Głupi błąd prawie zrujnował mi życie…

głupi błąd zrujnował na
Nigdy nie lubiłem wódki – jej zapachu i smaku, piwo piłem od wielkiego dzwonu… jednak … jeden głupi błąd prawie zrujnował mi życie… – rozpoczyna swoją opowieść pan Jerzy. Mężczyzna w 2012 roku stracił prawo jazdy za jazdę pod wpływem alkoholu. To zmieniło jego życie. Od tego momentu zaczął tracić wszystko: pracę, przyjaciół, pieniądze, a przede wszystkim szacunek do samego siebie.

– Nigdy nie uwierzę, że nie można się zmienić – mówi nasz czytelnik. – Trzeba tylko chcieć wprowadzić zmiany w swoim życiu. Wiem, że bardzo łatwo spaść z wypracowanej sobie pozycji. Jednak powrót na szczyt jest o wiele trudniejszy, bo zła opinia przyczepia się do człowieka niczym rzep do psiego ogona.

Pan Jerzy zaraz po szkole średniej podjął pracę. Studiował zaocznie. Awansował w pracy. Był znany i lubiany przez społeczność. Jak sam podkreśla, praktycznie nigdy nie pił alkoholu.
– Największe swoje dotychczasowe załamanie przeżyłem po rozstaniu po 6-letnim związku z kobietą. Z dnia na dzień straciłem najbliższą osobę, z którą widywałem się codziennie – wspomina nasz rozmówca.

Rozpad związku rozpoczął lawinę katastrof w życiu mężczyzny. Nieudane związki oparte na fizyczności, złe inwestycje finansowe, aż wreszcie różnego rodzaju zadłużenia.
– Dokładając do tego picie alkoholu powstała mieszanka wybuchowa – mówi pan Jerzy. – Piłem coraz więcej. Najpierw było piwo, dużo piwa. Później sięgałem po mocniejsze alkohole. Było mi lżej, byłem odważniejszy i bardziej pewny siebie – dopowiada. – Było mi źle to piłem, miałem kłopot, problem piłem, byłem zły też piłem. Powód zawsze się znalazł.

Mimo, złych dni i pica alkoholu nasz rozmówca, jak sam mówi miewał chwilowe przebłyski. Były to małe m.in. sukcesy w pracy oraz dziedzinie działalności społecznej.
– Kiedy już troszeczkę wypływałem na wierzch i wydawało mi się, że to co złe zostawię za sobą, to znów pojawiał się alkohol, morze alkoholu – mówi. Tylko dzięki rodzicom i nielicznym osobom trwałem balansując na granicy nałogowego picia. Moje życie było jak sen, czasami czułem się jak osoba idące we mgle, bardzo gęstej mgle. Czułem, że gdziekolwiek bym poszedł czy skręcił to uderzałem głową w twardą skałę, a brutalna rzeczywistość przytłaczała mnie do dna – dopowiada.

Po kilku latach w matni do problemu alkoholowego pojawiły się kłopoty finansowe. Nasz czytelnik wpadł w długi, popełniał liczne błędy. Stracił m.in. prawo jazdy.
– Sytuacja z prawem jazdy bardzo mi skomplikowała życie. Stałem się w wielu miejscach persona non grata. Wyśmiewano się ze mnie. Wiele osób życzyło mi jak najgorzej. Nigdy nie zapomnę słów jednej takich osób: „skończysz na dnie, nigdy nie odzyskasz prawa jazdy, należało Ci się…” – wspomina. – W tym czasie wiele osób mnie wykorzystywało udając moich przyjaciół, a za plecami robili ze mnie najgorszą osobę jaka może chodzić po ziemi. Wielokrotnie mnie dyskredytowano i ośmieszano, jednak nikt nie zapytał dlaczego tak jest i dlaczego wygląda tak moje życie.

Po pewnym czasie przyszły kłopoty zdrowotne, na początku nie były jeszcze związane z nadmiernym spożywaniem alkoholu.
– Kiedy pierwszy raz trafiłem do szpitala nie zdawałem sobie sprawy, że to początek najgorszego czasu w moim życiu. Po kilkunastu dniach wyszedłem. Kiedy wróciły siły, wróciły i złe nawyki. Mam na myśli popijanie i robienie dalszych życiowych błędów – mówi pan Jerzy.

Kolejny pobyt w szpitalu nadal niczego nie nauczył naszego rozmówcy. Dopiero trzeci najdłuższy pobyt rozpoczął proces przemian w życiu mężczyzny.
– Tak na prawdę do dziś nie wiem co spowodowało we mnie zmiany i walkę o powrót dawnego siebie. Dla wielu to co powiem, będzie zaskoczeniem, ale pomogła mi szeroko pojęta wiara i miłość – wspomina.

Pierwsze chwile po wyjściu ze szpitala dla pana Jerzego nie były łatwe. Nie chcąc mieć bardzo poważnych konsekwencji zdrowotnych musiał przestać pić alkohol.
– Nie było to łatwe, ale udało się. Dałem radę. Oczywiście ile osób było negatywnie zdziwionych, że nie piję. Z dnia na dzień byłem coraz silniejszy. Dodam i tu znów kogoś zasmucę… Nie byłem na żadnym odwyku, nie miałem żadnej wszywki czy detoksu. Chociaż i takie plotki na swój temat słyszałem – mówi nasz czytelnik.

Rok 2017, a właściwie ostatnie miesiące były dla naszego rozmówcy przełomowe. Cały czas mężczyzna był wspomagany przez swoich rodziców i nielicznych znajomych, którzy się od niego nigdy nie odwrócili.
– Kiedy wiedziałem, że wewnętrznie się zmieniłem odzyskując spokój, rozpocząłem batalię o rehabilitację swojego imienia. Miałem wiele do udowodnienia, wielu osobom, które spisały mnie na straty. To dodawało mi siły – wspomina pan Jerzy.

Na początku mężczyzn postanowił odzyskać prawo jazdy. Niestety nie było to zadanie łatwe. W międzyczasie udało mu się wrócić do zawodu, który był jednocześnie jego pasją.
– Pierwsze sukcesy w pracy, po dość długiej przerwie, bolały innych. Ja jednak nie patrzyłem na to co kto mówi, pisze, komentuje. Parłem dalej do przodu. Jeden z moich przełożonych powiedział, że prę do przodu niczym taran pokonujący wszystkie przeciwności i to jest moja siła. Oczywiście było to w bardzo pozytywnym tonie – wspomina.

Batalie o prawo jazdy nasz czytelnik rozpoczął od testów psychologicznych i zdrowotnych w ośrodku doskonalenia kierowców w Płocku. To miała być formalność.Niestety tak nie było.
– To była prawdziwa batalia. Walczyłem dosłownie z wieloma przeciwnościami. Począwszy od problemów komunikacyjnych, poprzez złe wyniki, a kończywszy na nieprzychylności pracowników ośrodka – mówi mężczyzna.
Mimo iż wszystkie testy poszły naszemu czytelnikowi pomyślnie, to wyniki zdrowotnie budziły wątpliwości lekarzy. Chodziło dokładnie o współczynniki wątrobowe.
– Na badaniach byłem chyba za szczery. Mówiłem prawdę. Jednak w opinii lekarzy i wyników byłem alkoholikiem – mówi pan Jerzy. – Wiem, że piłem, wiem, że miałem kłopoty zdrowotnie, ale nie mogłem się zgodzić na coś co nie było prawdą. W pewnym momencie jeden z lekarzy powiedział, że jak nie podpiszę dokumentu zgody na terapię uzależnienia, a tym samym nie przyznam się do alkoholizmu, to już nigdy nie wsiądę za kierownicę – dopowiada.

Ta sytuacja spowodowała, że pan Jerzy po raz kolejny rozpoczął walkę o odzyskanie dobrej opinii.
– Tym razem nie były to języki ludzi, były to wyniki i lekarze specjaliści, dla których byłem kolejnym kierowcą, który jechał po pijanemu i należy mu się kara oraz nauczka – wspomina mężczyzna.

Nasz rozmówca nie dał za wygraną. Odwołał się od decyzji, w której twierdzono, że ma kłopoty z alkoholem i musi udać się na terapię. Kolejne testy psychologiczne odbyły się w Płocku z innym lekarzem. Pan Jerzy przeszedł je bez problemu, dodatkowo przekazał liczne dokumenty i zaświadczenia, które potwierdzały, że jest on innym człowiekiem.

– Oprócz licznych wyników dotyczących stanu, dodam, że wszystkie były bardzo dobre, wręcz wzorcowe, dostarczyłem badania psychiatry, opinie z zakładu pracy i organizacji społecznych w których się udzielam – opowiada. – Po kilku wizytach udało się. Badani psychologiczne przeszedłem pozytywnie. Pozostały mi badania zdrowotne… w Łodzi. Wiedziałem, że nie będzie łatwo.

Pan Jerzy po prawie pół roku zmagań z psychotestami, a raczej z lekarzami, udał się na badania do Łodzi. Jak sam mówi był na nie przygotowany totalnie.
– Sądziłem, że nikt mnie nie zaskoczy. wszystkie wyniki z ostatniego pół roku miałem wzorcowe, również badania na miejscu w Łodzi były w porządku. Sądziłem, że dostane upragnioną decyzję i będę mógł zdać egzamin na prawo jazdy. Niestety, lekarz wymyślił i tu mówię z pełną świadomością, że mam problem z sercem, że moje serce bije nie miarowo. Na nic zdały się tłumaczenia, że jestem lekko poddenerwowany, bo zależy mi na pozytywnym wyniku – kontynuuje nasz czytelnik.

Po powrocie do domu, jeszcze przed uzyskaniem wyniku badań zdrowotnych z Łodzi, mężczyzna skontaktował się z kardiologiem, chcąc umówić się na wizytę w celu zdiagnozowania swojego domniemanego problemu z sercem.
– Lekarz kardiolog mnie znał. Powiedział mi, że nie przyjmie zdrowego człowieka, bo są u niego kolejki chorych. Był zaskoczony decyzja lekarza z Łodzi – mówi pan Jerzy.

Niestety wynik z Łodzi był negatywny, pan Jerzy musiał czekać kolejne pół roku na badania okresowe w Płocku. Na kolejnych badaniach – ku zaskoczeniu mężczyzny – wszystko poszło gładko.

Po dwóch kolejnych miesiącach pan Jerzy odzyskał prawo jazdy. Zadał egzamin teoretyczny za pierwszym razem, a praktyczny za trzecim. Jego życie cały czas zmienia się na lepsze. Pracuje na stanowisku kierowniczym, działa społecznie, odzyskał szacunek i poszanowanie u ludzi, realizuje również swoje życiowe pasje. W sprawach prywatnych od kilku lat znajduje się w szczęśliwym związku, planując ze swoja partnerką wspólna przyszłość.

– Na prawdę niczego już nie rozumiem – opisuje swoje ówczesne zdziwienie. – W ciągu roku czasu stan zdrowia zmieniał się u mnie jak w kalejdoskopie? Nie. Nigdy w to nie uwierzę, że jednego dnia jestem chory, a drugiego zdrowy. Tylko mój upór i wiara w siebie nie pozwoliły na to, abym przyznał się do czegoś, co nigdy się nie wydarzyło. Dla mnie ważne jest to, pokazałem siebie, takim jakim jestem, a nie jak wyobrażają mnie sobie nieprzychylne mnie osoby. Jestem przekonany, że to była dodatkowa kara, za błąd, jaki popełniłem kilka lat wcześniej. To niesprawiedliwe, żeby ktoś został po raz drugi karany za to samo. Szkoda tylko, że nikt nie zadał mi pytania dlaczego tak się stało? Dlaczego popełniłem głupi błąd, który prawie zrujnował mi życie…

WSZ, fot. Ilustracyjne

Zapisz się na darmową prenumeratę Kuriera Przasnyskiego!

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

×