Nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Polityka Prywatności    ROZUMIEM

Reklama

Slider

Zaskoczyło go pytanie o syna Boryny

Jan Nałęcz Nauczyciel Liceum Ogólnokształcącego im. KEN w Przasnyszu wygrał 6 odcinek 119 edycji „Jeden z dziesięciu”. Zagra w wielkim finale tego teleturnieju. Tylko w rozmowie z dziennikarzem „Kuriera Przasnyskiego” opowiada o sowim występie w telewizji, sukcesach, uczniach oraz o zainteresowaniach i planach na przyszłość.

– Jak to się stało, że wziął Pan udział w teleturnieju Jeden z Dziesięciu?
– Teleturniejami interesuję się od dość dawna. Zgłosiłem się do udziału w „Milionerach”, przeszedłem pozytywnie eliminacje, niestety w etapie „kto pierwszy, ten lepszy” zająłem drugie miejsce i nie usiadłem naprzeciwko Huberta. Po powrocie do domu pomyślałem, że warto iść za ciosem i wysłałem zgłoszenie do „Jeden z dziesięciu”.

– Jak wyglądała procedura dostania się do programu?
Wypełnia się zgłoszenie na stronie internetowej i czeka na zaproszenie do eliminacji. W moim przypadku był to prawie rok. Eliminacje odbywały się w Warszawie i zgromadziły kilkuset uczestników, a polegały na bezpośredniej rozmowie i odpowiedzi na 20 pytań z różnych dziedzin. Pytania były podobne do tych, które padają na wizji. Poprawne odpowiedzenie na 16 z nich gwarantowało przejście eliminacji. Ja odpowiedziałem na 18.

– Czy któreś z pytań Pana zaskoczyło?
– Na pewno było to pytanie o syna Boryny. „Chłopów” oczywiście czytałem, film oglądałem i doskonale pamiętałem aktora Ignacego Gogolewskiego grającego rolę Antka, a dlaczego nie mogłem przywołać z pamięci tego imienia, to do dziś nie mam pojęcia. Nie mogę również sobie darować pytania „Nad jakim oceanem leży Kenia?”. Należę do pokolenia wychowanego na książkach Alfreda Szklarskiego o przygodach Tomka, a w latach mojej młodości jedyne wycieczki to były palcem po mapie, więc mapę świata mam dobrze opanowaną i nie rozumiem, czemu pomyliłem te oceany. Zresztą w tym roku w wakacje wybierałem się do Kenii na safari no ale przez koronawirusa nic z tego nie wyszło.

– Czy obecność kamer podczas odpowiadania na pytania była stresująca?
– Kamery stoją dość daleko i są ukryte w cieniu, tak że ich obecność jest dla uczestnika prawie niezauważalna. Jednak świadomość, że one jednak są i wszystko rejestrują jest deprymująca, ale tylko przed rozpoczęciem nagrania. Potem byłem skupiony tylko na pytaniach i odpowiedziach na nie, i o kamerach całkiem zapomniałem.

– Który z etapów programu był trudniejszy?
– Chyba ten pierwszy etap do momentu wyłonienia finałowej trójki. Wyznaczanie przeciwników i czekanie, czy ktoś mnie wyznaczy, jest stresujące. Teraz dopiero rozumiem, co czują uczniowie, gdy nauczyciel szuka kogoś do odpowiedzi (uśmiech). Awansując do finałowej trójki, wiedziałem już, mówiąc kolokwialnie, że plamy nie dałem i byłem spokojniejszy.

– Jakie wrażenie na panu zrobił prowadzący Tadeusz Sznuk?
– Wspaniałe. Co prawda reżim sanitarny nie pozwolił chociażby na uścisk dłoni, ale widać było, że to bardzo ciepły i sympatyczny człowiek. Starał się jak mógł rozluźnić atmosferę, rzucając jakieś żarciki i uwagi, które potem wycięto, a jednocześnie czuć było pełen profesjonalizm.

– Wygrał Pan wygrał 6 odcinek 119 edycji „Jeden z dziesięciu”… i co dalej?
– Okazało się, że to zwycięstwo zapewniło mi awans do „Wielkiego Finału” gdzie trafia dziesięciu zwycięzców z 20 odcinków, którzy uzyskali największą ilość punktów. Niestety tu szczęście mi nie dopisało i odpadłem w pierwszym etapie. Teraz obowiązuje mnie pięcioletnia karencja i mogę startować jeszcze raz. A przez te pięć lat spróbuję sił w innych teleturniejach. W jakich – na razie nie będę zdradzał.

– Jest Pan nauczyciele w naszym liceum, jak na sukces zareagowała rodzina znajomi, ale tez i pańscy uczniowie?
– Oczywiście gratulacjom od rodziny i znajomych nie było końca. Najbardziej jednak miłe były słowa uznania od dawnych uczniów. Na Facebooku i w SMS-ach odzywali się uczniowie, których uczyłem kilka i kilkanaście lat temu. W sympatycznych słowach wyrażali uznanie i cieszyli się, że mieli ze mną zajęcia. W szkole obecni uczniowie też mieli wielką ochotę porozmawiać na ten temat, ale niestety nie można sobie na to pozwolić. Trzeba maksymalnie wykorzystać obecny czas do zdiagnozowania wyników ubiegłorocznego zdalnego nauczania i ewentualnego uzupełnienia braków. No i nie wiadomo, jak dalej z nauczaniem stacjonarnym będzie.

– Czy to Pana pierwszy sukces w teleturnieju?
– Tak, aczkolwiek zakwalifikowanie się do etapu „kto pierwszy, ten lepszy” w „Milionerach” też uważam za sukces.

– Jakie były inne sukcesy?
– Jeżeli chodzi o sukcesy zawodowe to było ich sporo. Oczywiście największym są osiągnięcia moich uczniów w olimpiadach i konkursach fizycznych. Cieszę się także z dobrych wyników moich uczniów na egzaminach maturalnych. Uczniowie KEN-a regularnie zajmują czołowe miejsca w rankingu liceów Delegatury w Ostrołęce w wynikach egzaminu maturalnego z fizyki. Mam też pewne sukcesy sportowe. Startuję w wyścigach kolarskich MTB i w swojej kategorii wiekowej, wśród amatorów, parę pucharów i dyplomów zdobyłem.

– Czym Pan się interesuje?
– Zawodowo to astronomią, jestem z wykształcenia astronomem. Lubię obserwacje astronomiczne, ale zgodnie z powiedzeniem „szewc bez butów chodzi” obecne stanowczo za mało czasu im poświęcam. Chociaż ostatnio stałem się fanem całkowitego zaćmienia Słońca. Trwa to około 2 minuty ale wrażenia są niesamowite. W konkretnym miejscu na Ziemi zdarza się ono bardzo rzadko, w Polsce będzie dopiero w 2135r., dlatego trzeba jechać w miejsce, gdzie ono jest. Ostatnio byłem na zaćmieniu w USA w 2017 r., w tym roku wybieram się w grudniu na zaćmienie w Argentynie, ale koronawirus chyba pokrzyżuje nam plany. Przy okazji można zwiedzić kawałek świata.

– Jakie jest Pana hobby?
– Jazda na rowerze. W czasie wakacji staram się robić ok 50 km dziennie. Uwielbiam też wędrówki po górach, w ubiegłym roku byłem na Rysach, w tym pogoda zawróciła mnie spod samego szczytu. Nasze Tatry są piękne, można ciągle chodzić po tych samych szlakach. Od paru lat namiętnie jeżdżę na nartach, tydzień ferii zimowych zawsze na to poświęcam. No i oczywiście uprawa działki. Mam szklarnię, w której uprawiam amatorskie odmiany pomidorów. Plon może nie jest obfity, ale smak nieporównywalny z tymi kupionymi w sklepie. No i nie wiem, czy traktować to jako hobby, ale od początku istnienia Giełdy Papierów Wartościowych, to jest od roku 1993, jestem inwestorem giełdowym. Każdego dnia dużo czasu poświęcam na przeglądanie informacji biznesowych z Polski i świata. Z pewną taką nieśmiałością wspomnę również o moim zamiłowaniu do gier komputerowych. Od 12 lat gram w jedną z nich, nie zdradzę w jaką, w każdym razie walczę i buduję (uśmiech)

– Plany na przyszłość i marzenia…?
– Wielkich planów już nie mam, od kilku lat jestem emerytem, ale ponieważ bardzo lubię to, co robię, to będę się starał jak najdłużej uczyć i mieć kontakt z młodzieżą. Marzenia dotyczącego przeżycia stanu nieważkości pewnie nie uda mi się zrealizować, dlatego po cichu liczę, że kiedyś podczas podróży samolotem wpadniemy w niewielkie turbulencje. Oczywiście współpasażerom o tym nic nie mówię, bo nie darowaliby mi takich przeżyć.

Rozmawiał: Szymon Wyrostek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Slider