Nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Polityka Prywatności    ROZUMIEM

Reklama

Slider
Slider

Lubi czasem założyć mundur rekonstruktorski i brać udział w uroczystościach i piknikach

Jego pasją są pszczoły i wszystko co związane z prowadzeniem pasieki. W wolnych chwilach lubi także założyć mundur rekonstruktorski i brać udział w organizowanych uroczystościach i piknikach militarno – historycznych. Mowa o… wójcie gminy Czernice Borowe Wojciechu Marku Brzezińskim. Jednak, żeby nie było aż tak „słodko” z doświadczonym samorządowcem rozmawiamy nie tylko o miodzie, ale i o bolączkach gminy, na której czele stoi.

– Od kiedy jest Pan wójtem Gminy czernice Borowe i dlaczego zdecydował się Pan kandydować na to stanowisko?
– Jestem już prawie „dinozaurem”. Pełnię urząd wójta od 2002 roku, czyli 19 lat. Zawsze byłem społecznikiem. Kandydowanie na urząd wójta było jakoby naturalną konsekwencją. W ten sposób najbardziej mogłem realizować swoją wizję rozwoju gminy.

– Czym się pan zajmował przed sprawowaniem stanowiska wójta?
– Wcześniej przez wiele lat byłem nauczycielem, później prowadziłem działalność gospodarczą. Przez cały ten czas, nieprzerwanie mam również status rolnika i prowadzę niewielkie gospodarstwo rolne.

– Bycie wójtem jest dla Pana….
– Byciem Wójtem to służba i misja. Aby pełnić taki urząd trzeba być blisko ludzi. Być do dyspozycji nie tylko poprzez urząd, ale na co dzień. Służyć radą i pomocą jako człowiek i jako urzędnik, dokładnie według takiej właśnie kolejności.

– Proszę wymienić trzy z pańskich dokonań jako wójta, które uważa Pan za najważniejsze?
– Najważniejszym jest to, ze udało mi się pobudzić do pracy na rzecz rozwoju wielu mieszkańców gminy. Powstały nowe organizacje społeczne, które wraz z istniejącymi włączyły się do pracy na rzecz jej rozwoju. Piszą wnioski, pozyskują granty i realizują wraz z gminą zaplanowany cel. Po drugie udało się zbudować zespół ludzi w urzędzie gminy, na których zawsze można liczyć. Sprawy mieszkańców są obsługiwane praktycznie od ręki. Angażują się często w sprawy gminne w sposób wykraczający czasem poza ich zakresy obowiązków. To tworzy atmosferę, w której przyjemnie jest pracować. Przekłada się również dobrze na relacje z mieszkańcami. Po trzecie udało nam się w oparciu o ww. walory odnieść sukces infrastrukturalnego rozwoju gminy pozyskując środki zewnętrzne na drogi, kanalizację, świetlice, samochody strażackie i wiele innych potrzebnych mieszkańcom inwestycji.

– Co jest według Pana największą bolączka takich gmin jak gmina Czernice Borowe?
– Gmina Czernice Borowe jest postrzegana jako bogata, ale okazuje się mieć niższe dochody własne niż inne ościenne. Brakuje więc środków na nowe inwestycje. Z własnego budżetu, zaledwie 300-400 tysięcy rocznie jesteśmy w stanie przeznaczyć na nie. W tej sytuacji musimy angażować środki własne praktycznie tylko jako wkład własny do pozyskanych, dzięki temu realizujemy wielokrotnie większe zadania. Musieliśmy również zadłużyć się, aby w oparciu o pozyskane środki unijne wykonać zaplanowane inwestycje. Zadłużenie konsekwentnie spłacamy, ale niewątpliwie stanowi ono problem szczególnie w sytuacji, kiedy mamy trudny pandemiczny okres i wzrastające wydatki bieżące, w tym wynikające również z utrzymania oświaty przy zmniejszającej się ilości dzieci.

– Czy przez lata być wójtem, jest Panu łatwiej kierować gminą czy wręcz odwrotnie – trudniej, dlaczego?
– Wydaje się, że łatwiej bo przez wiele lat poznałem tajniki sprawowanie urzędu, nawiązałem kontakty, „wychodziłem” ścieżki do instytucji skąd można pozyskać wsparcie. Poznałem swoich mieszkańców, ich sprawy więc łatwiej podejmować decyzje. Trzeba jednak pamiętać aby nie popadać w rutynę. Człowiek posługuje się w działaniach schematami, zamyka się w pewnym sposobie działania i myślenia. Traci wrażliwość. Trzeba pilnować aby nie popełniać ,,grzechu zaniechania” lub na styku ludzkich spraw nie wyrządzić komuś krzywdy.

