Chciałbym mieszkać za 10 lat w bezpiecznym Przasnyszu, gdzie każdy z mieszkańców ma poczucie opieki i troski

Arkadusz Chmielik scaled
Z Arkadiuszem Chmielikiem, wiceprzewodniczącym Rady Miasta w Przasnyszu rozmawiamy o podwyżce cen za śmieci oraz Funduszach Norweskich. W rozmowie poruszmy również tematy przyszłorocznego budżetu miasta, wpływu pandemii na jego kształt oraz o roli przewodniczących Zarządów Osiedli w Przasnyszu.

Od stycznia 2021 roku wejdzie w życie obowiązkowa segregacja śmieci, rada dość długo zbierała się z decyzją co do sposobu naliczania i wysokości opłat za śmieci. Jak Pan ocenia wersję ostateczną, której był Pan przeciwny?
– Faktem jest, że od 1 stycznia wejdzie nowy system gospodarowania odpadami. Faktem też jest, że w nowej rzeczywistości mieszkańcy Przasnysza zapłacą za śmieci więcej. Ile więcej, to zależy, czy będą segregowali i zapłacą stawkę podstawową (25 zł za osobę w rodzinie miesięcznie), czy nie będą, albo nie będą mogli segregować i zapłacą stawkę podwyższoną (50 zł za osobę w rodzinie miesięcznie). Mam poważne obawy, czy wszyscy mieszkańcy do nowego systemu są przygotowani. Mam tu na myśli chociażby mieszkańców bloków, którym grozi odpowiedzialność zbiorowa, bo jeden niesegregujący może zaprzepaścić starania innych. I wtedy 4 osobowa rodzina zamiast 92 zł miesięcznie może zapłacić aż 200 zł, co jest ponad 100% podwyżką. Drugą grupą najbardziej narażoną są osoby starsze, dla których prawidłowa segregacja może być niezmiernie ciężka. Oni, choć nie należą do najwięcej zarabiających, mogą najdotkliwiej odczuć skutki podwyżki – rzeczone 100% podwyżki. Ciężko się z tym zgodzić. Tym bardziej, że debata na temat odpadów przez ostatni rok to praktycznie tylko dyskusja o stawkach. O alternatywnych rozwiązaniach dało się słyszeć w jednostkowych przypadkach (ekodomki, lokalna sortownia), ale za zapałem nie poszły konkretne działania. Gdyby takowe były, była strategia na ograniczenie ilości odpadów w mieście, edukacja zakrojona na szeroką skalę, a z przedstawionej kalkulacji, jako ostateczność wynikała stawka 25 zł od osoby, wiedziałbym, że to ostateczność i dałbym temu wyraz przy podejmowaniu uchwały przez Radę Miejską w tym zakresie. Niestety takiego przekonania nie miałem.
Wygodne politycznie było w 2018 roku twierdzenie wszem i wobec, że śmieci są za drogie (dla przypomnienia stawki w 2018 to 9 zł za segregowane i 18 zł za niesegregowane) i jednym z dziesiątek pomysłów obecnego burmistrza było je zmniejszać. Niestety, kampania to jedno, a życie drugie. Łatwo było przed wyborami samorządowymi w 2018 roku głosić wszem i wobec, że śmieci w Przasnyszu są za drogie, ale jak się okazuje od słów do czynów to daleka droga…
Ogromnym problemem numer dwa jest wykluczenie instytucji i przedsiębiorców z miejskiego systemu gospodarowania odpadami. Na 10 takich podmiotów z Przasnysza, z którymi rozmawiam około 5 jest świadomych, że od nowego roku będą musieli zabezpieczyć sobie odbiór odpadów, a drugie 5 jest totalnie zaskoczonych. Na miesiąc przed wejściem w życie uchwały to zbyt duży odsetek nieświadomych zmian. Wielu przedsiębiorców zgłasza mi swoje niezadowolenie z podjętych decyzji i trudno odmówić im racji, szczególnie teraz, kiedy ich działalność podupadła w okresie epidemii.

