Swoją pasję historyczno – regionalną przekazuje w sposób czytelny i zrozumiały dla dzisiejszego odbiorcy

fot
Z Janem Chmielewskim, pasjonatem historii i regionalizmu rozmawiamy o facebookowym  fanpage, który prowadzi, czyli Notesach Przasnyskich. Nasz rozmówca wyjawia ciekawostki historyczne dotyczące naszego miasta, m.in. o znanych osobach, które przebywały niegdyś w Przasnyszu.
– Dlaczego zdecydował się Pan na założenie na Facebooku fanpage Notesy Przasnyskie?
– Mam oczywiście imienny profil na FB, lekki i koleżeński. Notesy Przasnyskie założyłem z myślą o przekazywaniu ciekawostek i dzieleniu się z nimi. Swoją pasję historyczno – regionalną staram się przekazywać na tym profilu w sposób czytelny i zrozumiały dla dzisiejszego odbiorcy. Unikam polityki, zajmuję się tematami związanymi z naszą przyrodą, obyczajami, tradycją i oczywiście historią.
– Skąd czerpie Pan informacje, które możemy przeczytać w Notesach Przasnyskich?
– Źródło  moich informacji jest duże i niewyczerpalne. Głównie to wydawnictwa tematyczne, stare fotografie, dokumenty, rozmowy z ludźmi (ważne są te z dawnych lat z osobami, których już nie ma wśród nas). Pasja jest ważnym narzędziem w mojej pracy społecznej. Dzięki niej szukam ciekawostek biorąc udział w dyskusjach, wydarzeniach regionalnych, fotografuję i robię notatki. Sam na przestrzeni lat wymyśliłem i zorganizowałem wiele wydarzeń historycznych, regionalnych czy literackich w naszym mieście. a takie wydarzenia są okazją do spotkań i rozmów.
– W Notesach Przasnyskich pojawiają się różne regionalne ciekawski, czy mógłby się Pan podzielić jakąś przasnyską ciekawostką, o której wie małe grono naszych mieszkańców?
– Ciekawostek związanych z naszym miastem i regionem znam wiele i wiele z nich już ujawniłem przy różnych okazjach. Mocną stroną moich zainteresowań historycznych jest okres II wojny światowej, to co się wydarzyło tuz przed jej wybuchem i to co się działo po jej zakończeniu. Dla poszukiwaczy skarbów powiem, że gdzieś na terenie kościoła farnego ukryty jest znaczny skarb. Wiosną 1946 roku ówczesna służba bezpieczeństwa ścigała grupę bandytów, którzy okradali kościoły w naszym powiecie. Śledzeni i tropieni bandyci wpadli do miasta i ukryli się w kościele farnym. Po długich poszukiwaniach znaleziono ich na strychu kościoła i na dzwonnicy ale nic przy sobie nie mieli. A przecież uciekając targali ze sobą przynajmniej dwa worki łupów min. złote, pozłacane i srebrne akcesoria kościelne. Nazwisko przywódcy tej bandy jest mi znane a jego rodzina mieszkała w Przasnyszu jeszcze na początku lat 70-tych XX wieku. Do dzisiaj nic mi nie wiadomo aby odnaleziono te skarby. Dla miłośników militariów powiem, że pod mostem (starym, który znajdował się parę metrów w lewo od obecnego) na Rudzie, dziś dzielnica miasta, znajduje się niemiecki czołg wraz z załogą. Czołg spadł z mostu podczas ucieczki przed Armią Czerwoną w styczniu 1945 roku. Długo po zakończeniu wojny, jeszcze w latach 60-tych XX wieku opowiadano, że pod mostem straszy. Ponoć niemiecka załoga koniecznie chciała się z niego wydostać. Jeszcze jedna ciekawostka z tego okresu, która wydarzyła się w naszym mieście pod koniec stycznia 1945 roku, a która wymaga głębszych badań historycznych. Mianowicie doszło wówczas do regularnej strzelaniny pomiędzy żołnierzami Ludowego Wojska Polskiego, a pijanymi sołdatami sowieckimi. Bitwa miała miejsce w okolicach dzisiejszego dworca PKS i sklepu „Biedronka”. Nasi żołnierze stanęli w obronie napastowanej przez sołdatów ludności cywilnej. Sprawa szybko przycichła, ale ofiary były po obu stronach.
– Jakie historyczne wydarzenie na terenie Przasnysza można uznać za najciekawsze, a jakie za najważniejsze?
– Najważniejszym wydarzeniem w dziejach naszego miasta było nadanie praw miejskich co pozwoliło na trwałe zapisać się w historii regionu i kraju. Stało się to 10 października 1427 roku, choć ja uważam, ze jest to raczej data potwierdzająca nadanie praw miejskich a samo miasto otrzymało je co najmniej 200 lat wcześniej. Ale musimy opierać się na namacalnych dowodach. Natomiast najciekawsze wydarzenie to jednocześnie najtragiczniejsze w dziejach naszego miasta a mianowicie wielki pożar w 1613 roku, który dał początek innym nieszczęściom. Był to początek upadku jednego z największych i najprężniejszych miast na Mazowszu.
– Wiemy, że na terenie naszego miasta przebywał sam cesarz Francji – Napoleon Bonaprte, a kto jeszcze ze znanych osobistości gościł w Przasnyszu?
– Tak, rzeczywiście ponoć Napoleon cesarz Francuzów przejeżdżał przez nasze miasto. Była to i jest znana postać choć według mnie bardzo negatywna. Zaliczam tę postać obok Aleksandra Macedońskiego, Karola Wielkiego czy bliższym nam czasowo, Józefa Stalina i Adolfa Hitlera do jednej kategorii – rozbójników wszechczasów. A wracając do pytania to mieliśmy zaszczyt gościć w naszym mieście trzech polskich prezydentów: Stanisława Wojciechowskiego, Ignacego Mościckiego, Bronisława Komorowskiego, oraz takie osobistości jak Prymas Tysiąclecia Stefan Wyszyński czy późniejszy papież, kardynał Karol Wojtyła.
– Gdyby miał Pan wybrać 3 najciekawsze miejsca w Przasnyszu, jakie zakątki naszego miasta by to były?
– To dosyć trudne pytanie i moja odpowiedź z pewnością nie będzie taka sama jak innych mieszkańców naszego miasta. Ja kieruję się tutaj głównie historią a mniej teraźniejszością i dlatego na pierwszym miejscu bez wahania wymienię Park Miejski im. Tadeusza Kościuszki. Chociaż to akurat miejsce łączy w sobie przeszłość i teraźniejszość. Wiadomą rzeczą jest, że park powstał na początku  XIX w. jako ogród spacerowy, następnie zamieniono go na park spacerowy a na początku XX w. wraz z wybudowaniem przestronnego i nowoczesnego (jak na owe czasy) Domu Sportowego, (dzisiejszy MDK) zmieniono także nazwę parku na sportowy. Potocznie Dom Sportowy i park przy nim nazywano „Sporciak”. Moi rodzice nigdy nie powiedzieli inaczej na MDK jak „Sporciak”. Sam park natomiast kryje w sobie dość osobliwą tajemnicę: przez wiele wieków na jego terenie stał najstarszy w mieście kościół murowany. Prawdopodobnie już od XIV wieku do II wojny światowej, to właśnie podczas okupacji niemieckiej kościół został rozebrany przez okupantów. Skoro przez wieki stał w tym miejscu kościół musiał być tam również cmentarz. Na drugim miejscu wymieniłbym kolejkę wąskotorową w Przasnyszu. Dzisiaj zapomniana, ale przez 65 lat była ważnym punktem na mapie miasta. Choć z założenia miała służyć i służyła okupantowi niemieckiemu głównie w czasie I wojny do wywozu skradzionych towarów i przewożeniu jego wojska to później służyła polskiej gospodarce. W latach międzywojennych ważnym węzłem kolejowym w Przasnyszu był plac przy ulicy Makowskiej a po zakończeniu wojny rozbudowana bocznica kolejowa przy ulicy Leszno. Wywożono stąd produkty rolne: ziemniaki, buraki, zboże a przywożono materiały budowlane i przemysłowe. Kolejka spełniała również ważną funkcję komunikacyjną – pasażerską i turystyczną. Jaki przasnyski uczeń (uczennica) w tamtym okresie nie jechał „ciuchcią” choć raz na wycieczkę do Krasnego. Trzecim ciekawym miejscem jest Rynek wraz z Ratuszem. Długo by przedstawiać historię Rynku i Ratusza.  Wspomnę tylko mniej wiadome fakty dotyczące samego Ratusza. Czytając kiedyś jego historię, co się tam mieściło i kto tam urzędował nie znalazłem wzmianki z ostatnich lat. A mianowicie wszyscy wiedzą, że w latach międzywojennych mieścił się w Ratuszu posterunek Policji Państwowej natomiast nie ma wzmianki, że do lat 70-tych XX w. mieścił się tam Miejski Posterunek Milicji Obywatelskiej. Po likwidacji posterunku przez jakiś czas działało tam Polskie Towarzystwo Turystyczno – Krajoznawcze. Wypożyczano tam sprzęt turystyczny (namioty) a nawet sprzedawano bilety miesięczne PKS. Jestem w posiadaniu dokumentów pochodzących z Ratusza z roku 1905 z nadrukiem burmistrza miasta Przasnysz. Oczywiście w języku rosyjskim.
– Jak Pańskim zdaniem będzie wyglądał Przasnysz za 10 lat?
– 10 lat w skali miasta to bardzo mało. Widzę potrzebę rozciągnięcia granic miasta.  Klamra ściskająca nasze miasto to sztuczny twór administracyjny jakim jest gmina wiejska Przasnysz. Nigdy w historii nie było takiego tworu administracyjnego, został on stworzony przez władze komunistyczne po II wojnie. To obszerny temat do dyskusji. Ale mam nadzieję, że te pęta kiedyś pękną, czy za 10 lat? Nie wiem. Przybywa osiedli, głównie domów jednorodzinnych i co za tym idzie ulic. Mieszkańcy z utęsknieniem czekają na basen miejski, jesteśmy jedynym miastem w regionie, które go nie ma. Maków ma chociaż kąpielisko miejskie nad zalewem. Pięknie odrestaurowany Dom Kultury, nowy plac miejski i choć jeden jeszcze park, wszystko na miarę XXI wieku. I oczywiście parkingi! To wszystko widzę za 10 lat.
– Jako obserwator historii, jak według Pana zmieniało się nasze miasta na przestrzeni ostatnich 30 lat?
–  Ostatnie 30 lat to wielkie zmiany dla naszego miasta i całego kraju. Polska po transformacji ustrojowej i wielki skok techniczny i technologiczny w tym czasie na świecie poczyniły olbrzymie zmiany w naszym otoczeniu i życiu. A wejście Polski w struktury Unii Europejskiej znacznie przyspieszyło rozwój i rozbudowę oraz przyczyniło się do polepszenia standardów życia wszystkich Polaków. Przybyło w Przasnyszu ulic, na których pojawiły się kolorowe domy o zróżnicowanej architekturze. Nijakość i szarość zastąpiły kolory i walory. Zniknęły z naszego miasta państwowe molochy: ZWAR, Przasnyskie Przedsiębiorstwo Budowlane, Zakłady Meblarskie „Węgierka”, POM, PKS i wiele innych państwowych lub spółdzielczych przedsiębiorstw. Na ich miejsce powstało dziesiątki mniejszych, ale bardziej atrakcyjnych firm prywatnych. To one właśnie ciągną głównie gospodarkę we wszystkich krajach demokratycznych i wolnorynkowych. Dzisiaj w Polsce ta gałąź przemysłu jest niedoceniana i lekceważona co nie wróży nic dobrego. Ale nie wchodząc w politykę powiem, że tylko prywatne, nie zależne, małe i średnie przedsiębiorstwa budują dobrobyt krajowy i ten prowincjonalny. To pracodawcy zatrzymują ludzi młodych w takich miastach jak Przasnysz a ci z kolei przyczyniają się do dalszego rozwoju miasta. Nasze miasto pięknieje i się rozrasta to cieszy. Ale podróżując dużo po Polsce widzę, że zostajemy daleko w tyle za wiele mniejszymi miastami. Sam patriotyzm lokalny i miłość do miejsca urodzenia ludziom młodym już dzisiaj nie wystarcza.
– Po prowadzonym przez Pana profilu widać, że ma Pan rozległą wiedzę regionalną i historyczną, a czym zajmuje się się Pan zawodowo?
– Wiedza regionalna i historyczna to majątek zdobywany od najmłodszych lat, w domu, w szkole i na ulicy. Później przychodzi czas na biblioteki, konferencje, szkolenia, na udział w wydarzeniach, inscenizacjach czy rekonstrukcjach. W życiu prywatnym imałem się różnych zajęć, głównie w sektorze prywatnym. Od kilku lat poświęcam się pracy w domu na rzecz rodziny, a przy tym nie unikam pracy społecznej.
– A jak Pan spędza wolny czas, jakie jest Pańskie hobby?
–  W wolnym czasie lubię czytać, robię różne notatki i uwagi. Dużo czasu zajmują mi moje zbiory, a sporo ich jest z różnych okresów. Od sprzętu gospodarstwa domowego, poprzez militaria, sprzęt rolniczy, znaczki, monety i medale, książki, nawet meble i dawny sprzęt radiotechniczny. Po za działką przy domu mam też drugą za miastem, a to wszystko wymaga pracy i zaangażowania. Po za tym bardzo lubię zwiedzać okolicę dalszą i bliższą na rowerze. To dobra lekcja historii i przyrody.
– Pańskie marzenie to…?
– Moje marzenia? Myślę, że dużą część marzeń już zrealizowałem. Chcę jeszcze objechać rowerem kilka szlaków po Polsce i okolicy. Do tego zapału mi nie brakuje. Jednocześnie chciałbym jeszcze wydać chociaż 2 publikacje historyczne o naszym regionie i może….jakiś zbiór opowiadań.
– Dziękuję za rozmowę
– Dziękuję
Rozmawiał: WSZ
Fot. Nadesłane JCh

Zapisz się na darmową prenumeratę Kuriera Przasnyskiego!

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

×