Z Krzysztofem Bandurskim, który po raz kolejny w niesamowity sposób poprowadził przasnyski finał WOŚP, rozmawiamy o motocyklach, muzyce i jego wielu podróżach po Europie i Świecie. Bo jak mówi nasz rozmówca: „Wszędzie jest ciekawie i pięknie. Wszędzie doznaje się wspaniałych wrażeń i przywozi cudowne wspomnienia”.
– Niesamowicie poprowadził Pan licytację w czasie 30. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej pomocy, widać, że na scenie czuje się Pan jak ryba w wodzie?
– Dokładnie tak. Nigdy nie miałem problemu, żeby poprowadzić jakąkolwiek imprezę. Już w podstawówce prowadziłem apele szkolne. W ogólniaku dyskoteki. Pół życia grałem w zespole muzycznym. Kilka razy miałem okazję, niesamowitą przyjemność i zaszczyt poprowadzić imprezę na kilka tysięcy osób.
Myślę, że fakt iż zacząłem grać w zespole już w podstawówce nie pozwolił na powstanie efektu scenicznej tremy. A generalnie uwielbiam kontakt z ludźmi, ich emocje, śmiech, niespodziewane reakcje i momenty gdy nagle muszę coś wymyślić i mam na to trzy sekundy… To jest coś wspaniałego.
– Czy to był Pański pierwszy raz w roli prowadzącego licytację?
– To nie był pierwszy raz. Nie pamiętam dokładnie ile razy prowadziłem licytację WOŚP, ale pierwszy raz był chyba w 2011 roku. Hm. Nigdy nie liczyłem. Bo tak w sumie po co ? Jestem szczęśliwy, że mogę brać udział w czyś tak wspaniałym i przede wszystkim z tymi wszystkimi wspaniałymi ludźmi.
– Charakterystyczny głos, fryzura oraz ubiór stanowią bardzo rozpoznawalny image. Wnioskować po nim można, że jest pan miłośnikiem
motocykli?
– Taaaak. Motocykle i muzyka to sens mojego życia. Od zawsze….
– Skąd u Pana miłość do mechanicznych dwóch kółek?
– Nie wiem. To zawsze było. Tak po prostu. Hm. Może dlatego, że ojciec woził mnie do przedszkola WFM – ką. A że byłem małym szkrabem to sadzał mnie między sobą, a bakiem. I pamiętam, że widziałem wszystko z przodu i było szybko. Ale czy dlatego ? Nie wiem. Być może.
– Z pewnością zaliczył Pan wiele wypraw po Polsce i Europie. Gdzie było ciekawie, a gdzie coś Pana zaskoczyło. Jednym słowem proszę o garść ciekawostek z Pańskich wypraw?
– To jest bardzo duża garść. Wszędzie jest ciekawie i pięknie. Wszędzie doznaje się wspaniałych wrażeń i przywozi cudowne wspomnienia.
Niesamowitym przeżyciem była dla mnie moja pierwsza trasa po pięknych Kaszubach. Byłem tam pierwszy raz i od razu motocyklem. To trzeba zobaczyć.
Na Podlasiu byłem wiele razy i za każdym razem stwierdzam, że czegoś nie widziałem. Piękno tej krainy i gościnność gospodarzy jest wręcz niesamowita. Ta gościnność często powoduje, że podróż się przedłuża. Ale tam inaczej się nie da i zresztą jest to bardzo miłe.
Jednym z piękniejszych wspomnień jest dla mnie wjazd do Rijeki o zachodzie słońca. W dole widziałem panoramę miasta, a za nią ostatnie promienie słońca skąpane w Adriatyku. Było bardzo ciepło, a mnie przeszły dreszcze emocji. Nigdy nie dozna się takich wrażeń jadąc samochodem.
Podróżując do Słowenii szukaliśmy noclegu w Węgrzech. Podchodzi do nas starszy, wyluzowany jegomość z dzieckiem i pyta w czym może pomóc. Więc mówię, że szukamy noclegu. Zapraszam Was do mnie odpowiada. Po kliku minutach okazuje się, że jest dyrektorem hotelu nad brzegiem Balatonu i właśnie był na spacerze z wnukiem. Przypadkowe spotkanie zakończone bardzo miło spędzonym czasem.
Krajobrazy Szwajcarii podziwiane z motocykla powodują, że jesteś w innym świecie. Finlandia totalnie łączy Cię z naturą. Itd…
Innym wspomnieniem o całkiem innych emocjach jest podróż do Danii. Docelowo byliśmy w miejscowości Øster Hurup. Tam jest dopiero pogodowy hardcore. Planujemy pojeździć po okolicy, świeci słońce i jest cudownie. Siadamy na motocykle. Przejeżdżamy 15 km i pada. Za chwilę słońce i ciepełko. Ustawiamy się do zdjęcia w słońcu. Zdjęcie robimy już w deszczu. Coś niesamowitego i też pięknie.
Podróżowałem motocyklem po wielu krajach, wspomnień jest tyle, że ciężko coś wybrać.
Ale najwspanialszym przeżyciem z motocyklowych podróży jest poznawanie ludzi i co ważniejsze spędzenie z nimi chociaż dwóch, trzech dni. Wtedy naprawdę poznaje się kraj.
– Jakim motocyklem Pan jeździ i czy motocykl to hobby dla każdego?
– Jeżdżę motocyklami Kawasaki VN 2000 i Kawasaki VN 1500. Są to ciężkie motocykle. Tzw. cruisery. Jazda motocyklem to w żadnym wypadku nie jest hobby. To jest styl życia. Albo masz to w sercu, w duszy i we krwi albo nie. Z tym się po prostu rodzisz. I nie ważne jakim motocyklem jeździsz.
Często słyszę teksty typu: ja to marzę o takim całe życie tylko żona mi nie pozwala albo nie mam czasu.
Wtedy się uśmiecham. Znam bardzo wielu motocyklistów, którym żona nie pozwalała i nie mają czasu. Ale każdy kombinował jak mógł i nagle motocykl pojawiał się w garażu. Oczywiście kupiony okazyjnie. I trzeba było podmalować więc kupiony jeszcze taniej. Znam chłopaków, którzy trzymali motocykle u kumpli po dwa, trzy miesiące zanim wprowadzili żony w temat. W moim garażu też stały takie zakamuflowane maszyny . Dzisiaj jeżdżą razem z żonami i śmiejemy się z tej całej konspiracji. I to jest właśnie miłość do motocykli i benzyna we krwi.
All-focus
– Na Facebooku można znaleźć pana pod nazwą: Krzysiek Bandurski Yamak, skąd ta dość tajemniczo brzmiąca ksywka – „Yamak”?
– No i tak się składa, że nie motocyklowo, a muzycznie. Yamak to skrót od mojej perkusji Yamahy i od imienia. H zamienione na K. i wyszło Yamak.
– Charakterystyczny wygląd, motocykl, więc podejrzewam, że również słucha Pan muzyki o mocniejszym brzmieniu?
– Standardem jest, że motocyklistów kojarzy się z mocnymi brzmieniami czyli mocne brzmienie – mocne życie. Wszystko pasuje.
Ale my motocykliści kochamy przede wszystkim muzykę prawdziwą, graną przez ludzi, a nie przez tzw. laptopy.
Ja od zawsze kocham i słucham bluesa. Lubię dobry jazz. Byłem na jedynym koncercie B.B.Kinga w Polsce.
Heavy metal budzi całkiem inne emocje. Wspaniałe i głośne. Na koncercie Judas Priest w Libercu stałem przy samej scenie. Potem dwa tygodnie słyszałem w uszach szum morza. I byłem szczęśliwy bo ten szum powodował, że cały czas byłem pod sceną. Zresztą z Judas Priest wiąże mnie wspaniała historia….
Koncert AC/DC w Bukareszcie był tak niesamowity, że grał we mnie ze trzy tygodnie. Udo Dirkschneider podpisał mi płyty i już życie było piękniejsze.
Przybiłem piątkę ze Stevem Lukatherem i miałem nie myć tej ręki, haha, ale się nie dało. Nigdy jednak nie zapomnę spotkania i rozmowy z Tadeuszem Nalepą na Olsztyńskich Nocach Bluesowych. I mógłbym tak jeszcze i jeszcze…… Reasumując: my motocykliści kochamy muzykę. Każdą dobrą i prawdziwą……
– Wiem, że aktywnie działa Pan również w klubie motocyklowym, proszę o nim opowiedzieć…
– „Vulcan Riders Association” to organizacja skupiająca motocyklistów jeżdżących motocyklami Kawasaki Vulcan na całym świecie.
Tylko w Polsce nie było takiego klubu. Tzw. biała plama. Więc pomyślałem, że musi być. Podzwoniłem po kumplach, zebrałem fajną ekipę i w 2015 roku założyłem klub VROC Polska Jesteśmy oficjalnym klubem VRA w Polsce. Mamy przyjaciół w całej Europie i nie tylko. Często wspólnie podróżujemy. Spotykamy się na zlotach w różnych krajach. Sami też organizujemy zloty, na które przyjeżdżają motocykliści z Polski i zagranicy.
– Kiedy w naszym mieście i powiecie ruszy sezon motocyklowy?
– Każdy z motocyklistów sam otwiera sobie sezon najwcześniej kiedy może. A oficjalne otwarcie sezonu organizowane przez AMK Rzemieślnik odbędzie się 30 kwietnia.
– Jak pandemia wpłynęła na zloty i spotkania miłośników motocykli?
– Był czas kiedy odwołano wszystkie zaplanowane imprezy krajowe i zagraniczne. Zabronione było również organizowanie zlotów. My jednak cały czas podróżowaliśmy po kraju kiedy się tylko dało. Nie marnowaliśmy czasu na siedzenie i narzekanie.
– Czy ma Pan inne hobby poza motocyklami…?
– Oczywiście wspomniana już muzyka i podróże. Interesuję się sprzętem audio. Lubię dobry film. Tyle mi wystarczy. Bardzo ważny jest dla mnie czas spędzony z rodziną, więc i tak muszę się dobrze nagimnastykować żeby to wszystko pogodzić.
– Marzenie Krzysztofa Bandurskiego to…?
– Oj dużo tego jest. Podróż zachodnim wybrzeżem USA, Portugalia na dwóch kołach itd…
– Dziękuję za rozmowę
– Dziękuję również
Rozmawiał: WS
Fot. Nadesłane Krzysztof Bandurski
Zapisz się na darmową prenumeratę Kuriera Przasnyskiego!