– Czego zabrakło w czasie prac nad przyjęciem tzw. uchwały śmieciowej?
W czasie prac nad systemem zabrakło konsekwencji, kompleksowego podejścia i komunikacji do mieszkańców. System gospodarki został wdrożony w skali całego kraju ze wszystkimi swoimi wadami. Nawet, jeśli coś nie zależało od miejskich władz, to można było szukać rozwiązań tam, gdzie mogliśmy coś zrobić. A w Przasnyszu temat odpadów podejmowano tylko wtedy, kiedy na obrady trafiały uchwały związane z odpadami. Było wiele propozycji ze strony pana burmistrza, był nawet wyjazd do Nakła nad Notecią, aby zobaczyć, jak działają ekodomki. Tylko co z tego, skoro nie przeprowadzono nawet pilotażu.
Rozwiązaniem w krótkim okresie mogło być ograniczenie ilości śmieci oddawanych na wysypiska, bo im mniej miasto by oddawało, tym mniejsze koszty by płaciło. Mniejsze koszty miasta, to mniejsze podwyżki dla mieszkańców. Proponowałem pół roku temu utworzenie miejskiej kompostowni na odpady zielone i popiół, stworzenie punktów zbiórki małych elektrośmieci. Niestety to były tylko propozycje, które wybrzmiały na lipcowej Sesji Rady Miasta…
Zabrakło także kompleksowego programu edukacyjnego w mieście, konsultacji (ale nie prowadzonych tylko na Facebook’u, gdzie osoby starsze nie zaglądają) zarówno z mieszkańcami, jak i instytucjami i firmami.

– W listopadzie tego roku minęły już dwa lata kadencji burmistrza Łukasza Chrostowskiego i rady miasta, jakby ocenił Pan ten okres?
– Nie chcę wyjść na totalnego krytykanta Burmistrza, bo trzymam kciuki za jego pomysły na Przasnysz, który jest naszym wspólnym miastem. Pochwalić należy za udaną rozbiórkę drewnianego domu na ul. Świerczewo, który straszył tam wiele lat, kontynuuje rozbudowę zapoczątkowanego w poprzednich kadencjach systemu monitoringu miejskiego. Cieszę się także, że akceptację zdobył mój autorski program wymiany pieców „Przasnysz wolny od dymu” i w budżecie co roku są na to zabezpieczone środki. Jako miłośnik transportu kolejowego ostatnio z zadowoleniem czytam doniesienia o staraniach Burmistrza wraz z innymi samorządowcami, aby uruchomić połączenie kolejowe pomiędzy Przasnyszem, a Warszawą.
Nie możemy jednak nie zauważać także różnic pomiędzy tym, co mówił na początku kadencji, a tym, czego nie udało się wdrożyć lub utrzymać. Z tych najważniejszych mieliśmy podwyżkę podatków od nieruchomości, dwie podwyżki opłat za śmieci. Ostatnio zaproponował znaczne zwiększenie miejskiego zadłużenia do 2023 roku, pomimo wyraźnych początkowych deklaracji, że zadłużenie będzie zmniejszał.
Bardzo zawiodłem się także w momencie przyjmowania budżetu na 2020 rok, kiedy przyjmowano go na kilku sesjach Rady Miasta. Zaproponował bardzo małe wydatki na inwestycje kosztem wydatków bieżących, gdzie według mnie i większości radnych proporcja ta była zachwiana.

