Jubileusz Towarzystwa Przyjaciół Chorzel. Piętnaście wspaniałych lat

scaled

 

Zaczynało się – jak to zwykle bywa – skromnie. Można rzec: w cudzych butach. W wypożyczonej na chwilę sali, bez siedziby, majątku, władz i osobowości prawnej. Ale za to z głową pełną pomysłów. I tak już zostało: że pomysłów im nie brakuje. Komu? Ano Towarzystwu Przyjaciół Chorzel, które 29 stycznia obchodziło swoje 15. urodziny.

To była ostatnia niedziela stycznia 2006 roku. W świetlicy strażackiej jednostki OSP w Chorzelach spotkała się grupka zapaleńców, którym nie było wszystko jedno. Na dobrą sprawę żadna z osób wtedy zebranych nie wiedziała, co takiego się wydarzy za miesiąc czy dwa. Ale połączyła ich chęć zmiany swojej najbliższej okolicy. Żeby było ciekawiej, inaczej, może bardziej obywatelsko. I… dalej poszło już samo.

Pierwsza myśl
Stowarzyszenie było pomysłem Michała Wiśnickiego, wtedy świeżo upieczonego doktoranta Wydziału Polonistyki UW, który postanowił nie zostawać w stolicy, tylko wrócić w swoje rodzinne strony. – Największe triumfy możemy zaczynać od najboleśniejszych porażek – opowiada dzisiejszy prezes TPCh. – Na przełomie 2005 i 2006 roku wystartowałem w konkursie na wakujące stanowisko dyrektora Ośrodka Upowszechniania Kultury w Chorzelach. Byłem pewien, że mam dobry program na kulturę w naszej gminie. Chciałem tylko teorię przełożyć w praktykę. I… przegrałem. Z kretesem. Dzisiaj widzę to inaczej, ale wtedy bolało – dodaje.
Po kilku tygodniach Michał Wiśnicki postanowił jednak się nie poddawać. Wyciągnął swoją kartkę z konkursowymi pomysłami i zaczął się zastanawiać, jak to wdrożyć w życie. Bez pieniędzy, zaplecza, sprzętu, kontaktów z samorządem… – Pewnie gdybym miał wtedy tyle lat, co dzisiaj, nie zdecydowałbym się na taki krok. Ale młodość bywa chmurna i durna, jak mawiał wieszcz Adam – żartuje Michał Wiśnicki. Na początku 2006 roku błysnęło więc hasło: a może by tak założyć stowarzyszenie?
Idea nabrała realnych kształtów, gdy w połowie stycznia tego roku ukazał się artykuł w lokalnej prasie z zapowiedzią organizacji Towarzystwa Przyjaciół Chorzel. – Ja wtedy nie wiedziałem dosłownie nic, jak coś takiego prowadzić. Jak się rozliczać, jak zdobyć numer NIP czy REGON, jak prowadzić księgowość. Nic. Ale jak się powiedziało „A”, trzeba było powiedzieć „B” – wspomina obecny prezes TPCh.
Po artykule rozdzwoniły się telefony, posypały propozycje i deklaracje. – Od ówczesnego prezesa Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Przasnyskiej, pana Waldemara Krzyżewskiego, otrzymałem propozycję, byśmy zaczęli jako koło terenowe TPZP. Przyjąłem tę propozycję z wielką wdzięcznością – wspomina Michał Wiśnicki. – Sporo się zresztą od naszego starszego brata nauczyliśmy. Od strażaków z Chorzel mieliśmy pozwolenie na spotykanie się w ich świetlicy. Nieco później znalazł się kąt na samodzielną siedzibę. Ksiądz dziekan naszej parafii zaproponował później rejestrację organizacji z siedzibą przy parafii. Słowo zaczęło więc przekuwać się w czyn.

 Pierwszy projekt
Stowarzyszenie zadebiutowało w kwietniu 2006 roku. Pomysł był bardzo prosty. Członkowie TPCh postanowili zorganizować wystawę, na której zaprezentowane będą najstarsze znane fotografie różnych zakątków Chorzel. Część zebranych zdjęć okraszono współczesnymi fotografiami, kontrastowo pokazującymi, co zmieniło się w architekturze konkretnych fragmentów miasta.
Cały projekt kosztował… 500 złotych. Zeskanowane zdjęcia wydrukowano po kosztach. Zaprezentowano je na parawanach pożyczonych z miejscowej szkoły podstawowej. Za „galerię” służyła… salka katechetyczna przy chorzelskim kościele. A wystawę w ciągu dwóch tygodni obejrzało przeszło tysiąc osób! Przynajmniej tyle wpisów jest w kronice, którą TPCh założyło na początku swojej działalności. Okolicznościowa księga towarzyszy od tego czasu przy każdej imprezie, którą organizuje Towarzystwo.
Jak twierdzą sami członkowie, ten pierwszy sukces dał potężnego „kopa” do dalszych działań. Adrenalina wyzwolona podczas tej akcji spowodowała, że Towarzystwo wręcz eksplodowało pomysłami.
Dalej już było z górki. Pod koniec 2006 roku TPCh wydało pierwszą książkę – owoc wspomnianej wystawy. Zamknięto w niej zestaw najciekawszych fotografii z lat 1900-1939 prezentujących Chorzele sprzed wojny. Rok później odbył się pierwszy piknik naukowy „Spotkania z Historią”, który stał się na jakiś czas imprezą popisową TPCh. W 2008 roku organizacja wydała z kolei przewodnik turystyczny po gminie Chorzele. Publikacja wydana w tysiącu egzemplarzy dzisiaj jest białym krukiem. W tym samym roku udało się oznakować trasy turystyczne po Chorzelach, z których korzystają do dzisiaj kolejne szkolne klasy miejscowych podstawówek. Po drodze był też pierwszy publiczny pokaz filmu, który został w okresie wojennym zrealizowany w dużej części w Chorzelach. Do tego rajdy piesze dla młodzieży, konkursy historyczne, ale też działania turystyczne, historyczne, kulturalne… Często TPCh wyznaczało szlaki, które w tej części powiatu nigdy nie były przecierane.

