idzie zmienia się też jakość treningu. Coraz więcej klubów stawia na szkolenie młodzieży co z pewnością zaprocentuje w przyszłości.
– Najzabawniejsza sytuacja na boisku?
Przez tyle lat grania było wiele zabawnych sytuacji na boisku, ale one wynikały z pomyłek sędziowskich lub błędów własnych. Jednak będąc w kilku klubach muszę powiedzieć że w każdym zespole to „szatnia piłkarska” generowała wiele zabawnych sytuacji które budowały atmosferę w drużynie.
– Grałeś na pozycji pomocnika, co jest najważniejsze dla piłkarza na tej pozycji?
– Grałem w środku pomocy. Wielokrotnie mówi się że środek pomocy to serce zespołu i tak jest w rzeczywistości. Ta pozycja wymaga przede wszystkim odpowiedzialności za drużynę i za utrzymanie tempa gry.
– Z jakimi numerami na koszulce występowałeś w klubach w czasie swojej piłkarskiej karierze? Były przypadkowe, czy miało to dla Ciebie znacznie?
– Jako młody zawodnik wchodząc do drużyny seniorów otrzymałem nr 17 i występowałem z nim przez kilka sezonów, gdy jednak moja pozycja w zespole wzrosła, to zmieniłem nr na koszulce na 8 adekwatnie do pozycji zajmowanej na boisku. Musimy jednak pamiętać, że numer na koszulce bez ciężkiej pracy na treningach nic nie znaczy.
– Twoim piłkarskim idolem jest…
– Nigdy nie miałem jednego idola. Podpatrywałem wielu zawodników grających na mojej pozycji starając się od każdego czegoś nauczyć. Podobnie teraz gdy jestem trenerem to nie wzoruje się na jednym trenerze tylko jeżdżę na konferencję, czytam, dzwonię, rozmawiam z wieloma trenerami, żeby stale się rozwijać i podnosić warsztat trenerski.
–  Przasnysz oraz Mława to miasta powiatowe, gdzie grałeś. Czy sądzisz, że kiedyś w takich miejscowościach zagości piłka nożna z choćby II-ligowego poziomu jak w sezonie 2004/2005 w Mławie?
– W Mławie osiągnęliśmy niebywały sukces awansując do II ligi grając właściwie w 90% wychowankami klubu, jednak byliśmy za słabi organizacyjnie na taki poziom rozgrywek. Takie miasta jak Mława czy Przasnysz są zdecydowanie za małe na piłkę na takim poziomie. Obecna piłka to nie tylko dobra baza ale przede wszystkim sponsorzy a wiadomo, że, w małych miastach jest z tym ciężko. Wiadomo, że serce by chciało, żeby była wyższa liga ale rozum podpowiada co innego.
– Od końcówki sezonu  2009/2010… byłeś też grającym trenerem MKS, to chyba bardzo złożona rola?
– W sezonie 2009/2010 wyszła taka sytuacja, że pod koniec rundy zostaliśmy bez trenera na ostatnie trzy kolejki i zarząd poprosił mnie o dokończenie sezonu jako trenera, zgodziłem się dla dobra klubu. W kolejnym sezonie zarząd postanowił dać mi szanse dalej pracować z drużyną jako grający trener. Po upływie kilku lat mogę stwierdzić, że to nie jest dobre rozwiązanie łączenia tych dwóch funkcji.
– Jak się czułeś w roli trenera?
– Było to spore wyzwanie dla mnie, bo to był mój pierwszy kontakt z funkcją trenera, ale nigdy nie bałem się podejmować trudnych decyzji więc się zgodziłem. Trzeba było w jednej chwili z kolegi z szatni stać się trenerem. Bardzo szybko ustaliliśmy sobie zasady funkcjonowania zespołu i nie było problemów i dogadywaniem się.
– Obecnie trenujesz grupę młodzieżową? Czy to zadanie łatwiejsze lub trudniejsze niż prowadzenie ekipy seniorskiej?
– Różnica w pracy z jedną i drugą grupą jest bardzo duża i różna. W pracy z dziećmi nie stawiamy (przynajmniej ja tak robię) na wynik sportowy tylko na rozwój indywidualny każdego dziecka, a w pracy z drużynami seniorskimi naszą prace weryfikują wyniki osiągane prze zespól. Jedną wspólną cechą dla obu grup jak dla mnie to jest cierpliwość. Cierpliwość trenera w pracy z dziećmi i cierpliwość ludzi zarządzających klubem jeżeli chodzi o seniorską piłkę, bo w piłce nożnej tak jak i ogólnie w sporcie nikt nie ma przepisu na sukces i monopolu na wygrywanie.
– Co robisz wolnych chwilach, jak je spędzasz?
Wolnego czasu nie ma zbyt dużo, ale jak już go mam to poświęcam go swoim dzieciom, Oczywiście lubię odpoczywać aktywnie tzn spacer, rower, bieganie.
– Czym się interesujesz oprócz piłki nożnej i sportu?
– Lubię czytać książki ale zdecydowanie o tematyce sportowej. Obecnie czytam książkę Jurgen Klopp – „Robimy hałas”. Lubię też słuchać muzyki, przy której się wyciszam.
– Jakie są Twoje dalsze plany i marzenia na przyszłość?
– W obecnych czasach epidemii to najważniejsze jest zdrowie moje i moich najbliższych. Reszta rzeczy schodzi na dalszy plan. Najważniejsze to być zdrowym a z resztą człowiek lepiej lub gorzej sobie poradzi.
– Dziękuję za rozmowę
– Również dziękuję i życzę wszystkiego dobrego redakcji „Kuriera Przasnyskiego” i wszystkim kibicom MKS Przasnysz
Rozmawiał: WSZ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Slider