– Miasto Przasnysz jest w trakcie ubiegania się o spore pieniądze z tzw. Funduszy Norweskich. Przygotowano ponad 600 stronicowy dokument, które ma zapewnić ich pozyskanie. Czy wystarczy on na pozyskanie tych funduszy? Jest to ogromna szansa dla miasta, na co ewentualnie według Pana powinny pójść środki z tego funduszu?
Fundusze Norweskie są doskonałym instrumentem, który może sfinansować potrzeby takich samorządów, jak Przasnysz. Angażują minimalnie nasze środki finansowe, a wartość możliwego dofinansowania to kilkadziesiąt milionów złotych. Obszerny dokument aplikacyjny opracował zespół pracowników Urzędu Miasta w drodze wielu konsultacji (w wielu uczestniczyłem), rozmów, badań, za co członkom tego zespołu należą się ogromne gratulacje i podziękowania. Pochwalić należy także przystąpienie miasta do Związku Miast Polskich, ponieważ w procesie aplikacji wniosku zyskaliśmy duże eksperckie wsparcie.
Dokument, jak dokument, zakładam, ze został przygotowany profesjonalnie, a problemy tam zidentyfikowane i zaplanowane działania znajdą uznanie osób oceniających. Pamiętajmy, że takich samorządów ubiegających się o środki jest dużo, a fundusze są ograniczone. Liczę, że dopisze nam szczęście i wraz z przyznaniem dofinansowania nasz Przasnysz i mieszkańcy wejdą na wyższy poziom rozwoju.
Potrzeby mamy ogromne zarówno w obszarze gospodarki, jak również społeczne. Stworzenie doskonałych warunków dla rozwoju przedsiębiorczości w mieście przełoży się na liczbę miejsc pracy i będzie początkiem procesu wzrostu. To efekt domina, bo za tym pójdą większe wpływy z podatków, wzrost liczby mieszkańców, nowe szkoły, osiedla, drogi, nowe inwestycje.
Potrzeb w wymiarze społecznym także jest dużo, bo jako mieszkańcy borykamy się z wieloma problemami. Dzięki funduszom norweskim będziemy mogli żyć bezpieczniej, być bardziej dumni, że mieszkamy w Przasnyszu, możemy zatrzymać spadek liczby mieszkańców. Stworzenie atrakcyjnych warunków życia w naszym mieście, to klucz do sukcesu.

– Jest Pan radnym Rady Miasta Przasnysz już trzecią kadencję, jak w tym czasie zmieniało się miasto?
– Pamiętam, jak jeszcze ucząc się w liceum w Przasnyszu rozmawiałem często ze znajomymi na temat problemów, które mnie w mieście denerwują. Przemierzając na licznych spacerach miejskie uliczki narzekałem, jak zapewne większość naszego społeczeństwa. Z drugiej strony odwiedzając wiele różnych miejsc na świecie inspirowałem się i miałem wyobrażenie, jak może wyglądać nowoczesne i przyjazne mieszkańcom miasto. Przyszedł w końcu moment, kiedy uświadomiłem sobie, że mogę wpłynąć na otaczającą mnie rzeczywistość i w 2010 roku zostałem radnym. Co się od tamtego czasu zmieniło? Wiele nowych dróg o strategicznym dla miasta znaczeniu – ulice Kolejowa, Jana Pawła II, Wojska Polskiego, Rolnicza. Dużo nowych uliczek lokalnych na istniejących i nowych osiedlach, które odpowiadały potrzebom mieszkańców, a także remont tych istniejących, ale w złej kondycji w całym mieście. Dla przykładu proszę popatrzeć na osiedle Orlika – Sosnowa, Lipowa, Skłodowskie-Curie i inne mniejsze – jest znacznie lepiej i wygodniej, niż 10 lat temu. Myślę, że z tego można być bardzo dumnym, ocena oczywiście należy do mieszkańców.
Musimy także pamiętać o rynku w Przasnyszu i nowym ratuszu. Stary rynek był na swój sposób uroczy z racji wspomnień z okresu dzieciństwa, ale powiedzmy sobie szczerze, ówczesna zieleń miejska służyła do spożywania alkoholu, załatwiania potrzeb. Strach tam było posiedzieć na ławce. Rewitalizacja rynku pod czujnym okiem konserwatora pozwoliła odtworzyć jego funkcję i wygląd, jak dawniej. To jest centralny punkt miasta, licznie odwiedzany przez mieszkańców, jest fontanna. Brakuje mi jedynie więcej lokalnego folkloru i wydarzeń kulturalnych.
W okresie ostatniego dziesięciolecia uzyskaliśmy także dwie nowoczesne hale sportowe przy szkołach podstawowych nr 1 i 3, boiska ze sztuczną nawierzchnią i oświetleniem na stadionie miejskim, nowoczesną targowicę, budynek kina zyskał nowy wygląd, wypiękniał park przy tamie, mamy kilka placów zabaw. Było sporo inwestycji i dużo pozyskanych środków na to.