– Co wyróżnia Czernice Borowe na tle innych gmin Mazowsza?
– Jesteśmy gminą, wydaje się jak wiele innych typowych wiejskich gmin. Trzeba jednak pamiętać, że był to od 1000 lat teren pogranicza. Odcisnęło to trwale się na historii i kulturze tej ziemi i jej mieszkańców. Pozostało wiele świadków historii; zabytkowe dwory, parki, kościoły, kapliczki przydrożne, kolejka wąskotorowa. Wspomnę, że właśnie ta ostatnia jest unikatem w skali kraju. Jest jedyną z nielicznych jeszcze działających w kraju. Wspomnę, że posiadamy w Czernicach Borowych własna lokomotywę, wagony, drezyny. Staraniem wolontariuszy w oparciu o dotacje przy niewielkim zaangażowaniu budżetu gminy, wykonaliśmy na przestrzeni kilku ostatnich lat remont czernickiego odcinka torów. Czekamy końca pandemii aby uruchomić przejazdy na prawie 12 kilometrowym odcinku. Nawiązujemy tematycznie do historii wojskowej kolei polowej bo taki charakter pierwotnie ona miała. To niewątpliwie nas wyróżnia. Wspomnę, że jesteśmy w Polsce rozpoznawalni poprzez ten fakt i muszę często odpowiadać na pytania czy kolejka jeździ i kiedy można nią przejechać się. Innym bardzo nas wyróżniającym elementem jest również postać Świętego Stanisława Kostki. Jesteśmy jedyną w Polsce gminą, która ma wizerunek Świętego w swoim herbie. Rostkowo zaś jako miejsce odwiedzane jest przez pielgrzymów i turystów z kraju i z zagranicy.

– Człowiek nie samą pracą żyje. Czy to prawda, że Pan wójt po godzinach jest pszczelarzem?
– Tak przyznaję, że podzieliłem tą pasję. Wpisuje się to w charakter mojego małego hobbystycznego gospodarstwa.

– Kto zaraził Pana pasją do pszczół?
– Pasją zaraził mnie mój teść. Pasiekę w tym miejscu prowadził jeszcze jego ojciec. Tradycja więc jest już wielopokoleniowa. Trzeba przyznać, że początku była to trochę „trudna miłość” i ja byłem dość krnąbrnym uczniem

– Czy boi się Pan pszczół?
– Na początku bałem się a one chyba to wiedziały i wykorzystywały swoją przewagę. Teraz nauczyliśmy się siebie nawzajem i już nie odczuwam lęku. Przyznam, że czasem nawet trochę tęsknię za ich użądleniami, szczególnie po okresie zimowym kiedy ich nie doświadczam bo są nieaktywne i spokojne w ulach czekają wiosny. To może trochę zabrzmiało jak dziwactwo ale… jad pszczeli ma prozdrowotne działanie. Może dlatego nie chorowałem na Covid mimo kontaktu z osobami chorymi.

– Czy Pańska hodowla jest bardziej amatorska czy w pełni profesjonalna?
– Jest to niewątpliwie pasieka amatorska choć posiadam obecnie około 40 pni pszczelich (uli). Systematycznie ją powiększam. Chciałbym jednak aby miała charakter nie przemysłowy wpisujący się w naturę. Oczywiście cały czas uczę się pszczół, tak aby je rozumieć co pozwoli prowadzić je profesjonalnie. W ubiegłym roku przeprowadzaliśmy w gminie kurs pszczelarski. Było duże zainteresowanie. Powstała nieformalna grupa sympatyków pszczelarstwa. Chcemy kontynuować spotkania i edukację. Prowadzę stronę www.pszczelifolwark.pl. Zainteresowanych zapraszam.

– Który lub raczej z czego zrobiony miód jest najzdrowszy, a który najsmaczniejszy?
– Każdy miód ma swoje walory i smak. Różne są gusta więc jedni lubią słodki i łagodny miód faceliowy, inni np. wyrazisty gryczany. Po drodze jest jeszcze cała gama miodów odmianowych, wielokwiatowych, kremowanych lub w postaci krupca. Jedno jest ważne miód powinien być kupiony ze znanej sobie pasieki lub znanego źródła. Na rynku jest niestety wiele miodów zafałszowanych dodatkami np. soi. Ważne jest również to aby kupić go z rejonu w którym żyjemy do 50 km od miejsca zamieszkania. Każdy miód zawiera pyłki kwiatów lub inne, charakterystyczne dla tego miejsca w którym żyjemy i w związku z tym jesteśmy na nie najczęściej uodpornieni. Zdarza się, że miód kupujemy z pasieki położonej daleko co może np. spowodować reakcję alergiczną. Bardzo ważne jest to aby miodu nie stosować do słodzenia gorącej herbaty. Wtedy zabijamy wszystkie cenne prozdrowotne walory, które posiada. Osobiście stosuję miód najczęściej jako rozpuszczony w szklance zimnej wody, pozostawiony na noc i piję po kilku godzinach np. rano. Uaktywniają się wtedy wszystkie enzymy a tak skonsumowany miód działa prawie jak eliksir młodości.

– Wojciech Marek Brzeziński lubi też…?
… założyć też czasem mundur rekonstruktorski i brać udział w organizowanych uroczystościach i piknikach. Staram się oczywiście poznać głębiej historię, którą w ten uproszczony i obrazowy sposób się przedstawia. Man nadzieję, że również dla odbiorcy będzie to stanowiło przyczynek do dalszego jej poznawania w oparciu o inne źródła. Lubię też ruch w każdej postaci. Jeśli odpoczywam to tylko czynnie. Trochę biegam, pływam kajakiem oraz „wyżywam się” przy pracach fizycznych w swoim gospodarstwie. Mam własne warzywa, owoce które nigdy nie były sztucznie nawożone czy pryskane. Wraz z żoną solidarnie wypiekamy od pięciu lat chleb na zakwasie i tylko taki jest na naszym stole. Tak więc jak widać, mam pełne ręce roboty i nie mam czasu na nudę.

-Dziękuję za rozmowę
– Dziękuję również

Rozmawiał: WS, fot. Nadesłane

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Slider