Tajemnice i ciekawostki – Przasnysz 18 styczeń 1945 rok

Fot
Nasze miasto, jak reszta Północnego Mazowsza było dla Niemców  w tamtym czasie ważnym punktem oporu przed zbliżającą się Armia Czerwoną. Powód był oczywisty – stąd już krok do byłych Prus niemieckich a więc do granic III Rzeszy. Już od sierpnia 1944 roku Niemcy zaganiali mieszkańców tych terenów do budowy umocnień i kopania rowów przeciwczołgowych. Data wyzwolenia Przasnysza w ostatnich latach uległa małej korekcie.
Wcześniej mówiło się o 17 stycznia, obecnie za datę wkroczenia Sowietów do Przasnysza przyjmuje się 18 stycznia 1945 roku. Skąd ta rozbieżność?  Ano po kolei. Ofensywa Armii Czerwonej na Mazowszu rozpoczęła się 14 stycznia 1945, Niemcy mieli pół roku na budowę umocnień i wykorzystali ten czas dobrze. Szczególnie umocnienia budowali na brzegach mazowieckich rzek: Wisły, Wkry, Drwęcy, Pisy czy Orzyca. Mazowsze zaatakowali żołnierze 1 i 2 Frontów Białoruskich. Na północ Mazowsza wkroczyli czerwonoarmiści z 2 Frontu Białoruskiego. 17 stycznia wyzwolili już Pułtusk, Maków, Ciechanów i… byli już wieczorem w Przasnyszu. Walki trwały całą noc. W mieście byli jeszcze Niemcy, którzy ewakuowali szpital (w dzisiejszym Liceum) i przygotowywali niektóre obiekty do wysadzenia. Żołnierze, którzy pierwsi wkroczyli do naszego miasta to „sztrafnicy”. O takich jednostkach się nie mówiło a tym bardziej nie wspominano w oficjalnych komunikatach. Sztrafnik – to określenie żołnierza wcielonego do oddziału karnego (ros. sztraf  – kara). Od zawsze, na całym świecie we wszystkich armiach były jednostki karne. W Armii Czerwonej takie jednostki były już podczas wojny polsko – bolszewickiej w 1920 roku. Były już od początku wojny radziecko – niemieckiej w 1941 roku ale dopiero od 1942 roku stały się naprawdę karne. Po sukcesie rosyjskim pod Moskwą Niemcy znowu zaczęli wygrywać w tej wojnie i wówczas Stalin wydał słynny rozkaz nr 227 z 28 lipca 1942 roku: „Ni szagu nazad”. Co znaczyło – ani kroku w tył. W karnych batalionach i kompaniach służyli różni ludzie: ten co pochwalił nieopacznie niemiecki karabin maszynowy, ten co rozumiał po niemiecku i przekazywał kolegom co Niemcy mówią, ten co się zawahał wychodząc do ataku. Ale byli wśród nich i zwykli przestępcy, obiboki, dezerterzy a nawet byli „własowcy” którym dano szansę.  Wyposażeni tylko w zwykłe karabiny, nie dostawali nawet broni maszynowej.  Kiepsko karmieni i ubierani, wszystko musieli zdobyć na wrogu. Dlatego w ich umundurowaniu i wyposażeniu była broń, ekwipunek, buty, a nawet części umundurowania niemieckiego. Ich spryt i odwaga przynosiły efekty, szybko dozbrajali się dobrze na Niemcach, na wrogu i w polu nauczyli się zdobywać żywność i wszystko co było potrzebne do walki i przeżycia. W nocy z 17 na 18 stycznia wielu z nich straciło życie w Przasnyszu. Ich ataki nie były zwykle poprzedzane zmasowanymi nalotami czy ostrzałem artyleryjskim. Szli w ciemno, sami musieli zbadać przedpole, „zdobyć języka”, musieli używać forteli i sztuczek wojennych aby pokonać wroga i iść naprzód. Wiedzieli, że cofnąć się nie mogą, z tyłu czekały na nich karabiny NKWD.  Dopiero nad ranem 18 stycznia wjechały do Przasnysza pierwsze czołgi z czerwonymi gwiazdami i cała masa żołnierzy w białych, maskujących uniformach wlała się do miasta. Sztrafnicy, którzy przeżyli byli już pod Gruduskiem i pierwsi wkroczyli do Mławy, którą oficjalnie wyzwolono 19 stycznia tak jak Szreńsk czy Działdowo. W naszym mieście zostało kilka trupów sowieckich w kiepskich płaszczach  bez broni. Już 18 stycznia siedmiu takich żołnierzy pochowano w płytkim dole (zmarznięta ziemia) na rynku, tu gdzie dzisiaj stoi zegar. Zamiar był pewnie taki, że w tym miejscu postawi się pomnik „wyzwolicielom” jak to praktykowano w innych miastach Polski. Gdy po pół roku okazało się, że tam pochowano Sztrafników, kazano ich ciała przenieść na duży cmentarz żołnierzy radzieckich do Makowa Mazowieckiego i tak też zrobiono. Pierwszy raz słowo „sztrafnik” usłyszałem w latach 90- tych XX w w jednej z pod przasnyskich wsi. Chcąc zrobić zdjęcie studni typu „żuraw”, rzadkiej takiej studni u nas, wszedłem na podwórko i zagadałem gospodarza. Starszy pan był bardzo rozmowny i zaczęliśmy gatki o latach minionych. Dużo usłyszałem od niego na temat tego co się tu działo podczas ostatniej wojny. W pewnym momencie mówił mi o tym , że Niemcy przez całą okupację upominali się o kury, gęsi, jaja aby wysłać rodzinie w rajchu. Często chcieli też bimbru, wiedzieli, że każdy ma bo to był jedyny, pewny środek płatniczy za wszystko w owym czasie. Ale podczas ucieczki to głównie chcieli tylko gorzały i z zawziętością jej szukali, chyba ze strachu przed ruskimi – mówił dziadek. A pierwsi ruski, którzy przyszli też chcieli tylko gorzały. Taki jeden przytargał ze sobą wielki zegar – o ten – pokazał starszy pan – i chciał za niego wodku. (zegar był bardzo ładny, nadal chodził i wydzwaniał godziny, pewnie wojak „znalazł” go w Krasnem lub okolicy)  żołdak powiedział , że maleńkaja ta flaszka i słabaja ale zegar zostawił. Podobno dużo opowiadał ten Rosjanin a w pewnym momencie powiedział: „ja sztrafnik, nie żałej wodku”. Dziadek powiedział mi, że zapamiętał to nazwisko a ja po czasie dowiedziałem się, że to nie nazwisko. W II wojnie światowej Sowieci wykorzystali do walki przeciw Niemcom karne bataliony i kompanie. W batalionach służyli oficerowie jako szeregowcy, było ich od 800 do 1000 żołnierzy w każdym a w kompaniach służyli podoficerowie (jako szeregowcy) i szeregowcy i było ich w kompanii od 150 do 200 żołnierzy. Wszystkich karnych jednostek i oddziałów było w Armii Czerwonej 1093 i służyło w nich 427 910 żołnierzy.
IP, Jan Chmielewski

Zapisz się na darmową prenumeratę Kuriera Przasnyskiego!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *