Niedziela pełna pomocy dla Jasia, Olusia i Szymka

O tym, że na terenie powiatu przasnyskiego są ludzie, którzy uwielbiają pomagać innym, nie trzeba nikogo przekonywać. Świadczy o tym ilość akcji charytatywnych, jakie miały miejsce w niedzielę, 5 września w Chorzelach i Jednorożcu.

Tego dnia pomagano: Jasiowi (piknik w Chorzelach), Olusiowi i Szymonkowi (zbiórki na Dożynkach w Jednorożcu). Wolontariusze w Chorzelach zebrali 7618,12 złotych dla Jasia. W zasadzie w jeden dzień udało się zebrać tyle, ile potrzeba na cały turnus rehabilitacyjny dla Jasia. Główni organizatorzy festynu to Grupa Wolonwariatów i MotoMiłośników.
Jest tu mnóstwo fantastycznych ludzi, których połączyła miłość do piłki i miłość do pomagania drugiemu człowiekowi. Ale u samego dołu jest ten, który jest pierwszy wśród równych. To był jego pomysł, jego determinacja i jego upór. Nie zrobił tego sam, bo tego nie mógł zrobić i nie chciał. To zawsze jest praca zbiorowa. Ale prawda jest taka, że ktoś musi być u zarania tego wszystkiego. I tym razem to był On. Tomek Panuś – dziękuję losowi, że dane nam było się poznać i że możemy współpracować. Ukłony!!! – skomentował Michał Wiśnicki, przewodniczący rady Miasta i Gminy Chorzele.
Z kolei na Dożynkach Powiatowo Gminnych w Jednorożcu obyły się zbiórki dla Szymka i Olusia. Dla obu chłopców pieniądze do puszek zbierali wspaniali wolontariusze, którzy mieli „słodko” zastawione stragany. Każdy uczestnik dożynkowego święta chętnie kosztował przygotowanych smakołyków i chętnie wrzucał pieniążki przeznaczone na pomoc dla chłopców. Były pyszne ciasta, wiejski smalczyk, kwaszone ogórki, kartoflak, najróżniejsze smakołyki i inne cuda. Kolejne kiermasze ciasta dla Olusia odbędą się w przyszłym tygodniu w Chorzelach i Połoni (12 września) oraz w Wielbarku (19 września). Zapraszamy do udziału.

IP, WS, PW, AW,HS

Jan Zieliński – urodził się jako wcześniak w grudniu 2016 roku. Jednak na początku nic nie zapowiadało problemów z jego zdrowiem. Pierwsze kłopoty pojawiły się, gdy skończył rok, pół roku później otrzymał diagnozę – autyzm dziecięcy. Nieco później dołączyły problemy z poruszaniem. Obecnie nasze rozpoznanie to – niecharakterystyczne uszkodzenia pnia mózgu u dziecka z autyzmem i obserwacja MPDz. Jaś robi ogromne postępy, z każdym dniem uczy się czegoś nowego. Nie mówi, ale doskonale komunikuje się pozawerbalne. Potyka się, ale wstaje, by biec dalej. Wymaga to od niego ogromnego wysiłku i sporych nakładów finansowych. Rehabilitacja, sprzęt ortopedyczny, ciągłe wyjazdy.

Aleksander Jabłonowski – jego serce to tykająca bomba. Saturacje gwałtownie spadają, istnieje bardzo duże ryzyko niedotlenienia. Chore serce może doprowadzić do tragedii! Ratunek czeka w USA, w Children’s Hospital Of Pittsburgh. Niestety kosztuję fortunę – pieniądze, których nie mamy i sami nie zdobędziemy. Ten apel to nasza nadzieja – nadzieja na życie dla Olusia!
Oluś ma ciężką wrodzoną wadę serca – anomalia Ebsteina…Stan Olusia pogarszał się z każdą kolejną godziną. Lekarze nie wiedzieli, czy przeżyje, a my mieliśmy być gotowi na najgorsze. Synek nie reagował na leki, jego stan był krytyczny! W czwartej dobie przetransportowano go do Gdańska, gdzie w trzynastej dobie życia przeszedł pierwszą operację swojego serduszka – zespolenie systemowo-płucne, które dało nam trochę więcej czasu. W Polsce nie ma szans, aby naprawić zastawkę trójdzielną. W Polsce jedynym sposobem leczenia jest kilka operacji w kierunku serca jednokomorowego. W tej sytuacji każdy duży wysiłek mógłby skończyć się tragicznie, synek musiałby przyjmować garści leków, a i tak w wieku około 20 lat czekałby go prawdopodobnie przeszczep serca. Takie rozwiązanie to ogromne ryzyko. Rodzice Olusia muszą zebrać gigantyczną sumę pieniędzy maksymalnie do końca tego roku. Tyle, zdaniem lekarzy, wytrzyma nasz synek! Rozpoczął się wyścig z czasem, dlatego jesteśmy tutaj i wierzymy w cud – w to, że ludzie o wielkich sercach zjednoczą się, by nam pomóc.

Szymon Kozicki – w połowie czerwca, kiedy w brzuszku Szymka odkryto ogromny guz, oznaczający przeciwnika najgorszego z najgorszych. Neuroblastomę IV stopnia – piekielnie złośliwe paskudztwo, nowotwór występujący tylko u dzieci. W momencie przyjęcia na oddział guz miał wymiary 14×12 cm, obecnie ma już 14×20 cm – urósł w kilkanaście dni o 8 cm. Póki co nie da się go operować, dlatego Szymek przyjął już pierwszą chemię, a lada moment czeka go następna. Strasznie kiepsko ją zniósł, ale nie ma innego wyjścia. Trzeba strzelać do nowotworu najcięższą dostępną artylerią.
Rodzice 4-latka kontaktowali się już ze specjalistyczną niemiecką kliniką w Essen, gdzie leczy się tak skrajnie trudne przypadki dziecięcych nowotworów. Jednak zanim zostaną podjęte jakiekolwiek decyzje, stan Szymka musi się ustabilizować, a guz zmniejszyć.
– Najgorsze jest jednak to, że cena takiego leczenia w Niemczech może osiągnąć niewyobrażalnie wielkie wartości, które są nieosiągalne dla zwykłych śmiertelników. Dlatego też musimy być gotowi i zabezpieczeni finansowo na każdą możliwość – mówi tata Szymonka.

 

Zapisz się na darmową prenumeratę Kuriera Przasnyskiego!

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

×