– Na jednej z sesji rady miasta Przasnysz, wspomniał Pan o przewodniczących Zarządów Osiedli, a dokładnie o braku ich obecności na sesji. Jak ocenia pan ich zaangażowanie – jako organu pomocniczego przy radzie miasta – np. m.in. w sprawie uchwały śmieciowej?
– Jeśli miałbym przyjąć rolę nauczyciela, to ocena absolutnie niedostateczna. W okresie dwóch poprzednich kadencji nie do pomyślenia było, żeby na Sesji Rady Miejskiej nie było żadnego przewodniczącego osiedla. Od dwóch lat natomiast ze smutkiem obserwuję z perspektywy wiceprzewodniczącego rady róg sali po prawej stronie. Nie przychodzi nikt, stół stoi pusty, jedynie kartka informacyjna „Przewodniczący osiedli” przypomina, że taka funkcja istnieje. A jest to bardzo ważny organ pośredniczący pomiędzy społeczeństwem danego osiedla, a władzami miasta. W sprawach tak kluczowych dla mieszkańców, jak podatki od nieruchomości, odpady, inwestycje nie słychać w ogóle ich głosu. W kwestii odpadów nie było żadnych, podkreślam żadnych działań przewodniczących rad osiedli. Zastanawiam się, co może być przyczyną i należy się cofnąć do momentu wyborów. W większości na przewodniczących rad osiedli zostały wybrane osoby związane ze stowarzyszeniem Burmistrza. Ja mam swoją teorię, ale opinię zostawiam mieszkańcom.

– Mamy początek grudnia, już niedługo odbędzie się głosowanie nad przyszłorocznym budżetem miasta, czy przy jego uchwalaniu może dojść do sytuacji podobnej z końca roku 2019?
– Przeanalizowałem propozycje budżetu na 2021 rok i wygląda on zupełnie inaczej, niż pierwotny projekt na 2020. Zakładam zatem, że wyciągnięto wnioski, wszak nie jest w interesie miasta i Burmistrza uchwalać go w stylu, jak przed rokiem. Na wydatki majątkowe przeznaczono dwa razy więcej pieniędzy, niż rok temu, planowane są nowe inwestycje, nowe drogi. I takie ambitne podejście lubię. Jedyne czego mi brakuje, to boiska wielofunkcyjne przy szkołach podstawowych nr 1 i 3 w Przasnyszu. Na jedno pieniądze były przeznaczone już w 2020, ale w propozycji na 2021 zniknęły. Nie ma ani boiska, ani zabezpieczonych pieniędzy. Trzymam Burmistrza za słowo, że boiska powstaną oraz liczę, że wydarzy się to w przyszłym roku.

– Jaki wpływ na przyszłoroczny budżet może mieć trwająca od marca epidemia koronawirusa?
– To się okaże, jak rozwinie się epidemia i jak się przełoży to na dochody miasta. Jeśli mieszkańcy utrzymają swoje miejsca pracy i dochody, to możemy z tego wyjść obronną ręką. Oczywiście należy na bieżąco oceniać sytuację, próbować reagować, wspierać przasnyskie firmy, które dają pracę. Trzeba szukać dofinansowań tam, gdzie to możliwe , aby zabezpieczyć realizację inwestycji. Pomimo skali problemu, świadomości ryzyka jestem dobrej myśli. Oczywiście należy także odpowiedzialnie kontrolować wydatki i nie marnotrawić dziesiątek tysięcy na działania, które nikomu nie są potrzebne. Jak na przykład sfinansowane ze środków na przeciwdziałanie epidemii czyszczenia płyty rynku w okresie jesiennym, przed zimą, przed sezonem sypania piachu na ulicach. Dla mnie to pieniądze dosłownie wyrzucone w błoto.

– Jak z Pańskiej perspektywy wygląda współpraca Miasta Przasnysz z Powiatem Przasnyskim?
– Cóż. Wielu z nas wraz ze zmianą władz w powiecie i mieście liczyło na nowe otwarcie w relacjach, na dużo lepszą współpracę. Choć widoczne są tego pewne symptomy, to do idealnej współpracy wiele brakuje. Niby doszło do zmian, a sytuacja zdaje się nam znana z poprzednich lat, tylko role się zamieniły. Może warto niektórym porzucić stare naleciałości, przestać słuchać złych doradców i zacząć rozmawiać? Co jakiś czas, szczególnie w mediach społecznościowych wybucha lokalna „wojenka” oparta na starych uprzedzeniach. Zastanawiam się na co i komu jest to potrzebne. Oprócz zbicia politycznego kapitału przynosi to wiele krzywdy samorządom i ich mieszkańcom. Czasami mam ochotę wcisnąć przycisk „reset”, krzyknąć „stop” i uprzejmie poprosić ich aby zajęli się tym, czego miasto Przasnysz i powiat najbardziej potrzebuje. Współpracą można wiele zyskać i czas, aby niektórzy pogodzili się z wyborczą porażką przed dwoma laty.

– Co by Pan zrobił aby zatrzymać młodych ludzi w Przasnyszu?
– Migracje wewnętrzne są zjawiskiem naturalnym i nigdy nie spowodujemy, że nikt z Przasnysza się wyprowadzał nie będzie. To należy powiedzieć sobie jasno. Można natomiast stworzyć warunki, aby część młodych pozostała. Nie wszyscy pragną mieszkać w wielkim mieście, dojeżdżać do pracy każdego dnia ponad godzinę. Są tacy, dla których ogromnym walorem będzie mieszkanie w mieście takim, jak Przasnysz i tu należy upatrywać szansy. Jednak, aby tak się stało młodzi ludzie muszą mieć pracę, w której będą się realizować, mieć tu wygodne życie, dostęp do podstawowych rozrywek i możliwość szybkiej komunikacji z większymi ośrodkami. Co zatem jest potrzebne? Należy stworzyć jak najlepsze warunki dla przedsiębiorców, przyciągać inwestorów, którzy stworzą miejsca pracy. Jak już mówiłem, miejsca pracy, to większe wpływy z podatków w mieście i większe możliwości nowych inwestycji. To system, który zadziała automatycznie, bez ingerencji władz. Po wtóre należy w mieście stworzyć taką infrastrukturę, która zapewni zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych (parki, drogi, wygodne osiedla, basen, obiekty kultury). Po trzecie dobra komunikacja z większymi miastami, w tym także i przede wszystkim z Warszawą, aby w razie potrzeby można było szybko i sprawnie przemieścić się na zakupy, w celach rozrywkowych bądź wypoczynkowych. Po czwarte istotne jest stworzenie takiego systemu edukacji, który będzie odpowiadał na potrzeby lokalnych firm.

– Jak widzi Pan Przasnysz za 10 lat?
Chciałbym, aby Przasnysz w okresie następnych 10 lat zmienił się w co najmniej takim stopniu, jak od 2010 do dzisiaj. Mamy szansę bez precedensu w przeszłości w postaci funduszy norweskich, będzie kolejna perspektywa funduszy unijnych i musimy z tego korzystać. Myślę, że jesteśmy tu zgodni i z Burmistrzem, pozostałymi radnymi oraz władzami powiatu. Chciałbym mieszkać za 10 lat w bezpiecznym Przasnyszu gdzie każdy z mieszkańców ma poczucie opieki i troski. Wierzę, że liczba mieszkańców się zwiększy i wszyscy będą mogli pozwolić sobie na pracę, która zaspokoi ich potrzeby. Liczę na realną szansę na kolej w Przasnyszu, na basen, gdzie damy dzieciom i młodzieży sprawiedliwe warunki nauki pływania, nowoczesne miasto oparte o innowacyjne i ekologiczne rozwiązania, świetnie skomunikowane ze stolicą i mazurami. Idealne byłoby stworzenie z innymi gminami okolicznymi systemu ścieżek rowerowych w celu korzystania ze wspaniałych walorów przyrodniczych, które posiadamy w niedalekim sąsiedztwie.

– Czego życzyłby Pan mieszkańcom Przasnysza i sobie w powoli kończącym 2020 roku?
– Życzyłbym wszystkim, aby 2020 rok zakończył się jak najszybciej wraz z tym wszystkim złym, co ze sobą przyniósł. Zacznijmy nowy rok pełni nadziei, bądźmy dla siebie ludźmi, szanujmy nawzajem swoje poglądy, odmienne zdanie, rozmawiajmy i troszczmy o najsłabszych. Starajmy się skupiać na tym, co nas łączy, a nie na tym, co nas dzieli. Tylko razem, jako społeczeństwo możemy przetrwać obecne zawirowania. Życzę zdrowia, a o całą resztę możemy sami lepiej lub gorzej zadbać.

Rozmawiał: Szymon Wyrostek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *