Powiat stracił 5,5 mln zł. przez błędy przetargowe. Jak tłumaczy się były starosta?

na

 

Na ostatniej sesji rady powiatu przasnyskiego radni podjęli jednogłośną decyzję o zwrocie środków 2 738 042,40 zł. Dodatkowo do tej kwoty należy doliczyć pomniejszenie dotacji, co łącznie daje stratę prawie 5,5 mln zł. Strata finansowa dotyczy realizacji dwóch inwestycji i pozyskanych na nie środków z Unii Europejskiej, tj. CAB w Przasnyszu – 7 mln dotacji, EIP w Zdziwóju Starym i Nowym – 13 – mln. W protokole pokontrolnym MJWPU czytamy o nieprawidłowościach m.in. związanych ze zbyt krótkim terminem i niejasnych zapisów dot. możliwości zmiany terminu realizacji inwestycji. Starosta Krzysztof Bieńkowski jest przekonany, że „gdyby zapisy przetargowe były uczciwe, ceny byłyby o wiele korzystniejsze i zgłosiłoby się więcej chętnych firm. Poza tym kontrole wyszłyby jednoznacznie pozytywnie i nie stracilibyśmy ogromnych pieniędzy.”. Na co, nieobecny na sesji, radny i były starosta Zenon Szczepankowski, ripostuje: „Informacja p. Starosty była wybiórcza, przez co całość została zmanipulowana”.

Łącznie powiat przasnyski miał otrzymać nieco ponad 20 mln złotych dofinansowania, stało się jednak inaczej. W 2018 roku, poprzednie władze powiatu na czele z byłym starostą Zenonem Szczepankowskim, przeprowadziły przetargi na CAB w Przasnyszu i EIP w Zdziwóju Starym i Nowym.
Wyłoniono w nich wykonawców i przystąpiono do realizacji zadań. Już po jesiennych wyborach samorządowych w 2018 roku, które przyniosły zmianę na stanowisku starosty w powiecie przasnyskim – został nim Krzysztof Bieńkowski, rozpoczęły się kontrole inwestycji – CAB w Przasnyszu i EIP w Zdziwóju Starym i Nowym.
Kontrola projektu Edukacyjnego Inkubatora Przedsiębiorczości w dniach 19 – 22 listopada 2019 r. i 9-12 grudnia 2019 roku przeprowadzona była w trybie planowym (czyli standardowo), która wykazała nieprawidłowości w przetargu. Kontrola projektu Centrum Aktywizacji Biznesu w dniach: 18-20 lutego 2020 roku, 27 lutego 2020 roku oraz 2 marca 2020 roku przeprowadzona była już w trybie doraźnym i dotyczyła weryfikacji prawidłowości przeprowadzenia postępowań o udzielenie zamówień, w związku z pismem CBA.
Starosta Krzysztof Bieńkowski komentuje, że
– Środki zostały powiatowi odebrane po standardowej kontroli MJWPU, której nikt tego nie zlecał. I to urząd marszałkowski, przyjazny byłemu staroście z PSL nałożył kary na powiat, a nie żaden „aparat represji”.

Przeprowadziły je: Urząd Zamówień Publicznych, Urząd Kontroli Skarbowej oraz Urząd Marszałkowski i Mazowiecka Jednostka Wdrażania Programów Unijnych.
Kontrole tej ostatniej, co można przeczytać w protokole pokontrolnym wykazały, że „[…] W przedmiotowym postępowaniu o udziale zamówienia publicznego złamano zasady ujęte w art. 7 ust 1 ustawy Pzp [ nakazuje on zamawiającemu przygotowanie i przeprowadzenie postępowania o udziale zamówienia w sposób zapewniający zachowanie uczciwej konkurencji i równe traktowanie wykonawców oraz zgodnie z zadami proporcjonalności i przejrzystości] zasady poprzez wskazanie zbyt krótkiego terminu na wykonanie inwestycji oraz poprzez wprowadzenie niejasnych zapisów dot. możliwości zmiany terminu zrealizowania przedmiotowej inwestycji. Ustalony termin wynoszący ok. 4,5 miesiąca od dnia podpisania umowy był nierealny do wykonania robót budowlanych będących przedmiotem zamówienia i niewątpliwie wpłynął na innych potencjalnych wykonawców w podjęciu decyzji o nie wzięciu udziału w postępowaniu. Wynikiem tego mogło być wpłyniecie wyłącznie jednej oferty […]”.

Obecny starosta powiatu przasnyskiego, sytuację komentuje tak:
– Były to standardowe kontrole, które przeprowadza się na podstawie ustawy dotyczącej realizacji programów finansowanych ze środków unijnych oraz rozporządzeń Ministra Inwestycji i Rozwoju. Każdy projekt unijny jest prędzej czy później kontrolowany, nie trzeba składać specjalnych wniosków o takie kontrole, gdyż jest to standardowa procedura w przypadku udziału środków unijnych w projekcie. Tak, jak wspomniałem po „burzy medialnej” wywołanej przez mojego poprzednika: w 2018 roku jako kierownik delegatury MUW w Ciechanowie zostałem poinformowany przez jednego z potencjalnych wykonawców o jego obawach przed wzięciem udziału w przetargu ogłoszonym przez ówczesnego starostę Zenona Szczepankowskiego ze względu na nierealne do zrealizowania zapisy, które jak się niedługo później okazało: tuż po podpisaniu umowy z wykonawcą zostały zmienione. Jednocześnie jako radny powiatowy nie byłem w stanie sam określić, czy taka „inżynieria przetargowa” jest zgodna z prawem, zatem jako urzędnik państwowy przekierowałem zgłoszoną przez interesanta sprawę do Urzędu Zamówień Publicznych, który stoi na straży przestrzegania prawa związanego z przetargami. W tym momencie zostałem przez autora niezgodnych z prawem zapisów posądzony o donosicielstwo. Człowiek, który przez 20 lat zarządzał samorządem powiatowym i urzędem, a także jednostkami podległymi informuje opinię publiczną w swojej interpelacji, że „takie sprawy załatwia się wewnętrznie” i po cichu, „bez angażowania aparatu represji państwa”. Ponadto były starosta próbuje przekonać mieszkańców swoimi wypowiedziami, że jego zdaniem godne potępienia jest zachowanie urzędnika przestrzegającego prawa, nazywając mnie za pomocą swojego aparatu propagandy „donosicielem”, próbując przyćmić niezaprzeczalny fakt, że przez jego niezgodne z prawem działania powiat stracił ponad 5 milionów złotych dofinansowania ze środków unijnych – wyjaśnia obecny starosta powiatu przasnyskiego Krzysztof Bieńkowski. – Jest mi bardzo przykro z powodu całej sytuacji, ponieważ oprócz tego, że jako włodarz powiatu muszę znaleźć teraz ogromne środki, by pokryć taką stratę finansową, to dodatkowo jestem obrzucany wyzwiskami przez poprzednika. To przykre, że tak wygląda „polityka” w wykonaniu samorządowca, który wiele lat stał na czele powiatu – podsumowuje Krzysztof Bieńkowski.

Jednak zdecydowanie inaczej widzi to Zenon Szczepankowski, który był starostą przasnyskim, w czasie kiedy ogłoszono i rozstrzygnięto przetargi na CAB w Przasnyszu i EIP w Zdziwóju Starym i Nowym
– Sformułowanie pokontrolne niemal powiela sformułowanie p. Krzysztofa Bieńkowskiego zawarte w doniesieniu do organów kontrolnych w 2018 r. Jeśli sam beneficjent tak pisze i udowadnia, to kontrolującym trudno się sprzeciwić, tym bardziej, że postępowanie w tej sprawie prowadziła już, na bazie doniesienia radnego Bieńkowskiego, Prokuratura Rejonowa w Pułtusku. Kontrolujący nie mogli tego zlekceważyć wiedząc , że doniesienie złożyła osoba należąca do partii rządzącej.
Termin wykonania pracy był trudny, ale nie nierealny. W interpelacji podałem przykłady wykonania znacznie trudniejszych inwestycji , o wielokrotnie większym budżecie w czasie jeszcze krótszym, np. na budowie szpitala w Przasnyszu w drugiej połowie roku 2001 musieliśmy „przerobić” kwotę 41 mln zł (na obecne pieniądze to ok. 100 mln zł), na budowie stref gospodarczych w 2015 r. wykorzystaliśmy i rozliczyliśmy prawidłowo ponad 30 mln zł w ciągu 3 miesięcy (październik, listopad, grudzień). Takich przykładów było wiele. W tamtych przypadkach, podobnie jak w tym, termin zakończenia robót przez wykonawcę wyznaczony był przez donatora środków dotacyjnych. Mogliśmy dotacje przyjąć i dostosować się do terminu rozliczenia, albo dotacji nie przyjąć i nic nie zrobić. Nigdy nie odrzuciliśmy oferowanych nam środków finansowych pomimo narzuconych krótkich okresów rozliczenia. Za każdym razem, był to wyścig z czasem, bardzo stresujący i bardzo pracowity, czasami w systemie 3-zmianowym. Ale dzięki takiemu podejściu zbudowaliśmy szpital, strefy, obiekty sportowe , drogi i wiele innych inwestycji. I miejsce w Polsce w wykorzystaniu środków unijnych nie przychodzi lekko. W każdym z tych przypadków zabiegaliśmy o dłuższy termin. Czasami uzyskaliśmy zgodę donatora środków, tak jak w przypadku Zdziwója. Bardzo się z tego cieszyliśmy w starostwie, bo nie musieliśmy już organizować pracy na 2 lub 3 zmiany. Wykonawcy w 2018 r. preferowali krótkie terminy i szybką zapłatę, gdyż wówczas ceny materiałów budowlanych zaczęły rosnąć w tempie kilkudziesięciu procent rocznie w związku z nowymi przepisami podatku VAT. Później te ceny się ustabilizowały i stały się bardziej przewidywalne. W 2018 r. duża część przetargów nie budziła żadnego zainteresowania. Dobrze, że u nas zgłosił się chociaż jeden wykonawca. Gdyby jakakolwiek inna firma postrzegała możliwość realizacji budowy w dłuższym terminie, to procedura przetargowa przewidywała złożenie takiego wniosku. Ale nikt takiego wniosku nie złożył. Gdybyśmy nie wybrali w tym czasie wykonawcy, to nasze pieniądze wziąłby inny beneficjent z Unii Europejskiej i przedłużenia terminu też by nie było – tłumaczy Zenon Szczepankowski.

Kolejnym naruszonym przepisem w procedurze przetargowej jest artykuł 144 ust. 1 pk1 ustawy Pzp, który zakazuje zmian postanowień zawartej umowy w stosunku do treści oferty na podstawie której dokonano wyboru wykonawcy.
W protokole pokontrolnym MJWPU czytamy: […] W przedmiotowym postępowaniu Zamawiający zawarł w ogłoszeniu […] postanowienia umowne dot. zmian postanowień umowy z wykonawcą, jednakże zapisy nie zostały określone w sposób jednoznaczny. bowiem pomimo możliwości złożeni przez wykonawcę wniosku o wydłużenie terminu realizacji przedmiotu umowy „bez podawania przyczyny do dni 31 lipca 2020r.” o jego akceptacji będzie decydował Zamawiający „Zamawiający może wyrazić zgodę”.
Brak dokładnie sprecyzowanego terminu realizacji inwestycji w ofercie przetargowej były starosta tłumaczy tak:
– 2018 r. był rokiem rozliczenia tzw. kamienia milowego w wykorzystaniu środków unijnych w poszczególnych regionach. Dopiero po jego osiągnięciu Mazowiecka Jednostka Wdrażania Programów Unijnych mogła wyrażać zgodę na przedłużanie umów. Dlatego wcześniej takiej zgody nie mogliśmy otrzymać, pomimo zabiegów.
Budowę prowadził, włącznie z przetargiem, inwestor zastępczy (firma). To on mógł podejmować decyzję o przedłużeniu terminu, a nie starosta. Starosta w takim rozwiązaniu organizacyjnym pełni tylko rolę deklaratywną. Podobną rolę pełni starosta wydając np. decyzję o zatrzymaniu prawa jazdy. Decyduje tak naprawdę o tym policja, a starosta lub ktoś w jego imieniu musi podpisać decyzję. Podobna sytuacja jest przy pozwoleniu na budowę, czy zatwierdzeniu projektu budowlanego. To, że starosta podpisuje decyzję nie oznacza, że ma prawo zmienić projekt. Nie ma nawet prawa zwrócić projektantowi uwagi.
Dlaczego inwestor mógł, a nie musiał przedłużyć termin?
Początkowo też zwróciłem na to uwagę. Inwestor zastępczy wyjaśnił mi, że każdy wykonawca i tak wygrałby sprawę w sądzie, gdyby inwestor mógł, a nie przedłużył złośliwie mu terminu. Każdy wykonawca mógł być pewien przedłużenia terminu, jeśli by tego zażądał, pod warunkiem, że inwestor miałby taką możliwość. My nie byliśmy pewni, że otrzymamy zgodę na przedłużenie rozliczenia dotacji. Gdybyśmy takiej zgody nie otrzymali, i to w krótkim terminie, to musielibyśmy zrealizować zadanie do końca 2018 r. Bezwarunkowe zobowiązanie do przedłużenia umowy mogłoby wtedy skończyć się bankructwem powiatu. Wykonawca miałby bezwzględną możliwość przedłużenia terminu, a my musielibyśmy oddać całą dotację w końcu 2018 r. Nie mielibyśmy wówczas za co zapłacić wykonawcy. Kto nie budował w tych realiach, to nie rozumie, jak wielka jest to trudność. Jeśli ktoś ponadto nie może zapanować nad swoim neurotycznym umysłem, to w sekundzie pomyśli o „przekręcie stulecia”. A tu była tylko uczciwa, ciężka praca w bardzo trudnych uwarunkowaniach zewnętrznych. Inaczej można zarządzać budową za pieniądze własne, a inaczej za pieniądze dotacyjne. W tym drugim przypadku wszystko zależy od decyzji donatora środków finansowych – mówi radny Zenon Szczepankowski.

Według dokumentacji projektowej, szacunkowa wartość wykonania inwestycji Centrum Aktywizacji Biznesu miała wynieść 5 491 210,44 zł brutto, natomiast podpisano umowy z wykonawcami na łączną kwotę 9 255 135,37 zł brutto.
W przypadku inwestycji Edukacyjnego Inkubatora Przedsiębiorczości szacunkowa wartość projektu wynosiła 13 758 345,68 zł brutto, natomiast zawarto umowy z wykonawcami na łączną kwotę 15 833 000,84 zł brutto.
– Jak widać, już na wczesnych etapach obu inwestycji dokonano niegospodarności: zamiast ogłosić kolejne przetargi, wybrano oferty przewyższające szacunkowe wartości projektów o spore miliony, które powiat musiał pokryć z własnych środków – mówi starosta Krzysztof Bieńkowski.
Były starosta Zenon Szczepankowski, jest jednak zdania, że:
– Utracilibyśmy całość dotacji unijnej w związku z krótkim terminem jej rozliczenia. Nie mieliśmy czasu na powtarzanie przetargu. Nie wiadomo, czy następny przetarg wyszedłby taniej. Kosztorys inwestorski na to zadanie był robiony przed złożeniem wniosku unijnego o dofinansowanie, tzn. 3 lata wcześniej. Ponad 2 lata trwała ocena wniosku, dlatego na wykonawstwo pozostało niewiele czasu. Normalnie taka ocena trwa ok. 3 miesięcy. Projekt szedł jednak skomplikowana procedurą, tzw. Kontraktem Terytorialnym” . Na jego realizację musiały wyrazić zgodę Samorząd Wojewódzki, Polski Rząd i Komisja Europejska.

Utracone przez powiat przasnyski 5,5 miliona złotych stało się punktem zapalnym pomiędzy obecnym starostą Krzysztofem Bieńkowski i byłym starostą Zenonem Szczepankowskim, który twierdzi, że pieniądze można odzyskać.
– Poprzez zgodne z prawem odwołania. W trakcie mojej 20 -letniej pracy na rzecz powiatu w charakterze starosty otrzymałem ok. 28 decyzji o zwrocie części środków finansowych z różnych powodów. Wszystkie sprawy wygrałem, ale miałem łatwiejszą sytuację wyjściową, gdyż prawdziwie chciałem obronić powiat przed utratą środków dotacyjnych. Obecny starosta nie może bronić powiatu, gdyż musi bronić treści napisanego przez siebie doniesienia, a ono jest szkodliwe dla powiatu – zarzuca Zenon Szczepankowski

Obecne władze powiatu przasnyskiego na czele ze starostą Krzysztofem Bieńkowskim bardzo długo starały się, aby uratować środku unijne.
– Wielokrotnie i na każdym etapie postępowania staraliśmy się wyjaśniać Mazowieckiej Jednostce Wdrażania Programów Unijnych, by kary nie nakładać lub przynajmniej ją zmniejszyć z 25% do 5%. Występowaliśmy z pismami prawnymi przygotowanymi przez adwokatów wyspecjalizowanych w tego typu sprawach. Nasza batalia w obronie tych ogromnych pieniędzy trwała ponad rok, jednak po wielu odwołaniach, uzasadnieniach a także prośbach, decyzje organów kontrolujących były nieodwołalne, ponieważ zostały podyktowane przepisami prawa. Ciągle podtrzymywano, że rażąco złamano prawo zamówień publicznych i nałożono za to karę przewidzianą w przepisach, czyli utratę 25 procent dofinansowania – zapewnia starosta Krzysztof Bieńkowski.

W dniu 30 sierpnia 2019 roku sprawa nieprawidłowości przy przetargach na CAB w Przasnyszu i EIP w Zdziwóju Starym i Nowy została zgłoszona do prokuratury. Prowadziła ją Prokuratura Rejonowa w Pułtusku.
– Postępowanie w tej sprawie zostało umorzone w dniu 30 października 2020 roku. Prokurator uznał, że brak jest znamion czynu zabronionego. Zostało jednak w tej sprawie złożone zażalenie. W dniu 9 grudnia 2020 zostało ono skierowane do Sądu Rejonowego w Przasnyszu i dotychczas nie zostało rozpoznane, co oznacza, że postanowienie jest nieprawomocne – poinformowała Jolanta Świdnicka, prokurator rejonowy Prokuratury Rejonowej w Pułtusku. – Sąd albo utrzyma w mocy decyzję, albo uchyli i poleci prokuratorowi dalsze prowadzenie postępowania w tej sprawie – dodaje.

Szymon Wyrostek
Fot. Nadesłane/ Archiwum redakcji

Zapisz się na darmową prenumeratę Kuriera Przasnyskiego!

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

×