Jako sołtys muszę przede wszystkim współpracować z gminą
„Sołtys na zagrodzie równy wojewodzie” – jak to znane powiedzenie odnosi się do rzeczywistości? O działalności sołtysa w Stegnie rozmawiamy z panią Barbarą Panuś, która pełni tę funkcję w Sołectwie Stegna w gminie Jednorożec. Tym samym rozpoczynamy prezentację sołtysów powiatu przasnyskiego.
– Od kiedy Pani jest sołtysem Jednorożca?
– Wybrano mnie na sołtysa rok temu, 6 lutego 2020 roku. Także rok już pełnie tę funkcję.
– Która to kadencja?
– To moja pierwsza kadencja, którą jednak nie pełnie od początku, gdyż wybory na sołtysa wygrała pani Teresa Gładek, ale po roku zrezygnowała. Wówczas odbyły się ponowne wybory, do których zgłosiło się dwóch kandydatów. Większością głosów wygrałam te wybory. Także obecna moja kadencja będzie trwała cztery lata, gdzie normalnie sołtys jest wybierany na pięć lat. Je przejęłam sołectwo po roku , po pani Teresie Gładek, więc będę sołtysem jeszcze przez trzy lata.
– Czy w następnej kadencji będzie pani startować?
– Myślę, że jeśli mieszkańcy mi zaufają i będą chcieli dalej mieć sołtysa w mojej osobie, to tak, zdecyduję się. Zdawało mi się, że nie mam autorytetu wśród mieszkańców i na początku nie chciałam być sołtysem. Myślałam, że się nie sprawdzę w tej roli, ale po namowie ludzi, którzy mnie wybrali, wystartowałam w wyborach. Jeśli dalej mieszkańcy będą mnie widzieć w tej roli, to wystartuję w wyborach na kolejną kadencję.
– Dlaczego w ogóle zdecydowała się Pani startować w wyborach na sołtysa?
– Ja właściwie chciałam pomóc koleżance, pani Teresie Gładek, bo ona z przyczyn osobistych musiała zrezygnować. Wówczas pomyślałam, że jeśli pełni się jakąś funkcję wśród mieszkańców, pomaga się im, to w ten sposób zdobywa się autorytet. A ponieważ ja zawsze pracowałam z ludźmi i oni widzieli we mnie sołtysa, to się zdecydowałam.
– Jakie zadania jako sołtys musi Pani wypełniać?
– Jako sołtys muszę przede wszystkim współpracować z gminą, roznosić nakazy podatkowe dla mieszkańców, cztery razy w roku trzeba zbierać opłaty za podatki i śmieci, przekazywać ogłoszenia i komunikaty z gminy, a pytania i problemy mieszkańców przedstawiać do gminy. Biorę udział w sesjach rady gminy i w zebraniach z mieszkańcami Stegny. Ludzie przychodzą do sołtysa z różnymi pytaniami i problemami, jeśli ja nie potrafię sama znaleźć na nie rozwiązania, czy odpowiedzi, wówczas idę z tym do gminy. Czyli w gminie jestem przedstawicielem mieszkańców, zaś dla mieszkańców jestem reprezentantem gminy. Staram się wszystko pozałatwiać, tak żeby mieszkańcy wiedzieli, co się dzieje w gminie, a gmina, by znała problemy mieszkańców i je rozwiązywała.
– Co dla Pani jest najważniejsze w pełnieniu tej roli?
– Dla mnie w każdej roli zawsze najważniejsze były kontakty międzyludzkie. Całe życie lubiłam pracować z ludźmi, rozmawiać z nimi, pomagać im w miarę możliwości, słuchać ich, bo to jest najważniejsze – być obok ludzi.
– Co Pani lubi w roli sołtysa?
– Właśnie lubię, ten kontakt z drugim człowiekiem, dlatego zdecydowałam się być sołtysem. Ponadto, jak pójdę do urzędu gminy, jako sołtys, to też jestem inaczej załatwiana, lepiej człowieka traktują, bo jednak sołtys ma autorytet i poważanie – to jest miłe. Niby sołtys nie ma jakichś konkretnych praw, ale jest jednak oczko wyżej od zwykłego petenta. Nie chodzi o to, żebym lubiła być wywyższana, ale jednak daje to możliwość szybszego załatwienia sprawy. Z sołtysem się liczą. Gdy człowiek ma jakąkolwiek funkcje w społeczeństwie, to go inaczej traktują i to lubię.
– Czego Pani nie lubi w tej roli?
– Nie lubię, jeśli ludzie do mnie przychodzą, by im pomóc albo coś załatwić, a ja nie mam takich możliwości. Źle się z tym czuję. Czasem też bywa, że, gdy ja przekazuję informacje o zmianach, na przykład, że opłata za śmieci poszła do góry, a ludzie nie rozumieją, że ja nie mam na to wpływu, mają jakieś pretensje. Tłumaczenie czegoś, co nie jest moją winą, to naprawdę tego nie lubię. Ja w takim momencie nie mogę bronić tylko interesu mieszkańców, pomimo, że ich reprezentuję, ale jestem też przedstawicielem gminy i muszę też dbać o ogólny interes, bo przecież pieniądze z podatków, które wpływają, potem wracają do nas w postaci funduszy sołeckich. Mam wówczas taką podwójną rolę. Gdy są organizowane zebrania dla mieszkańców, to bardzo mało ludzi przychodzi, ale później pokątnie debatują nad tym, co im się nie podoba. A na zebraniach, kiedy są przedstawiciele władz gminnych można by było dyskutować, wtedy ludzi nie ma i to też jest denerwujące. Żeby wiedzieć, gdzie się podziały pieniądze gminne, trzeba być na zebraniach, słuchać i decydować o nich. A to nie są małe pieniądze. Za tamten rok mieliśmy prawie 46 tysięcy, to jak na sołectwo Stegna, to jest bardzo dużo. Za te pieniądze dużo zrobiliśmy i jeszcze dużo zrobimy.
– To w takim razie proszę powiedzieć, co już zrobiliście z tych pieniędzy i co macie jeszcze w planach?
– Połowę tych pieniędzy przeznaczyliśmy na budowę dróg dojazdowych do pól i łąk dla rolników, a ponieważ rolników jest coraz mniej i słabo bronią swoich interesów, drugą połowę przeznaczyliśmy na budowę placu zabaw, który znajduje się na nowym osiedlu za ulicą Wrzosową. Zakupu placu i ogrodzenia dokonano jeszcze za mojej poprzedniczki pani Teresy Gładek. Wójt pomógł nam załatwić środki unijne na zakup sprzętu do ćwiczeń. My nasze środki
przeznaczyliśmy na ogrodzenie i wyłożenie kostki brukowej oraz na postawienie wiaty. Planujemy robić tam pikniki dla dzieci i rodzin. Ten plac zabaw jest moim priorytetem i radnego Tadeusza Sobolewskiego, który wspiera mnie w tych działaniach.
– Co dla Pani oznacza znane powiedzenie: „Sołtys na zagrodzie równy wojewodzie”? Jak to powiedzenie odnosi się do Pani sołectwa?
– Jeżeli sołtys powie słowo, to jest to przeważające słowo. Gdyby dwóch się kłóciło, to sołtys stawia tę przysłowiową kropkę nad „i”. Liczą się z sołtysem. A sołtys jest wołany do rożnych problemów, nawet rodzinnych.
– Z jakimi potrzebami i pytaniami spotyka się Pani na co dzień?
– W tej chwili do sołtysa mieszkańcy zwracają się o wszystko. Z niektórymi pytaniami ludzie nie idą prosto do urzędu gminy, tylko przychodzą do mnie albo jak mnie spotkają na ulicy wówczas pytają. Na przykład dlaczego śmieci kosztują tyle, a nie tyle, a czy będą zakładać liczniki na wodę, bo nikt nie chodzi w czasie pandemii i nie sprawdza? Dlaczego płacimy taki a nie inny podatek od nieruchomości? Co robić z popiołem? A ja idę do gminy i pytam, a potem odpowiadam moim mieszkańcom albo odsyłam ich do odpowiedniej osoby w gminie. Przychodzą też do mnie z opłatami za podatek i śmieci. Przy tej okazji można porozmawiać na różne gnębiące ich problemy.
– Jak układa się Pani współpraca z wójtem gminy Jednorożec?
– Współpraca z wójtem układa się bardzo dobrze. Na wiele pytań mieszkańców pomaga mi odpowiedzieć. Gdy zwracam się z prośbą o pomoc, to o ile mój pomysł jest realny to pomaga. Jak wcześniej wspomniałam pomógł nam przy wyposażeniu naszego placu w sprzęty, załatwiając środki unijne.
– Jakie płyną korzyści z bycia sołtysem?
– No wiadomo, że za każdą pracę jest gratyfikacja finansowa, nie pracuje się dla idei. Są pieniądze za udział w sesji rady gminy, jest też prowizja od przyjętych opłat za podatki i śmieci. Nie są to wielkie pieniądze, ale jednak w moim przypadku, ponieważ mam problemy finansowe, to każdy grosz jest dobry. Teraz prowizja jest trochę mniejsza, gdyż dużo ludzi ze względu na pandemie koronawirusa dokonuje wpłat internetowo, chociaż ja od tych, którzy przychodzą nie odmawiam, wpłaty przyjmuje zachowując środki bezpieczeństwa. Przestano nas też ostatnio wołać na sesje. Jednak obiecano nam w gminie, że to zrekompensują. Cieszę się, że firmy, które są w Stegnie, stacja paliw, pan Sobolewski z zajazdu, pan Wilga z piekarni nie omijają mnie, tylko do mnie przychodzą z wpłatami i prowizja zostaje dla mnie.
– Współpraca między sołtysem a społeczeństwem – czy sołtys powinien być liderem?
– Jak najbardziej współpraca układa się dobrze, mieszkańcy mają do mnie zaufanie. Zawsze ceniłam kontakt z ludźmi, to chętnie ich słucham i pomagam. Zawsze załatwiam interesy ludzkie. Najmniej myślę o sobie i cieszy mnie, gdy mówią, że ja prędzej coś załatwię w gminie i proszą, by ich reprezentować. Z kolei, gdy ja potrzebuję ludzi do pomocy, choćby jak przy budowie placu zabaw albo organizacji dożynek, czy objazdu pola, to też mi nie odmawiają. Sołtys reprezentuje swoją wieś. Nikt poza moimi plecami nic nie załatwia. Na przykład ostatnio przepaliła się żarówka na ulicy, to ludzie zgłosili to do mnie, a ja dalej do gminnego zakładu usług komunalnych, i oni to naprawili. Ludzie potrzebują lidera. Musi być osoba, która powie: „przyjdź, zrób, wykonaj”. Musi dać hasło do działania i sołtys jest takim liderem. Dodam, że sołtys z racji swojej funkcji, jest skarbnicą wiedzy o mieszkańcach.
– Co uważa Pani za swój sołecki sukces?
– Największym moim sukcesem jest budowa placu zabaw. Wykorzystaliśmy na to pieniądze z sołeckiego funduszu i w tym roku będziemy go kończyć.
– Jakie ma Pani plany na najbliższe, dni, miesiące, lata?
– Moim priorytetem jest wykończenie placu zabaw. Trzeba z naszych sołeckich funduszy wykonać przykrycie wiaty, czyli zadaszenie, zrobienie ławeczek, zawieszenie napisu na bramie „Sołectwo Stegna Wita”, który obecnie robi pan Zdzisław Mordwa i zrobienie zaległego pikniku.
– Dziękuję za rozmowę
– Dziękuję również
Rozmawiała:AB
