Nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Polityka Prywatności    ROZUMIEM

REKLAMA

Zaczęła wycierać obrazek na figurce i odkryła, że jest na nim Pan Jezus Zmartwychwstały

W wiejski krajobraz wpisane są przydrożne krzyże oraz kapliczki. Większe, mniejsze, obok zabudowań, przy drogach i w polach. Przechodząc obok przyklękniemy, pomodlimy się, zrobimy znak krzyża albo przejdziemy obojętnie. Różnie to bywa…. Jednak warto zastanowić się i poznać genezę ich powstania. Każda ma jakąś swoją historię. O jednej z takich kapliczek, znajdującej się między polami przy leśnej drodze, prawie pod lasem szleńskim rozmawiałam z mieszkanką Jednorożca panią Reginą Wilga. W rozmowie towarzyszyła siostra naszej rozmówczyni, Irena Krajewska.

– Pani Regino, dlaczego Pani opiekuje się tą figurką? Jaka jest Pani historia związana z tą kapliczką, tak daleko położoną od Jednorożca?
– Tę figurkę znałam od najmłodszych lat, bo obok mieliśmy pole, gdzie jeździłam z moimi rodzicami. Gdy dostałam ziemię od rodziców i przeszłam na emeryturę, zaczęłam jeździć na rowerze. Wcześniej nie było czasu. Pewnego razu wybrałam się na przejażdżkę na moje pole. Przejeżdżając obok figurki, zauważyłam, że jest ona zapomniana i bardzo zaniedbana. Wokół pozarastane zielsko, wysokie chaszcze, a w nich szerszenie. Ledwo dostałam się do tej figurki. Strasznie się bałam, bo te szerszenie zaczęły mnie atakować, ale ja miałam jakąś silną potrzebę, aby dostać się do niej. Zaczęłam mówić do tych szerszeni – idźcie stąd, dajcie mi przejść, nie atakujcie mnie. I wtedy stało się tam coś niesamowitego, te szerszenie odfrunęły, żaden mnie nie użądlił. Od tego czasu nigdy więcej ich tam nie było. Podeszłam do tej figurki, nie miałam nic ze sobą, bo nie byłam w ogóle przygotowana, że będę tam cokolwiek robiła, sprzątała. W kieszeni miałam tylko chusteczkę do nosa, pośliniłam ją, i zaczęłam wycierać obrazek na niej i odkryłam, że jest tam Pan Jezus Zmartwychwstały. Wymyłam tą poślinioną chusteczką Pana Jezusa, ucałowałam i powiedziałam: Jezu, ja tu wrócę do Ciebie, obiecuję Ci, że wrócę. Wiedziałam, że sama nie dam rady, bo te krzewy i wysokie chaszcze wokół figurki, przewracający się wokół płotek, wymagają większego wysiłku i pomocy innych. Poprosiłam moją siostrę Irenę Krajewską i męża, żeby piłą powycinał wokół niepotrzebne zielsko. Kupiłam szczotki do czyszczenia metalu, farbę i odnowiliśmy figurkę. Od tamtej pory dbam o to miejsce i pielęgnuje je. Dodam jeszcze, że podczas czyszczenia zauważyłam datę pobudowania figurki – wrzesień 1954 roku. Dla mnie była, to niezwykła data, gdyż był to miesiąc i rok, w którym się urodziłam. Poczułam, że to nie przypadek sprawił, że zajęłam się odnowieniem tego miejsca. Jakaś siła wyższa z góry już to chyba zaplanowała. Coś mnie tam sprowadziło. Nic się nie dzieje bez przyczyny. Do dziś, gdy o tym wspominam, mam dreszcze na sobie.

– Kto pobudował tę kapliczkę i w jakim celu? I dlaczego tak daleko, w szczerym polu?
– Była w Jednorożcu rodzina Opalachów, którzy mieli pięcioro dzieci. Czworo urodziła, gdy tu mieszkali w Jednorożcu, a piąte, gdzieś poza, gdyż stąd się wyprowadzili. Wszystkie dzieci im poumierały, nie wiem, czy od razu po urodzeniu, czy trochę żyli. Zanim się wyprowadzili pobudowali figurkę, obok swojego i naszego pola. Pole te zostało sprzedane i obecnie już ma trzeciego właściciela.
Dlaczego w polu, nie wiem. Jaki mieli cel? Z tego, co pamiętam z opowiadań rodziców, chyba chcieli Bogu w ten sposób podziękować za swoje dzieci, że choć krótko, ale je mieli. Wiem, że sami też wcześnie umarli, w wieku 60 lat. Pomimo tego, że nie zostali ich potomkowie, została po nich figurka.
Tak jak wcześniej wspomniałam, czułam, że zostałam wybrana do tego, by zajmować się tą figurką. Każdego dnia staram się, by znaleźć chwilę, by pojechać do mojej Boziulki, bo czułam, że coś mnie tam zawsze ciągnęło, abym tylko odwiedziła figurkę. Gdy ktoś ze znajomych mnie pyta gdzie jadę, to mówię, pomodlić się. Jak się dziwują i mówią, że pewnie na grzyby czy spacer, to potwierdzam.
Pewnego dnia, latem, jechałam na rowerze znowu tam, patrzę za mną jakieś 300 metrów biegnie gromada psów, około dziesięciu sztuk. Mniejszy, większy, szczekały jeden przez drugiego. Mówię, Boże, co ja teraz zrobię, pogryzą mnie, nikt mnie tu nie znajdzie, to koniec. Ale ja jadę do Boziulki, pomyślałam. Zawsze miałam w kieszeni różaniec, i przynajmniej dziesiątkę odmawiałam przy moim Jezusku i mojej Matusi. Włożyłam więc rękę do kieszeni, złapałam za różaniec, odwróciłam się w kierunku psów i mówię tak, Jezu i Matko Najukochańsza, ratujcie mnie. Zwróciłam się również do psów z prośbą, żeby mnie zostawiły, przecież ja mam dla kogo żyć. Psy zamarły, stanęły, po chwili odwróciły się i poszły. Wsiadłam na rower i psy zniknęły, nie było ani jednego. Zajechałam szczęśliwa, na drugi dzień bałam się ruszyć, ale z nadzieją pojechałam odwiedzić moją figurkę. Od tamtej pory, nigdy nie spotkałam psów. Mam ogromne przekonanie, że jak tam się pojedzie, to Matka Boże człowieka wspiera. Gdy tam jestem to czuję, że Matka Boża jest obok mnie. Czuję wyraźnie jej obecność w tym miejscu.

– Czy zauważyła Pani, że inni ludzie też tam przychodzą i modlą się?
– Wielokrotnie widziałam, że przy tej figurce modlą się ludzie. Jest to dla mnie bardzo miłe. Są takie osoby, które stawiają świeczki i zapalają je. Kilka razy zauważyłam, że przy figurce są zapalone znicze. Bar dzo mnie ciekawiło, kto je zapala. Aż pewnego dnia natrafiłam na mężczyznę. Powiedział mi, że jest leśniczym z Warszawy i od 20 lat, gdy przejeżdża koło tej kapliczki, zatrzymuje się, zapala znicze i modli się. On by chciał zrobić obok tej figurki płotek, ale dla mnie jest on niepotrzebny, bez płotku każdy ma dostęp do figurki. Bardzo wiele ludzi modli się przy tej figurce, nie tylko pojedyncze osoby, ale także większe grupy.

– Komu chciałaby Pani powierzyć opiekę nad figurką?
– Moja rodzina bardzo chętnie słucha historii związanych z figurką. Bardzo szanują moją pracę. Chciałabym opiekę powierzyć mojej córce, jednak ma ona trochę inne podejście ode mnie. Ale gdy ją pytam, czy przejmie po mnie dbałość o figurkę, to kiwa głową i nie odmawia. Póki co, jest trochę zapracowana, ale wierzę, że zajmie się tą figurką.

Rozmawiała: AB

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama

Slider