Nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Polityka Prywatności    ROZUMIEM

Reklama

Slider
Slider

Krótka historia jednego zdjęcia: Niepamięć

Malowniczy Przasnysz – krótka historia jednego zdjęcia, to tytuł cyklu opowieści o wybranych fotografiach przedstawiających Przasnysz i okolice, które wykonałem na przestrzeni minionych niespełna 40 lat.

Tytuł dzisiejszej, drugiej to Niepamięć, a dotyczy zdjęcia wykonanego w 1984 roku, jeśli się nie mylę. Jest to fotografia analogowa przedstawiająca cmentarz ewangelicki w Przasnyszu. Widać tu ścieżkę biegnącą środkiem, na bokach wysokie drzewa, pozostałości nagrobków, niewidoczne. W głębi przechodząca postać człowieka. Osoby starsze pamiętają ten cmentarz sprzed 40 lat, posępny, niepamiętany. Dla zgrai dzieciaków z Sienkiewicza był to wtedy plac zabaw. Od strony rzeki na skraju pozostał fragment muru z czerwonej cegły, gdzie wojny karabinami z patyków nie miały końca. Podczas rozejmów bitewnych, siedzieliśmy na szczycie ceglanej skarpy, patrząc na łąkę po drugiej stronie rzeki, paliliśmy papierosy. Dzięki smacznemu dymowi czuliśmy się bardzo dorośli. Nie zastanawialiśmy się zbytnio, jak to dzieci, gdzie jesteśmy, co to za miejsce. Nie znaliśmy jego prawdziwej historii. Dla wojaków z podwórka, było to po prostu pole bitwy. Lecz jednak, front nie sięgał w głąb cmentarza, podskórnie czuliśmy respekt i karne wychowanie nie pozwalało. Tak zapamiętałem to miejsce sprzed lat. Minęło trochę czasu, patyk zamieniłem na Smienę 8M, wymarzony aparat fotograficzny, nie prawdziwy karabin, na szczęście nie było trzeba. Podczas przerw w szkole, kiedy odwiedzałem Przasnysz, razem z kolegami śp. Sławkiem, śp. Tomkiem i Wojtkiem jako nastolatkowie, wracaliśmy w miejsca niedawnych dziecięcych zabaw. Oczywiście popalając jeszcze w ukryciu. Podczas jednego ze spacerów stojąc przy murze, dziecięcej fortyfikacji wojennej, patrzę w perspektywę cmentarza, nie zmienił się zbytnio. Jednak skupił moją uwagę. W dłoni aparat, intuicja. Nie wiedziałem, że za chwilę w głębi widoku, którego nie miałem zamiaru fotografować, pojawi się człowiek. Ale kiedy się zjawił, ledwo zdążyłem pospiesznie wcisnąć spust migawki, nim zniknął. Nagle całość nabrała znaczenia. Tylko jeden element zdecydował. Przeszły mnie ciarki. Uchwyciłem coś wyjątkowego, jestem o tym przekonany do dziś. Nie zaplanowałem tego zdjęcia, nie jest ono wymyślone, zaaranżowane. Powstało przypadkiem. O całości zdarzenia zadecydował los. To moje najlepsze jak do tej pory zdjęcie. Tak uważam. Mimo, że na przestrzeni kolejnych lat wykonałem masę ciekawych, wyszukanych, poprawnych technicznie itd. Ile miałem szczęścia fotografując ten obraz. Z biegiem lat, dzięki niemu inaczej rozumiem znaczenie słowa przypadek. No, ale ta teoria, na inną opowieść. Wracając do kompozycji, to nic nie można tu zmienić, jest kompletna, jak równanie matematyczne. Negatyw ma już trochę lat i z tego powodu może wynikać złe wrażenie, ale moim zdaniem jedynie wzmacnia przekaz. Jest to zdjęcie, o których myślę, że to ono znalazło mnie, nie odwrotnie. Nauczyło, że w podobny sposób można szukać motywu, czekać aż kadr wypełni się, nabierze znaczenia. To trudne, ale kiedy się zdarzy …
Opisaną tu fotografię można było niedawno zobaczyć w Muzeum Historycznym w Przasnyszu, podczas wystawy zatytułowanej Inklinacje – wernisaż jednej pracy, będącą ósmą z rzędu, cykliczną, zbiorową wystawą artystów związanych z Liceum Plastycznym w Nowym Wiśniczu, którego ja również jestem absolwentem. Obecnie wystawa dostępna jest w Krakowie, a w ciągu jej trwania odwiedziła 14 placówek muzealnych i kulturalnych w Polsce. Można też to i inne moje zdjęcia zobaczyć na stronie Przasnyski album starych fotografii – ciekawostki, tajemnice, lub Malowniczy Przasnysz na Facebook. Zapraszam Robert Olszak.

Robert Olszak, fot. Robert Olszak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Slider