Pomysł zwykle rodzi się z braku
Michał Wiśnicki, który prezesuje Towarzystwu od chwili jego zawiązania, lubi podkreślać zespołowość pracy w organizacji. Najczęściej w rozmowach pada zaimek „my”. – Nigdy jedna osoba nie jest w stanie zwojować wszystkiego. Zawsze potrzebna jest grupa. Niekonieczne każdy w niej musi być zaangażowany we wszystkie prace. Ale nawet drobna pomoc składa się na końcowy efekt – wyjaśnia prezes TPCh. – I tak jest z naszą organizacją. Jesteśmy „my”. Grupa ludzi, która patrzy w jedną stronę. I gdyby tak było np. w polityce, jak w takich organizacjach, bylibyśmy dużo dalej w rozwoju naszej ojczyzny. Tej dużej i tej małej.
Na pytanie, dlaczego Towarzystwo w ogóle zaczęło działać, jego inicjator odpowiada: – Niemal każdy pomysł narodził się z braku. Nie da się ukryć, że na prowincji mamy gorszy dostęp do kultury, mniejsze szanse na udział w ciekawych inicjatywach, mniej chęci do zmieniania rzeczywistości. Bardzo lubię moje miasto, ale Chorzele to nie Warszawa czy nawet Ciechanów albo Przasnysz. Po powrocie ze studiów brakowało mi np. kina, teatru, koncertów. I to wszystko dzięki TPCh się pojawia – na wyciągnięcie ręki.
Prezes TPCh wylicza: Organizowaliśmy już i kino plenerowe, i uliczne prezentacje teatralne. Mamy za sobą 6 edycji „Koncertów z dobrym smakiem”. Dzięki nam tu zagrał m.in. Grzegorz Turnau, Stanisław Soyka, Raz Dwa Trzy, Voo Voo czy ostatnio Alicja Majewska. Zainicjowaliśmy malarstwo przestrzenne w Chorzelach – mamy za sobą dwa udane projekty muralowe. Ale to także my zadbaliśmy o wskrzeszenie pamięci o poległych w Chorzelach żołnierzach Brygady Syberyjskiej. W roku 2020, podczas obchodów 100. rocznicy wojny polsko-bolszewickiej, zabrzmiał po raz pierwszy Dzwon Pamięci.
Jak zatem widać, spektrum działań jest bardzo duże. Co warte podkreślenia, każda praca jest realizowana „pro publico bono”: nikt z członków TPCh nie pobiera wynagrodzenia. Jeśli jest już ktoś zatrudniony, to tylko specjaliści na umowę o dzieło. Nie wszystko da się zrobić własnym sumptem. Ale żadne przedsięwzięcie TPCh nie byłoby tak tanie, gdyby robił je np. samorząd albo ośrodek kultury. To jest wielka moc trzecie sektora.
Jaka jest tajemnica sukcesu TPCh? Michał Wiśnicki odpowiada krótko: nadal nam się chce chcieć. Jak się nam przestanie chcieć, grupa zakończy istnienie. Dlatego życzę sobie i wszystkim moim kolegom i koleżankom, żeby stało się to jak najpóźniej. Albo nigdy. W końcu TPCh nie ma określonej w statucie daty zakończenia działalności.

IP, MW

 

 

TPCh w liczbach:
8 – tyle łącznie publikacji książkowych wydało do tej pory TPCh
15 – tyle lat działa już organizacja
28 – tyle członków łącznie liczy TPCh
80 – około tylu projektów (większych i mniejszych) udało się przygotować Towarzystwu w ciągu 15-lecia swojej działalności
400 – tyle osób było obecnych na pierwszym pokazie filmowym organizowanym przez TPCh w roku 2007
650 – to największa publika zgromadzona na jednym koncercie plenerowym organizowanym przez Towarzystwo: tyle biletów rozprowadzono w roku 2017, kiedy do Chorzel przyjechała Grupa MoCarta
ponad 1000 – tyle osób obejrzało pierwszą wystawę TPCh zorganizowaną w kwietniu 2006 roku
ok. 300 000 – tyle środków zdołało w ciągu 15 lat pozyskać TPCh – i owocnie wydać na wszystkie realizowane do tej pory projekty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *