Iść cały czas do przodu, z każdym kolejnym dniem stawać się lepszą wersją siebie
Z Małgorzatą Kaszuba utalentowaną przasnyszanką rozmawiamy o jej przygodzie z muzyką i śpiewaniem. Nasza rozmówczyni opowiada również o swoich występach z zespołem „Przasnyskich Orelowców”, a także o swoich sukcesach i… marzeniach.
– Swoim występem na XII Przeglądzie Piosenki Żołnierskiej Patriotycznej zachwyciła Pani mławską publiczność, a gdzie usłyszeć Pani wspaniały głos mogą przasnyszanie?
– W pierwszej kolejności dziękuję za piękne słowa. Szczerze mówiąc, to zaskoczył mnie Pan propozycją wywiadu, jest mi bardzo miło. Zawsze gdy śpiewam moim celem jest wywołać pozytywne emocje u odbiorców i cieszę się, że i tym razem mi się udało. A co do Pańskiego pytania, to staram się wspierać każdą inicjatywę na terenie powiatu przasnyskiego. Ostatni mój występ miał miejsce na charytatywnym koncercie na terenie Domu Pomocy Społecznej w Przasnyszu pod koniec czerwca, gdzie zbieraliśmy fundusze na pomoc potrzebującym. Co do najbliższych planów sytuacja jest dynamiczna, ale nie chciałabym zdradzać zbyt wielu szczegółów, póki wszystko nie będzie w 100 procent pewne. Najprościej jest śledzić moje media społecznościowe, tam zawsze pojawiają się bieżące informacje o moich występach. Niestety obecna sytuacja pokrzyżowała plany nas wszystkich, również dotknęła nas, solistów. Wiele imprez, festiwali i wydarzeń po prostu nie doszło do skutku, co mam nadzieję wkrótce się zmieni.
– Od jak dawna Pani śpiewa?
– Hmm, w zasadzie od kiedy pamiętam. Jako kilkuletnia dziewczynka zaczynałam w scholii w rodzinnej parafii. Później śpiewałam na różnych uroczystościach szkolnych i ta pasja przetrwała ze mną do dziś, za co dziękuje przede wszystkim mojej mamie, która zawsze mnie w tym wspierała.
– Z pewnością ma Pani wiele sukcesów, czy może Pani o nich trochę opowiedzieć?
– W zasadzie każdy występ traktuje jako swój mały sukces, a było już tego trochę. Pamiętam pierwszą nagrodę, którą do dziś mam na honorowym miejscu. Jest to statuetka, którą otrzymałam jako kilkulatka biorąc udział w przeglądzie kolęd i pastorałek w swojej parafii. Zawsze wspominam to z sentymentem. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jest to początek mojej przygody z muzyką. Później były występy na konkursach szkolnych oraz w trakcie trwania studiów. Miałam przyjemność wystąpić na głównej scenie podczas olsztyńskiej Kortowiady śpiewając m.in. z Norbim i Mrozem. Wygrałam też jeden z konkursów Łowiska Talentów organizowany przez Radio Olsztyn. Fajnym uczuciem było słyszeć swoje wykonania w radio. Eh, miłe wspomnienia. Tak samo cenne było wyróżnienie mnie nagrodą za „Najpiękniejszy głos festiwalu” spośród kilkudziesięciu wykonawców podczas 10. jubileuszowego Military Festivalu w Ustroniu . Było to dla mnie ogromne wyróżnienie i wielkie emocje. Mogłabym jeszcze Panu troszkę poopowiadać, ale nie chcę zanudzać.
– Który z nich jest dla Pani najcenniejszy?
– Hmm… Każdy z nich jest dla mnie cenny, a najcenniejsza jest dla mnie pozytywna reakcja publiczności . Ale gdy patrzę na swoje dyplomy czy nagrody wracają do mnie piękne wspomnienia, dotyczące zarówno spotkanych ludzi jak i miejsc, w których występowałam. I tak naprawdę to o wspomnienia chodzi. Każdy festiwal czy konkurs to dla mnie pamiątka, która zostaje gdzieś w sercu. Włożona ciężka praca, poświęcenie i wiele wyrzeczeń idą w niepamięć i są zastępowane po prostu szczerym uśmiechem i radością.
– Czy rzeczywiście, każdy śpiewać może, czy do śpiewania wystarczy tylko talent, czy tez trzeba pracować na sobą i swoimi umiejętnościami?
– Pozwoli Pan, że zaśpiewam kawałeczek ulubionej piosenki mojej cioci: „Śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej”. Ciociu pozdrawiam gorąco (uśmiech). Uważam, że każdy, kto czuje się spełniony śpiewając, co więcej sprawia mu to przyjemność tak jak mi – powinien to robić. Do osiągnięcia sukcesu potrzebny jest talent i ciężka, nieustanna praca. Nie jest to takie proste. Wystąpienie przed mniejszą czy większą publiką wiąże się z ogromną presją i stresem, z czego nie każdy zdaje sobie sprawę. Mnie również to dotyka, jednak jest to stres motywujący, który zawsze pojawia się przed wejściem na scenę. Gdy już wybrzmią pierwsze dźwięki i pojawiają się uśmiechy, wszystko nagle odchodzi i czuję się wolna. Nigdy nie staram się myśleć o tym, przed kim śpiewam, a ostatnimi czasy zdarzało się mi występować przed legendarnymi muzykami polskiej estrady. Mam na myśli chociażby Mieczysława Jureckiego, gitarzystę „Budki Suflera”, czy też Wandę Kwietniewską z zespołu „Wanda i Banda”.
– Związana jest Pani z Zespołem Przasnyskich Orelowców, jak wygląda Pani współpraca z naszymi śpiewającymi żołnierzami?
– Może zacznę od początku. Przygodę z „wojskowymi” rozpoczęłam na jesieni 2018 r. Pamiętam, że Marek zadzwonił i zaproponował mi współpracę. Początkowo miałam obawy, czy uda mi się pogodzić moje liczne obowiązki, ale po namowach i przemyśleniach postanowiłam spróbować i choć nie jest łatwo, to daję radę… Pierwszy nasz wspólny występ to Festiwal Piosenki Patriotycznej i Religijnej w Hrubieszowie, który jest bezpośrednim kontynuatorem tradycji Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu. Zadanie było o tyle trudne, że do koncertu zostało nam niespełna dwa miesiące. Chyba był to owocny czas, skoro grono jury uhonorowało nas I miejscem w kategorii „Zespół”. W krótkim czasie zdobyliśmy najważniejszą nagrodę Grand Prix w Ustroniu, a następnie Grand Prix w Hrubieszowie. Z racji zdobytych nagród przygotowujemy recitale. Za nami ten w Ustroniu. A przed nami w Hrubieszowie. W międzyczasie wystąpimy też na festiwalu w Kazimierzu. Chcielibyśmy więcej, ale niestety musimy wybierać z uwagi na ograniczony czas i obowiązki zawodowe. Na obecną chwilę z Andrzejem, Krzysztofem, Piotrkiem, Czarkiem i Markiem opracowujemy materiał na kolejne występy oraz „coś swojego”. Kiedyś na pewno przyjdzie moment, w którym się tym z Państwem podzielimy. Więcej szczegółów niestety zdradzić nie mogę, bo pewnie „mundurowi” by mi tego nie wybaczyli. Pozdrawiam Panowie!
– Czy ma Pani jakiś ulubiony rodzaj muzyki? Czy posiada Pani wokalnego idola bądź ulubionego piosenkarza, piosenkarkę, na której się Pani wzoruje?
– Jestem otwarta na każdy gatunek. Nie lubię zamykać się w jakichś ramach. Są dni w których lubię posłuchać Guns N’Roses, a czasem włączam Andrea Bocelliego. Słucham różnych wykonawców i różnej muzyki, jednak staram się mieć swój własny styl.
– Pani ulubionym utworem muzycznym jest…?
– Mam ich wiele, a mamy za mało czasu by je wszystkie wymienić. Ostatnio słucham 4 Non Blondes „What’s up”.
– Który utwór lubi Pani śpiewać najbardziej?
– Lubię wykonywać utwory, które wpływają w jakiś sposób na odbiorcę. Lubię wywoływać emocję, wczuć się w piosenkę, by osoba, która mnie słucha poczuła to, co chce przekazać śpiewając. W tej chwili przychodzi mi do głowy Christina Perri i jej „A Thousand Years”, której można posłuchać na moim facebookowym profilu. Co nie zmienia faktu, że ku uciesze męża, wspaniale czuję się w mocniejszych brzmieniach jak np. „Niezłomni” Kasi Kowalskiej.
– Koncerty z Orelowcami, konkursy i inne wyjazdy związane ze śpiewaniem zajmują Pani sporo czasu, jak godzi to Pani z pracą zawodową i życiem prywatnym?
– Bywa różnie. Kosztuje mnie to wiele wyrzeczeń i nieprzespanych nocy, ale patrząc z perspektywy czasu, uważam, że warto. Jeśli w coś wchodzę, to nie uznaję półśrodków, zawsze na 1000 procent. Z reguły jak zaczyna się „sezon” ciężko jest u mnie z wolnym dniem czy popołudniem, gdyż każdą chwile poświęcam na śpiew i realizowanie swojej pasji. Aktualnie prowadzę kilka projektów- solowych i zespołowych, więc wymaga to ode nie lada gimnastyki, ale nie mogę sobie pozwolić, by wyjść na scenę nieprzygotowaną. Na co dzień mieszkam w Olsztynie, gdzie żyję i pracuję. Odległość nie jest problemem, gdyż uwielbiam jeździć samochodem i gdyby nie muzyka zostałabym rajdowym kierowcą (uśmiech). No i oczywiście wyrozumiałość rodziny oraz jej wsparcie daje mi potężnego energetycznego kopa. Zawsze mogę na nich liczyć w tych dobrych i złych momentach.
– Czy nie myślała Pani nigdy o karierze piosenkarki i wejściu w świat show-biznesu?
– Nigdy tak na poważnie się nad tym nie zastanawiałam. Gdyby teraz ktoś złożył mi taką propozycję, hmm… Ciężka decyzja, miałam bym twardy orzech do zgryzienia. Kocham to co robię, uwielbiam muzykę, bo przez to się spełniam i daję upust swoim emocjom. Tak na prawdę, to nie wiem czy show biznes nie zabiłby we mnie tej radości i pozwoli Pan, że na tym poprzestanę.
– Jak spędza Pani wolny czas, Jakie jest Pani hobby?
– Tak jak już mówiłam swój wolny czas spędzam głównie na próbach i nauce tekstów. Ale oczywiście znajduje też czas dla rodziny, spacery z psem i moje ulubione przejażdżki rowerowe. Lubię kręcić się w kuchni i upichcić coś dobrego.
– Marzenie Małgorzaty Kaszuby to….
– Iść cały czas do przodu, z każdym kolejnym dniem stawać się lepszą wersją siebie.
– Dziękuję za rozmowę
– Dziękuje bardzo, pozdrawiam całą moją rodzinkę i wszystkich Czytelników „Kuriera”.
Rozmawiał: Szymon Wyrostek





